Napoić, nakarmić, zdemilitaryzować

Napoić, nakarmić, zdemilitaryzować

Mówią: nie czas na pokojowe mrzonki, kiedy Putin bombarduje. Mówią: kto nie popiera większych wydatków na wojsko i zbrojenia, ten zdrajca i ruska onuca. Mówią: cały ten dziecinny pacyfizm to sowiecka agentura była. Mówią: uniezależnimy się od rosyjskiego gazu i ropy, uzależniając się od amerykańskiej ropy i gazu. Mówią: pomagamy, kiedy to my pomagamy, a oni mówią. Mówią: biała matka z dziećmi z Ukrainy – dobra uchodźczyni, czarniawa z Iraku czy Syrii – niech zdycha na białoruskiej granicy. Dużo mówią w ogóle. Milczenie nie jest w cenie, milczenie jest oznaką słabości – nie wiesz, więc milczysz. Jak gadasz, to chyba wiesz, bo nie gadałbyś, gdybyś nie wiedział. Medialne młyny mielą całodobowo, siedem dni w tygodniu, InfoLewiatan24 pożre wszystko, przetrawi i wydali, zainkasuje, zrobi srogą minę, jest w końcu jak demiurg – stwarza z niczego coś. A my to coś uważamy za pomocne i niezbędne, żeby zrozumieć świat, czyli nie zrozumieć z niego nic. Mówią: za wcześnie na niektóre stare myśli, na inne za późno, na pozostałe – na wszelki wypadek też nie. Świat lubi wojnę, chociaż się krzywi. Ani na chwilę nie traci z oczu możliwych biznesów do zrobienia, tak już jest, co nie? Nie zmienisz tego, po co się szarpać. Wciąż marzą i kłamią o wojnach sprawiedliwych, o wojnach dobrych, o zwycięstwie Dobra nad Złem, rozrzucają nad nami metafizyczne granaty dymne, kropią haubice i wyrzutnie rakiet, błogosławią szybkostrzelne machiny, nauczają celowania i uczą się nowych języków zabijania, przepraszam – eliminacji. Nie chowają zwłok, a poza tym i tak by potem przyszła faktura. Wieczne spoczywanie to dobre do zaśpiewania, ale nie do twardych realiów codziennego życia gospodarczego cmentarza. Ludzie z lubością się odczłowieczają i wtedy wyzywają się od niewinnych niczemu zwierząt. Zwierzęta nie zachowują się jak ludzie. Nie prowadzą wojen światowych.

Czas wojny jest równocześnie czasem triumfu ludzkiej głupoty, gatunkowego egoizmu, tak niewyobrażalnej krótkowzroczności.

Kiedy wojna już jest, kiedy w huku krew płynie, domy się walą, dzieci płaczą – to w ludziach pojawia się jakby spokój, tak już jest, tak zawsze było, tak zatem być powinno. Nie ma co kruszyć kopii, mamy ją (wojnę) w DNA, zresztą w każdą chwilę pokoju kręcimy się niespokojnie i szykujemy do wojny. Zbroimy się nie tyle na potęgę, ile na zatracenie. Owszem, może i zatracenie, ale jak dobrze wpływa na wzrost gospodarczy, jak nam wskaźniki szybują! A choć nie trzeba głośno tego mówić, ludzi jest po prostu za dużo. Kiedy wybucha wojna, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikają z ulic obrońcy życia, nie ma ich pod koszarami, nie ma ich, gdy trzeba zrobić kanapkę, przywieźć pieluchy. A nieprawda, powiedzą. Rozdawaliśmy w języku ukraińskim ulotki, że aborcja to zbrodnia. A o wojnie? O wojnie – nie. Na wojnie nie da się bronić życia, bo po to jest wojna, żeby je tracić. I są to święte prawa ludzkiego życia.

Wojna usuwa zatem w niebyt wszystkie inne kwestie najważniejsze dla przetrwania naszego gatunku i miejsca w kosmosie. W ryku czołgowych kolumn, bomb i rakiet zapada cisza nad tą niezręczną kwestią katastrofy klimatycznej, uzależnienia od kopalin, braku wody pitnej, głodu kilkuset milionów ludzi, wymierania zwierząt, degradacji przyrody, bogacenia się nielicznych i ubóstwa miliardów.

Słyszałem kiedyś sugestię, że jeśli ma się coś do powiedzenia, jeśli zna się na czymś, rozumie bardziej – to należy umieć to wytłumaczyć dziecku. Żeby zrozumiało, a nie żeby wysłuchało. Ale czy można „wytłumaczyć” dziecku wojnę??? Dlaczego wczoraj był spokój, a dziś jest dym i śmierć?

Człowiek jest istotą myślącą – czyli nawet wtedy, gdy wciąż na nowo bezmyślnie prze do wojny, do wojny się gotuje, ćwiczy i doskonali? Niepotrzebny nam umysł, żeby zabijać innych. Potrzebny nam po to, żeby tego nie robić. Nazywamy to umiejętnością uczenia się. I ucząc się jak nigdy wcześniej, nie uczymy się najważniejszego – trzeba nam świata bez wojny. Ale wtedy powiedzą ci: wojna to Putin, to przecież nie my. My nie. My nigdy. A nawet jeśli tak, i to stosunkowo niedawno, to jednak pamiętaj, że to Putin. Czyli gdyby nie było Putina, nie byłoby wojen? Naprawdę? Może to trzeba przetłumaczyć na kilka języków obcych i zamiast wody, jedzenia, leków podrzucić umierającym na granicy z Białorusią, którzy są z Syrii, Iraku, Afganistanu? Putin jest bardzo wygodny. Putin uzasadnia swoją wojnę, a my Putinem uzasadnimy kolejne. A bez Putina i tak udźwigniemy przekonanie o nieusuwalnej i nieprzemijającej konieczności wojny. Bez wojny ani rusz. Nie oszukujmy się, jesteśmy ludźmi – wojna, która niszczy i zabija, jest nam do życia niezbędna.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 15/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy