Tag "Piotr Kuncewicz"
Wsadzić Małachowskiego
Wieczory z patarafką Pisałem o tym wielokrotnie, głównie w „Aneksie”, bo mi mój naczelny, czyli Jurek Domański, ostro przykazał, żebym się do polityki nie mieszał. No to się nie mieszam, zresztą nie mam na to ochoty. Ale tu chcę napisać o sprawie, która, jak by nie popatrzeć, śmierdzi. Mianowicie o Sądzie Lustracyjnym. Chyba jeszcze przed Małachowskim proponowałem, żeby cały ten podejrzany interes zamknąć, archiwa zaś schować dla historyków. Albo bądźmy konsekwentni i lustrację zacznijmy od Józefa Piłsudskiego, agenta, a nawet terrorysty, i strąćmy go z pomników. „Przebaczanie” także zacznijmy
Czytanie w kamieniu
Wieczory z Patarafką Obraz naszej prehistorii, naszych początków bywa malowany dwojako: z jednej, strony mają być konserwatywni archeolodzy utrzymujący, że historia zaczęła się niedawno, coś z pięć tysięcy lat temu, z drugiej, nowatorzy upewniający nas, że były kiedyś Atlantydy legendarne albo cywilizacje magiczne, albo bodaj nauczyciele przybyli z kosmosu. Są to tak przeciwstawne stanowiska, że w ogóle nie ma między nimi dyskusji, a tylko wyzwiska gęsto latają w powietrzu. Coś tak mniej więcej jak między lekarzami a uzdrowicielami. Ale ten zniechęcający obraz
Jak symbioza stworzyła świat
Wieczory z patarafką Powodem przeczytania książki Lynn Margulis było nazwisko tłumacza, Marcina Ryszkiewicza, biologa i autora bardzo ciekawych książek. Książka nosi tytuł „Symbiotyczna planeta”, zaś jej autorka była pierwszą żoną astronoma, Karla Sagana, co z werwą opisuje. W ogóle upowszechniła się metoda przydawania tematom naukowym wątku biograficznego, co zresztą jest bardzo miłe i wielce znaczące. Pewnie to jakiś daleki wpływ Heisenberga i jego zasady nieoznaczoności: 2 x 2 = 4,
Niestety, wariat
Wieczory z patarafką Gdyński Uraeus to wydawnictwo poważne i bardzo ciekawe, niestety, bardzo nielubiane przez Kościół, któremu często mówi bardzo gorzkie rzeczy. Ja bym się na nie obrażał, bo mądry przeciwnik to prawdziwy skarb. I trzeba to docenić. O wydawnictwach Uraeusa pisuję nie za często, ale za to czytam je skrupulatnie. Tu jednak nie zamierzam Uraeusa chwalić, ale raczej chwytać się za głowę. A powodem tego jest wydana już ze sześć lat temu książka Waltera Papsta „Drzewo bogów. Nasze miejsce stworzenia w kosmosie”. Papst to już starszy pan
Może nie umrzemy?
Wieczory z Patarafką Moi czcigodni i znakomici koledzy-felietoniści z łamów „Przeglądu” są na ogół ludźmi o temperamencie politycznym, polityka zaś to takie „dziewicze, żywe, piękne dziś”, o którym zawsze jest coś złego do napisania. I nie zdarzyło się jeszcze nigdy nikomu, żeby felietonista polityczny został bez przeciwnika, żeby musiał walczyć z cieniem, żeby się nie oburzał do żywego, żeby sobie z kogoś nie pokpił. Ale co ma zrobić felietonista kulturalno-naukowo-paranaukowy, żeby przyciągnąć do siebie czytelników? Oburzę się na Dawkinsa, zaatakuję Bławatską? A kogo to niby obchodzi. O, gdyby tak uderzyć w sześć pustych
Alkoholizm po węgiersku
Wieczory z Patarafką Był rok 1945. Bela Hamvas, węgierski niepokorny filozof, literat i eseista, siedział nad Balatonem, kiedy zbombardowano jego budapeszteńskie mieszkanie. Zachwycał się okolicą i przymierał głodem. Jedynym dostępnym wiktuałem było wino. Może właśnie dlatego napisał tam i wtedy „Filozofię wina”. Jest to książeczka człowieka głodnego, który wysławia wszelaki pokarm – paprykę, wędzoną słoninę, ryby, tuczone gęsi i torty orzechowe. Te opisy są bardzo smakowite, ale kiedy się wie o ówczesnej
Czytając Rakowskiego
Trawestując Gałczyńskego, „Polityka, polityka, tkliwa dynamika, angelololgia i dal”. „Dzienniki polityczne” Rakowskiego to chyba trzecia ważna opowieść o okresie, w którym i ja żyłem. Pierwszy był Putrament ze swoją ogromną i nie wiem, czy nie najlepszą książką „Pół wieku”. Złośliwi dodawali: „i pół prawdy”. Zapewne nawet znacznie mniej, co nie zmniejsza wcale mojego podziwu. Napisałem nawet praktycznie na ten temat całe studium, na zamówienie Michnika zresztą. Michnik nie wydrukował, a poza tym nie mam gdzie. Drugi to Kisielewski, no a Mieczysław F. Rakowski to trzeci.
Jest tam kto?
Wieczory z Patarafką Egzobiologia to jest taka trochę dziwna nauka, której przedmiot może w ogóle nie istnieć. Bo co do życia na innych planetach, nie wiemy przecież kompletnie nic. Tylko szaleniec – mówiąc za Gombrowiczem – mógłby cokolwiek mniemać albo i nie mniemać na ten temat. Wszechświat jest jednak taki ogromny, że może się w nim pomieścić zgoła wszystko, a więc i życie, i cywilizacja nawet, o czym się kiedyś dowiemy albo i nie dowiemy. To też książkę Clifforda Pickovera „Istoty pozaziemskie a współczesna nauka”, czyli „Kosmici w świetle
Gorzki eliksir
WIECZORY Z PATARAFKĄ Pamiętamy chyba wszyscy książkę o Graalu autorskiej pary Michael Baigent i Richard Leigh, bo się ją czytało jak fantastyczną powieść. Przypomnę – Maria Magdalena, żona Jezusa, ucieka do południowej Francji wraz z dzieckiem Jezusa, które daje początek dynastii Merowingów. Ich potomkowie tworzą do dzisiaj związek tajemny. A jakże, były liczne dowody, spekulacje i poszlaki. Jak zwykle w tych sytuacjach w grę wchodzili katarzy, templariusze i masoni. Słowem, sam cud
Kunert z Bartoszewskim
WIECZORY Z PATARAFKĄ O Żydach napisaliśmy w ostatnich latach wcale niemało, podejrzewam nawet, że zaczynamy się powtarzać. Ale właściwie tylko dwie książki zostały nagłośnione, zdobyły media i sprowokowały dyskusję. Grossa „Sąsiedzi”, ponieważ obciążyła Polaków odpowiedzialnością za bezpośredni udział w holokauście. Prasa podniosła niebywały rejwach, bo, naturalnie, Polacy to nie zwyczajni ludzie, a wręcz anioły. O polskim antysemityzmie nikt niczego nie słyszał, coś takiego zdarzyć się nie mogło, jednym słowem – skandal i prowokacja. Z kolei,






