Skąd się wzięli komuniści?

Skąd się wzięli komuniści?

Prawica pisze opowieść o lewicy. Prostackie klisze i fałszywe mity mają zastąpić historię Polski

Prof. Andrzej Friszke – historyk

W przedmowie do książki o polskich komunistach napisał pan: „W powszechnej świadomości współczesnych Polaków komunizm został utożsamiony wyłącznie ze zbrodniami. Zanikła podstawowa wiedza o ideologii, jaką niósł. Szeroko rozpowszechniana w ostatnich latach ideologia nacjonalistyczno-klerykalna zastępuje wykład historii serią schematów i obrazków sławiących bohaterstwo patriotycznych Polaków. Eliminuje się przy tym opis podziałów społecznych, sporów ideowych, realiów, w których toczył się proces historyczny. Już nawet nie czytanka dla maluczkich, ale prostackie klisze i fałszywe mity mają zastąpić historię Polski”. Porozmawiajmy więc o komunistach i socjalistach. Skąd się wzięli w Polsce?
– Wielka grupa w Polskiej Partii Socjalistycznej, ale i w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy to inteligencja, najczęściej postszlacheckiego pochodzenia. Druga część to inteligencja pochodzenia żydowskiego, ci, którzy wyszli z tego środowiska. Trzecia – robotnicy.

Dalecy od stereotypów. W dużym stopniu samoucy, inteligentni, mający rozległą wiedzę.
– Dam przykład – Tomasz Arciszewski. Ten, który pod koniec II wojny światowej zostanie premierem polskiego rządu w Londynie. On był ślusarzem! Nie kończył żadnych szkół. A jednak całe życie był działaczem politycznym, wygłaszał bardzo poważne przemówienia, był posłem. Wcześniej zaś bojowcem. To jest robotnik, choć o szlacheckich korzeniach.

Grzecznarowski…
– Józef Grzecznarowski! Bojowiec, robotnik, który po roku 1918 będzie prezydentem Radomia, posłem na Sejm. Takich ludzi na lewicy było całkiem sporo. Ktoś wychodzący ze środowiska robotniczego poprzez działalność poszerzał horyzonty, wiele czytał i stawał się aktywnym działaczem społecznym. Wśród komunistów też ich nie brakowało.

Fascynujący urok Marksa

Ale co takiego się stało, że młodzi ludzie z tych grup zaczęli zasilać partie rewolucyjne? Bo postulat niepodległości również był rewolucyjny, prawda?
– Niepodległość Polski to postulat programowy PPS przyjęty w roku 1892 i oczywiście powtarzany w propagandzie, w publicystyce „Robotnika” i innych pism. Jako cel, do którego się dąży. Ale to jest horyzont.

Tak samo odległy jak państwo socjalistyczne.
– Rewolucja, niepodległość – to były wtedy podobne perspektywy. Tak samo dalekie.

Dlaczego więc były pociągające? Spójrzmy na losy Piłsudskiego i Dzierżyńskiego. Obaj wywodzili się z polskiej zubożałej szlachty, obaj chodzili do tego samego gimnazjum w Wilnie. I jeden jest symbolem niepodległości Polski, a drugi komunizmu i NKWD.
– Skąd się brały takie wybory? Z buntu wobec okropnej rzeczywistości. To jest rzeczywistość okropna pod względem narodowym, ostra rusyfikacja, brak możliwości rozwijania polskiej kultury. Nie można zostać nauczycielem, sędzią, nie ma możliwości zatrudnienia się w administracji, wszystko jest rusyfikowane. Wywodzący się z elit społecznych w gruncie rzeczy nie mają żadnych perspektyw, najwyżej w carskiej armii. Chyba że zostaną w swoim majątku, ale to trudne, dlatego że warunki społeczne, zniesienie pańszczyzny, bardzo mocno uderzają w tę klasę. Piłsudski pochodzi z rodziny, która zbankrutowała. Jego ojciec po zniesieniu pańszczyzny nie był w stanie prowadzić majątku. A z drugiej strony czuć powiew nowych idei, socjalistycznych. Idą z Zachodu, ze Szwajcarii, z Niemiec, i ze Wschodu, z petersburskich kółek młodzieżowych. Marksizm współczesny był kierunkiem fascynującym młodych ludzi. Dającym opis społeczeństwa, przemian społecznych, powstawania klasy robotniczej, przemysłu.

Widzieli to na własne oczy.
– Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nędzy środowiska robotniczego, biednych ludzi w miastach. Ludzi, którzy nie mieli żadnych praw, żadnej opieki – zdrowotnej, społecznej – gnieździli się w strasznych warunkach, w jakichś suterenach, na kupie, chorowali. W fabrykach brak ubezpieczeń społecznych, 11 godzin pracy, żadnych związków zawodowych, żadnych praw, całkowita zależność od administracji. To wszystko powodowało, że bunt miał absolutne podstawy, i intelektualne, i moralne.

Do lewicy dochodzi też cała masa wychodźców ze sztetla.
– Bo trwa modernizacja, powstaje kapitalizm. Dynamika zmian społecznych w drugiej połowie XIX i na przełomie XX w. rozsadza zamknięte do tej pory grupy społeczne, feudalnie zamknięte. Również te, w których całe życie regulowała religia. Ludzie zaczynają coś czytać, nie tylko religijnego, zaczynają mieć aspiracje, szukają pracy, także w fabrykach, aspirują do zawodów świeckich. Wszystko to razem powoduje, że w świecie żydowskim pojawia się nurt świecki. Ma on wiele barw. Pojawia się syjonizm, jego różne odcienie, od bardzo konserwatywnych po bardzo radykalne. To otwiera marzenia o innym świecie i innej egzystencji.

I zachęca do buntu?
– Ponieważ w takim społeczeństwie, jakie było, w gruncie rzeczy dla takich ludzi nie było miejsca. Mówiliśmy, że Polacy nie mogli pracować w administracji, nie mogli sprawować wielu funkcji. Te same zakazy, tylko jeszcze większe, dotyczyły Żydów, skazanych na bycie ludźmi drugiej kategorii. Nie mogli mieszkać w Moskwie czy Petersburgu, bo mieli strefę osiedlenia, już nie mówiąc o pogromach. Dlatego Żydzi opowiadali się za głębokimi zmianami, które ich równouprawnią jako ludzi. To pewną ich część poprowadziło do ruchu socjalistycznego. Do PPS, do SDKPiL. Choć mam wrażenie, że jest pewna różnica. To znaczy głębiej zasymilowani do polskości przeważnie trafiali do PPS. Gdzie obowiązywał język polski, gdzie była cała tradycja patriotyczno-państwowa. Zorientowani bardziej międzynarodowo wybierali SDKPiL, która była dla nich prostsza. Bo tam nie było żadnego rozróżnienia na narody, nie miało znaczenia, czy ktoś jest Polakiem, Żydem, czy Niemcem.

Rok 1905 – początek nowoczesności

I na takiej glebie wybucha rewolucja 1905 r.
– Rok 1905 to wielka erupcja społeczna. W dodatku w społeczeństwie, które właściwie nigdy wcześniej takiej erupcji nie przeżywało.

Bo poprzednie powstania, listopadowe i styczniowe, rozgrywały się w innym społeczeństwie?
– Rok 1905 jest początkiem nowoczesności. Nie tylko dla ruchu robotniczego, ale i dla innych nurtów społecznych i politycznych. To czasy strajku szkolnego, strajków w fabrykach, nawet poruszenia wśród chłopów. Robotnicy mają poczucie, że mogą o coś walczyć. Zwykle o poprawę warunków pracy, o możliwość samoorganizacji. To jest też czas powstawania pierwszych związków zawodowych. Oraz masowych demonstracji ulicznych, których przedtem w zasadzie nie było.

I rozpędzania tych demonstracji.
– Strzelania do ludzi, bicia nahajkami… Na ulicach dochodzi do bezpośrednich starć. Są ranni, zabici. Jednak poza tym jest to czas samoorganizacji. Partie robotnicze, liczące przedtem – jak Róża Luksemburg napisała SDKPiL, swojej partii – najwyżej kilkuset ludzi w kraju, rosną w tysiące. To samo dotyczyło PPS – rok 1905 powoduje, że ta partia gwałtownie się rozrasta. Co prawda, po odpływie fali rewolucyjnej to wszystko wygaśnie, ale, jak wiemy z doświadczenia Solidarności, taki okres samoorganizacji, dyskusji zostaje w pamięci. I potem wraca. Wtedy również wrócił.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 8/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. East News/Łaski Diffusion

Wydanie: 8/2021

Kategorie: Historia, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy