Przeproście symetrystów!

Przeproście symetrystów!

Polska nie potrzebuje już więcej partyjnej propagandy ani dziennikarzy w roli rzeczników dwóch politycznych plemion

Na początku lutego 2022 r. CBOS opublikował całkiem nieoczywiste wyniki nowego badania podziałów w Polsce. Okazało się, że mimo trwającej nieprzerwanie od wielu lat wojny duopolu PO-PiS liczba Polaków, którzy nie utożsamiają się z żadnym z tych ugrupowań, istotnie wzrosła! 53% społeczeństwa – o 19 pkt proc. więcej niż pięć lat wcześniej – zadeklarowało badaczom, że „nie czuje więzi ani z rządzącymi, ani z opozycją”. To o tyle ciekawe, że dla obu zwalczających się politycznych plemion popieranie „swoich” jest kwestią nie wyłącznie poglądów czy przekonań politycznych – ale samego patriotyzmu i wręcz człowieczeństwa. Wiadomo przecież, że „po drugiej stronie” są sami złoczyńcy lub zdrajcy. Jednak poza tym sporem znajduje się już połowa społeczeństwa. Czyżby więc symetryści mieli rację? Być może, ale podziały i myślenie stadne trzymają się mocno.

Spirala oskarżeń i krzywd

Wystarczy spędzić na polskim Twitterze kilka minut – choć dla zdrowia psychicznego staram się robić to rzadko – by zobaczyć, jak daleko zaszła już ta paranoja. Fanatyczni wyborcy Koalicji Obywatelskiej wylewają swoją wściekłość na to, że w ogóle muszą oglądać na antenie TVN polityków obozu rządzącego. Nie rozumieją, że skutkiem spełnienia ich żądań – czyli całkowitego wyrugowania z anteny polityków rządzących krajem od siedmiu lat – byłoby stworzenie mediów nie mniej kuriozalnych niż Russia Today czy dzisiejsze TVP Info. Są też źli na swoich wybrańców, że w ogóle rozmawiają z dziennikarzami politycznymi, którzy nie należą do grona najtwardszych kibiców PO i KOD. Dla tych zagorzalców już sama zgoda polityka czy polityczki na rozmowę o charakterze innym niż laurka jest „wspieraniem pisowskiej piątej kolumny”. Słowa „kolaborant” czy „pachołek PiS/Putina” i tak należą w tych okolicznościach do najłagodniejszych.

Po drugiej stronie zaś spirala odczłowieczania przeciwników jest tak nakręcona, że o żadnych wątpliwościach nie może być mowy. Fanatycy PiS uruchamiają się na sam dźwięk nazwiska jakiegoś polityka poprzedniego obozu rządzącego. Na przykład hasło „Sikorski” niezmiennie skutkuje wyciągnięciem całej encyklopedii prawdziwych i zmyślonych win i grzechów byłego ministra w obu rządach – pisowskim i platformerskim. Winy Tuska czy Sikorskiego można dowolnie rozciągać w czasie i przestrzeni – nie ma rzeczy, od inwazji na Ukrainę, przez zachowanie Niemiec po II wojnie światowej, aż po islamski terroryzm, której nie da się w tej logice przyczepić do polityków opozycji. Jak w ogóle z kimś odpowiedzialnym za takie zbrodnie można rozmawiać? – to argument, który ucina wszelką dyskusję. Pomysł, że media pisowskie mogłyby na poważnie, a nie za pomocą stalinowskich czy nazistowskich karykatur i propagandowych schematów, rozważać projekty opozycji i dyskutować z nimi, wydaje się już czystą fantazją. Myśl, że aby istniała debata publiczna, racje muszą gdzieś się zderzać – a poza warkotem rozgrzanych propagandowych machin musi być miejsce na spór, choćby ostry i nieprzyjemny – z większości głów dawno już wyparowała.

I nie jest to choroba tylko Polski. Ale u nas – mimo że w wielu krajach panuje system de facto dwupartyjny – przybrała ona już taką skalę, że wśród społeczeństw Zachodu możemy się równać chyba tylko ze Stanami Zjednoczonymi. Brakuje jedynie szturmu na Kapitol, bo wszystko inne, łącznie z donosami dziennikarzy na siebie nawzajem i błaganiem o cenzurowanie przeciwników przez wielkie koncerny technologiczne, już jest.

W równym szeregu marsz

Osoby próbujące wyrwać się z tego podziału, zwane symetrystami, nie mają łatwo. Pojęcie to wymyślono, by opisywać (lub stygmatyzować) tych publicystów, analityków, dziennikarzy i dziennikarki po antypisowskiej stronie sporu, którzy uważają, że to nie wyłącznie „przekupienie Polaków 500+” czy afera podsłuchowa wyniosły w 2015 r. obóz Jarosława Kaczyńskiego do władzy. Symetryści starają się przekonywać, że Kaczyński poprawnie zdiagnozował przynajmniej część prawdziwych bolączek Polaków, a (pseudo)liberalna filozofia rządzenia przed 2015 r. nie była wolna od błędów i masy prześlepień. Z czasem pojęcie to rozszerzyło się na wszystkich – nieważne, z prawicy, lewicy czy centrum – którzy wyłamują się z kanonów propagandy i partyjnej jednomyślności.

Już wcześniej przełamywanie „baniek społecznościowych” – za pomocą tekstów, wywiadów czy apeli o wyjście z partyjnych okopów – było trudne, a teraz będzie prawie niemożliwe. Wojna zawsze prowadzi do wymuszania jednomyślności, karania odstępstw, ograniczania przestrzeni na niuanse i odcienie szarości. Słowem, na tę przestrzeń, w której symetryści wnosili do polskiej debaty niemało tak potrzebnego tlenu. A choć Polska nie została zaatakowana zbrojnie, to z różnych powodów – szlachetnych i cynicznych – rodzima klasa polityczna i elity medialne zdecydowały, że i my powinniśmy zachowywać się jak na wojnie. Do już istniejących pałek – „służysz PiS/PO” dochodzą kolejne oskarżenia: o pomaganie Łukaszence i Putinowi, o nielojalność wobec interesów państwa, o niedostateczne popieranie sił zbrojnych. Presja, by zapisać się do jedynego moralnie słusznego obozu – a każdy za taki się uważa – i by karać tych, którzy odmówią werbunku, jest olbrzymia.

Paradoksalnie jednak w polskich warunkach sytuacja ta wymagałaby więcej, a nie mniej symetryzmu. Oczywiście rozumianego nie tak, jak chcą jego krytycy i partyjni kpiarze – nie moralnej ślepoty albo szukania równowagi racji między bitym i bijącym. Polska potrzebuje takiego symetryzmu, jak rozumieją go ci, którzy rzeczywiście wyłamali się z kanonów partyjnej jednomyślności i mają horyzonty szersze niż to, co wyznacza im „przekaz dnia”. Czyli przestrzeni do debaty i, co może nawet ważniejsze, odmowy podążania za każdą modą oraz ortodoksją. W realiach zagrożenia, ale i wielkich wyzwań związanych z inwestycjami w bardziej zieloną przyszłość i z koniecznością odważnych działań antykryzysowych, ludzie, którzy są w stanie wyjść poza postawę wyłącznie kibiców są bardziej potrzebni niż kiedykolwiek.

Jak inaczej w ogóle możliwa ma być dyskusja o rozwoju gospodarczym, o nowych scenariuszach dla pokoju i bezpieczeństwa czy sprawiedliwej transformacji energetycznej, jeśli nie wyjdziemy z okopów? Trzeba to zrobić teraz, kiedy wciąż mają one wyłącznie metaforyczny charakter, a nie czekać, aż ziści się któryś z przepełnionych czarnowidztwem scenariuszy geopolityków amatorów.

Nowy kontrakt?

Ciekawie tę propozycję formułuje w „Dekalogu symetrysty na czas wojny” Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego na łamach „Rzeczpospolitej”. Trudnowski ma poglądy konserwatywne czy republikańskie – nie wiem, czy istnieje alternatywna do jego propozycji oferta po stronie liberałów czy lewicy, ale chętnie bym ją poznał. Bo kluczowe założenia takiego manifestu symetryzmu – mniej fałszywych oskarżeń, a więcej sporu o wyzwania (zamiast o traumy i tożsamości) – to też program dla zdrowszej debaty publicznej.

Symetryści w Polsce, USA, Wielkiej Brytanii i całej anglojęzycznej debacie publicznej są bowiem bastionem tego, co kiedyś nazywało się po prostu wartościami dziennikarstwa. Twierdzą, że są winni lojalność czytelnikom, a nie dowolnemu obozowi politycznemu czy najsłuszniejszej nawet ideologii. Z tego powodu budzą tak gorącą wściekłość pracowników i funkcjonariuszy zarówno państwowej, jak i komercyjnej propagandy. Także teraz, gdy cały Zachód walczy o wartości liberalne i demokratyczne, warto przypomnieć, że w kanonie tych wartości mieści się prawo do niezgody, mówienia rzeczy niepopularnych i korzystania z wolności słowa.

Ryzyko wprowadzenia partyjnej i ideologicznej cenzury motywowanej koniecznością walki z rosyjską dezinformacją to jedno. Drugim zagrożeniem jest prywatyzacja wolności słowa przez miliarderów i właścicieli wielkich platform technologicznych. W tym kontekście trzeba pamiętać, że do czasów merytorycznej debaty i „cywilizowanego sporu” – które nie wiadomo, czy w ogóle kiedyś istniały – powrotu nie będzie. Ale zawsze może być jeszcze gorzej. Być może więc czas przeprosić się z symetryzmem.

j.dymek@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 19/2022

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy