Tag "Mateusz Morawiecki"
Minister na pół gwizdka
Jak nie San Escobar, to eksperyment, bo tak o ministrze Jacku Czaputowiczu mówi prezes partii rządzącej. Mamy więc trzeci rok braku czegoś, co się nazywa polityką zagraniczną. Dla Nowogrodzkiej polityka zagraniczna ma sens tylko jako przedłużenie gry o interesy partii. Tu i teraz. A miarą skuteczności tak rozumianej polityki jest jak najwyższe poparcie wyborców. Ważny jest efekt doraźny, a cena, jaką trzeba zapłacić, choćby za granicą, ma małe znaczenie. Oczywiście do czasu. Bo gdy Amerykanie tupną nogą, politykę godnościową zastępuje
Morawiecki kontra Orbán
Zdaje się, że w dzisiejszej Polsce politykę zagraniczną prowadzi premier, a minister spraw zagranicznych to niepozorny urzędnik, który za chwilę będzie wymieniony. Skąd taka teza? Zacznijmy od ujawnionych przez media dokumentów MSZ, z których jednoznacznie wynika, że prezydent i premier są w Białym Domu persona non grata. Aż do czasu poprawienia ustawy o IPN. PiS i jego media krzyczały, że to nieprawda, że do niczego takiego nie doszło. Że Donald Trump kocha Andrzeja Dudę i najchętniej spotykałby się z nim co parę tygodni (jak z premierem Netanjahu).
Poszerzone pole pretensji
Lista pretensji do obecnej władzy – zarówno w jej reprezentacji prezydenckiej, rządowej, parlamentarnej, lokalnej, medialnej, lobbystycznej, jak wszelakiej innej – rośnie, kumuluje się i zwielokrotnia. Mamy uzasadnione podejrzenia, że to gigantyczny syndykat przestępczy, który dokonuje zaplanowanej, wieloetapowej destrukcji polskiego państwa (równocześnie, pełniąc obowiązki jego reprezentanta, podaje w wątpliwość jego istnienie) i jego konstytucyjnej konstrukcji, rozmontowuje założycielską zasadę trójpodziału władz na rzecz jednopartyjnego władztwa, nad którym unosi się fantazmatyczne zwierzchnictwo jednego człowieka.
Czy można wynaleźć algorytm zmian w rządzie?
Czy można wynaleźć algorytm zmian w rządzie? dr Krystyna Łybacka, europosłanka SLD, matematyczka Byłoby bardzo trudno stworzyć algorytm dokonywania zmian w rządzie, ponieważ podstawą każdego algorytmu jest logika. A tutaj, mam wrażenie, mamy do czynienia z posunięciami dość chaotycznymi. Sądzę, że akurat logika była na ostatnim miejscu przy podejmowaniu przez premiera tych decyzji. Przypuszczam, że bardziej liczyły się interesy frakcji w obozie rządzącym. Po drugie, sądzę, że sam premier nie bardzo wierzy w logiczność ogłoszonych zmian,
Gabinet osobliwości
Skutki przesadnej wiary mogą być dla polityków zabójcze. I nie myślę tu o religii, ale o sprawach tak przyziemnych jak sondaże. I jak dwór pochlebców, który oplata każdą władzę i kadzi jej z zapałem proporcjonalnym do osiąganych korzyści. Gdy polityk traci czujność i gdy słabnie jego poczucie realizmu, zaczyna mówić to, co myśli. No i wtedy katastrofy nie da się już zatrzymać. Ględzenie prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego jest dowodem na to, że przy skromnej wiedzy nie należy dzielić się nią publicznie. A już
Rów, w którym płynie mętna rzeka
Dość biadolenia, że premier nie taki, że nie rozumie, co mówi, że mówi rzeczy wykluczające się wzajemnie, że artykułuje samosprzeczne tezy, że niedouczony, choć ponad miarę opłacany, że słaby płynny angielski, że endek lub faszol czystej wody. A prezydent… nie, nawet nie mam siły zaczynać wyliczanki. Doszukałem się pozytywu, znalazłem coś, co mogę wydobyć na światło dzienne, bez wahania pochwalić, i co ma realną wartość. Otóż dzięki Mateuszowi Morawieckiemu wreszcie wracają pytania i kwestie zasadnicze. Wreszcie ktoś miał odwagę
Nie odbiorą Generałowi zasług
Coraz śmielej poczynają sobie rządzące Polską klony prezydenta i premiera. Coraz bardziej przypominają oni polityków rządzących w latach 30. Panowie Duda i Morawiecki mówią jednym głosem. Te same słowa wygłaszane 1 marca są zamierzoną manifestacją. Niemądrą. Ideologicznie zacietrzewioną. Są kłamstwem kwestionującym nawet ich, IPN-owskie opracowania. A pomysł, by nominacje generalskie powiązać z „żołnierzami wyklętymi”, jest mało wyrafinowaną perwersją upokarzającą tych oficerów. PiS czci 1 marca swoich bohaterów: „Ognia”, „Burego”,
Obsesje premiera Morawieckiego
Morawiecki do europejskiego establishmentu przemawiał tak, jakby był nie polskim premierem, tylko urzędnikiem sztabu Trumpa oddelegowanym do Polski Nie jest tajemnicą, że skupione na sobie amerykańskie media – zarówno prasa, jak i telewizja oraz radio – niezwykle rzadko publikują doniesienia z Polski, a jeszcze rzadziej cytują wypowiedzi polskich polityków. Od tej praktyki, która dawno stała się regułą, uczyniono wyjątek dla premiera Morawieckiego. Ledwie zaczął urzędowanie, a już trafił na łamy pism i do dzienników telewizyjnych głównych sieci w USA.
Polityka historyczna
W przytomnym świecie istnieją polityka, historia oraz historia polityczna – nauka opisująca m.in. relacje pomiędzy władzami różnych krajów, ich rozgrywki dyplomatyczne, a także przedłużenie dyplomacji (jak mawiał Carl von Clausewitz), czyli konflikty i wojny. Gdy chodzi o politykę wewnętrzną, historia polityczna bada walkę o władzę i jej sprawowanie, koegzystencję i starcia poszczególnych grup nacisku, narodowościowych, ideowych itd., starając się, na ile to możliwe, ustalić prawdę o faktach politycznych i ich mechanizmach. Jeszcze w pierwszej połowie
Morawiecki – miał być technokrata, wyskoczył fanatyk
Kaczyński postawił na Morawieckiego. Czy już żałuje? Mateusz Morawiecki miał być otwarciem PiS na Europę i na polityczne centrum. Nowoczesną, technokratyczną twarzą ekipy rządzącej. Takie były oczekiwania, także części prawicowych publicystów. Dziś to już nieaktualne. Morawiecki jako premier nie pokazał technokratycznej twarzy. I pewnie już nie pokaże, zresztą wokół jego kariery bankowej rodzi się coraz więcej pytań. Za to coraz chętniej występuje w roli nauczyciela swojej wersji historii, tłumacząc, jak było. A im więcej






