Niczego nie obalili. Władzę dostali na tacy

Niczego nie obalili. Władzę dostali na tacy

Dantzig (Danzig) (Gdansk) en Pologne. 08/1980. Greves dans les chantiers navals Lenine. Crise du regime qui aboutira a la creation du mouvement Solidarnosc (Solidarite). Les negociations sont en cours. Lech Walesa (de dos) est face a Tadeusz Fiszbach (secretaire de la region et membre reformateur du Parti Communiste de Dantzig) et a Mieczyslaw Jagielski, vice premier ministre .

Im prędzej zamkniemy rozdział pod tytułem „Solidarność”, tym lepiej. Bo dziś jest to już tylko wielka żenada Lech Wałęsa proponował to już parę lat temu, ale go zignorowano. Zamknąć rozdział pod tytułem „Solidarność”. Szkoda. Dziś historia Solidarności, jej przypominanie nie służy już niczemu uczciwemu, tylko prostej legitymizacji władzy. Że należy się ona, z mocy historii, albo ludziom z PO, albo z PiS, w zależności od tego, która z tych partii rządzi. Ta historia nie jest też jakąkolwiek nauczycielką życia – bo cała masa wydarzeń jest w niej poprzekręcana albo pominięta. Celowo. To jest polityczny mit wtłaczany ludziom do głowy. I to z roku na rok. I coraz gorszej jakości. Nic więcej. PiS pisze historię W tym roku było o włos od totalnej kompromitacji. Uroczystości w stoczni były parodią. Głównym ich akcentem była, oczywiście uroczysta, prezentacja projektu „Stocznia Gdańska 4.0. Nowy początek” z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego. Uroczystość – i kolejny mit. Że Polska odzyskuje stocznię. I że będzie produkować, tak jak kiedyś, za czasów Polski Ludowej, statki. Bo ci z Platformy i lewicy tego nie chcieli. Ile nas ten gest będzie kosztował? Ale jeszcze ważniejsze miało być to, co w ostatniej chwili odwołano. Czyli odsłonięcie tablicy, która oznajmiała, że „Lech i Jarosław Kaczyński przebywali w hali nr 26 w czasie strajku w 1988 roku”. Po fali szyderstw, bo cóż to za powód – przebywali w hali nr 26 – napis zmieniono. Miał brzmieć tak: „W tym budynku w sierpniu 1988 roku strajkowali razem ze stoczniowcami o przywrócenie NSZZ Solidarność śp. prezydent RP Lech Aleksander Kaczyński oraz premier RP Jarosław Kaczyński”. To także wyśmiano, pytając, na jakich etatach bracia Kaczyńscy byli w tym czasie zatrudnieni w stoczni? Ostatecznie z tablicy zrezygnowano. Podobno ma wrócić, z poprawioną treścią, w przyszłym roku. Niech wraca – będzie pomnikiem wazeliniarstwa i upadku NSZZ Solidarność, zaprzedania się jednej partii. I symbolem „poprawiania” historii przez PiS. Mit założycielski, czyli Oleandry III RP I PiS, i PO wywodzą się z solidarnościowego pnia, więc takie daty jak 31 sierpnia są dla nich ważne. I jedna, i druga partia przedstawia powstanie i działalność Solidarności jako walkę z Polską Ludową, ba, z całym imperium moskiewskim, oczywiście zwycięską. Więc i jej uczestnicy są prezentowani w glorii bohaterów i zwycięzców. Niczym Pierwsza Kadrowa Józefa Piłsudskiego. Czyli tych, którym teraz władza się należy. • To stały lejtmotyw w polskiej historii. W II Rzeczypospolitej zwycięzcami, którym władza się należała, był obóz Piłsudskiego. Legiony były przepustką do najwyższych sfer. Choć przecież ich rola w I wojnie światowej była żadna, ich militarna siła była bez znaczenia. I tak naprawdę znaczenie legiony uzyskały już po wojnie. Przypomnijmy sobie te spory o interpretację Bitwy Warszawskiej. Kto ją wygrał? Czy Józef Piłsudski, autor genialnego manewru? A może Najświętsza Panienka, która wiodła do boju żołnierzy pod Radzyminem? Cud nad Wisłą – to nie był termin spontanicznie wymyślony, ale tak tłumaczył tamto zwycięstwo Stanisław Stroński, endecki publicysta. Żeby pominąć socjalistę Piłsudskiego, żeby podkreślić rolę Kościoła i wiary. A po wojnie nie mieliśmy sporów, kto przyniósł Polsce wyzwolenie? Czy żołnierze w szarych szynelach, czy krajowi partyzanci? Co było bardziej godne upamiętnienia – bitwa pod Lenino czy bitwa pod Gruszką? Ten spór nie był przecież sporem o zasługi, ale o władzę. No to teraz, od prawie 30 lat, mamy spór o to, kto obalił komunizm, bo temu należy się korona. • I PiS w tym momencie zaczyna mieć kłopot – dlatego, że liderzy tamtej Solidarności dziś są w PO albo krążą obok tej partii. Jak najdalej im do Kaczyńskiego. Zwłaszcza gdy popatrzymy na Sierpień ’80. Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda – to jedyne „aktywa” PiS. Natomiast Platforma ma ich cały pakiet. To Lech Wałęsa, przywódca tamtego strajku, to Bogdan Borusewicz, Bogdan Lis (choć ostatnio było mu bliżej do lewicy), Henryka Krzywonos, Jerzy Borowczak i wielu innych. A także najważniejsi eksperci, którzy byli w tym czasie w stoczni – Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek. A Kaczyńscy? „Ja Lecha Kaczyńskiego widziałem tylko raz w trakcie całego strajku od 14 do 31 sierpnia, przez 15 minut. O Jarosławie Kaczyńskim nawet nie słyszałem, że taki jest na świecie. Jeżeli się pojawił w Stoczni, to chyba zakonspirowany”, napisał na Twitterze Jerzy Borowczak.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 36/2018

Kategorie: Publicystyka