Tag "Piotr Kuncewicz"
Sumienie
Marysi Szyszkowskiej Zabawny chochlik drukarski czy może korektorski sprawił, że w moim felietonie o „dylemacie więźnia” znalazło się następujące zdanie: „Jest to tak zwana gra o sumienie – czyli mówiąc po ludzku – kompromisowa, obu przeciwnikom przynosząca trochę korzyści”. Wybuchnąłem śmiechem, bo to miało brzmieć „gra o sumie nie-zerowej” i z sumieniem nie miało mieć żadnego związku. Ale czy rzeczywiście nie miało? Ta pomyłka może mieć wartość drogowskazu. Przecież „gra o sumie zerowej” to gra, gdzie jeden bezwzględnie zwycięża, a drugi
Dobre rady cioci Kloci
WIECZORY Z PATARAFKĄ „Przegląd”, który wyrósł z „Przeglądu Tygodniowego”, jest pismem, w którym pisuję bodaj najdłużej. To znaczy, jest parę tytułów, w których drukowałem wcześniej, ale sporadycznie. „Twórczość”, „Polityka”, „Tygodnik Powszechny”, pewnie jeszcze kilka innych, co do których nie mam pewności, czy jeszcze istnieją. Do „Przeglądu Tygodniowego” ściągnął mnie Andrzej Szymański, autor książek medycznych, uzdrowiwszy przedtem bioenergoterapeutycznie z jakiegoś bolesnego półpaśca, ischiasu czy innej cholery, z którą lekarze nie mogli sobie przez pół roku poradzić. A on nawet mnie nie dotykał, pomachał nade
Dylemat więźnia
Wieczory z patarafką W ostatnim lipcowym numerze „Przeglądu” wydrukowano list pani Iwony Olszewskiej z Warszawy, proponujący listę „książek na wakacje”, z mojego punktu widzenia arcyciekawych. Znalazło się tam dobre słowo i dla mnie, ale nie o to teraz chodzi. Pani Iwona napisała m.in. „Jak można działać w polityce, podejmować decyzje, nie rozumiejąc np. „dylematu więźnia””. Ja dodam – nie rozumiejąc i zgoła nie znając, bo… ach, wiemy, o co chodzi. „Dylemat więźnia” i „teoria chaosu” to chyba dwie najmodniejsze koncepcje logiczne (?), ale obawiam
Coś przed Egiptem
WIECZORY Z PATARAFKĄ Jest parę dziedzin New Age, które nie wywołują we mnie entuzjazmu, ale śmiech albo ziewanie. Do nich w sposób szczególny należy „piramidologia”, zwłaszcza tzw. kod piramid, mający rzekomo przepowiadać naszą przyszłość. To samo myślę zresztą o „kodzie biblijnym”. Ale niewątpliwie zasługą New Age jest konstatacja, że i piramidy, i w ogóle cywilizacja staroegipska kryją w sobie jakieś tajemnice. Ukazała się właśnie książka, która walczy na dwa fronty. Z jednej strony, kpi sobie z „piramidiotów”, z drugiej, nie przestrzega
Książka do poduszki
Wieczory z Patarafką Jestem naprawdę zakłopotany. Przeczytałem książkę, po której wiele się spodziewałem, a otrzymałem nierównie mniej. Autorem jest sławny amerykański astronom i autor, Carl Sagan, a książka nosi tytuł „Miliardy, miliardy. Rozmyślania o życiu i śmierci u schyłku tysiąclecia” (wydał Prószyński, przełożyła Karolina Bober). Była pisana na łożu śmierci, wyszła w 1997 r., już po śmierci autora. Moje oczekiwania wydawały się uzasadnione, Sagan wiedział, że sumuje swoje życie duchowe i intelektualne. Ale ta suma nie okazała się
Strefa graniczna
Podobno każdemu z nas przynajmniej raz w życiu coś niezwykłego się zdarzyło, coś, co nie mieści się w głowie. Coś zniknęło, coś niezwykłego się pojawiło, ktoś miał trafną intuicję albo proroczy sen, albo niesamowity zbieg okoliczności – możliwości są niezliczone. Tak przynajmniej utrzymuje Mike Dash, wykładowca Cambridge (nie wiem zresztą, czego) w książce „Granice poznania”, w której traktuje o wszystkich możliwych niesamowitościach: poltergeistach, stygmatach, lewitacji, UFO, potworach itd. Pewnie nie o wszystkich, bo co mniej wygodne dla siebie
Echo po Herbercie
WIECZORY Z PATARAFKĄ Herberta poznałem jakoś tak w 1953 albo 1954. Przyjechał do Lublina z wieczorem autorskim. Spotkanie z poetą odbyło się w tak zwanym Chrzanowianum, czyli w wyodrębnionej bibliotece po profesorze Ignacym Chrzanowskim. Przyszło kilku początkujących poetów, ze sześć, siedem osób. Herbert był jeszcze zupełnie nieznany, a czasy dla poezji fatalne. Jeszcze chyba nie było „odwilży”, prawie wszystko, co piszące, snuło się przy PAX-ie, Herbert też tam debiutował w jakiejś antologii. Od razu niesamowicie – „z czerwonej
Góry, ludzie i trufle
WIECZORY Z PATARAFKĄ Jaka to urocza książeczka! Anglik, pewnie literat, Peter Mayle, kupuje w Prowansji dom i osiedla się tam z żoną, zapewne młodszą od siebie, ale ani o tym, ani o jakichkolwiek innych jego sprawach i zajęciach nie wiemy nic. Żadnych bezpośrednich danych. A jednocześnie jego sądy i działania znajdujemy dosłownie w każdym zdaniu. Książka nazywa się „Rok w Prowansji”, a dzieli się na 12 rozdziałów-miesięcy. Te miesiące zostały zapełnione dywagacjami nad pogodą, krajobrazem, obyczajami ludności, kuchnią
Alleluja i do tyłu
WIECZORY Z PATARAFKĄ Nie bardzo wiem, po co właściwie czytałem tę książkę. Trzy tomy. Każdy ponad 600 stron, wabi się to łącznie „Księga słów”, a poszczególne tomy: „Uczeń”, „Zdradzony” i „Pan i głupiec”. Autorką całej trylogii jest niejaka J.V. Jones, Amerykanka, która w połowie lat 90. ubiegłego stulecia i tysiąclecia napisała te dwa tysiące stron pewnie dla chleba, tudzież z rozkoszy bazgrania, co jej ślina na język przyniesie. Ją rozumiem, siebie – już nie. Podobnie jak
Przygoda z Antenorem
WIECZORY Z PATARAFKĄ Podróże kształcą, nawet w naszych internetowo-telewizyjnych czasach. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Padwy, nie spodziewałem się, że dokonam zupełnym przypadkiem filologicznego odkrycia, związanego z Kochanowskim. Który tu zresztą z nawrotami spędził jakieś sześć lat, jak prawie wszyscy intelektualiści XV i XVI wieku. Tu zaczął podobno pisać wiersze, tu zakochał się w tajemniczej Włoszce i trzeba go było wręcz siłą od niej odrywać. To były jego najszczęśliwsze lata. Padwa zawsze była intelektualnym załącznikiem do potężnej i bogatej






