Tag "Piotr Kuncewicz"
Mamy „Iliadę”
WIECZORY Z PATARAFKĄ Doczekaliśmy się wreszcie „Iliady”. „Iliadę” znamy wprawdzie wszyscy, bo któż nie słyszał o dziełach Homera, ale podczas gdy „Odyseję” przekładano bez końca, aż wreszcie po Wittlinie na bardzo długo zauroczył nas Parandowski, „Iliadę” wielu zaczęło, ale nikt dobrze nie zakończył. Wreszcie chytry Grek z Poznania, mój przyjaciel, Nikos Chadzinikolau, zaradził naszemu nieuctwu. Usiadł i siedział przez pięć lat, wygonić się nie dał, Homera tłumaczył. Chytry i uparty, przywędrował z Delf, w Poznaniu osiadł, bo spokojniej, filologię polską
Po co nam choroba?
WIECZORY Z PATARAFKĄ Myślę, że najważniejsze pytania, które można by zadać, brzmią: dlaczego chorujemy i dlaczego toczymy wojny? Ba, ale komu je zadać, bo wprawdzie Ewangelia zawiera obietnicę „Pytajcie, a otrzymacie odpowiedź”, ale z jej spełnieniem bywa różnie. Można pytać nauki, biologii, historii, socjologii, ale odpowiedzi będą zawsze różne i niejednoznaczne. A chorujemy wszyscy: ludzie, rośliny i zwierzęta. Jeśli zapytany będzie Absolut, to zapewne usłyszymy, że chodzi o doskonalenie moralne. Guzik prawda. W chorobie jesteśmy drażliwi, małostkowi i nieprzyjemni, cóż
Żydzi Bratkowskiego
WIECZORY Z PATARAFKĄ Przeczytałem książkę Stefana Bratkowskiego „Pod wspólnym niebem. Krótka historia Żydów w Polsce i stosunków polsko-żydowskich”, wydaną przez warszawski KAW (że też on jeszcze istnieje?). Przeczytałem z przyjemnością, bo Bratkowski to Bratkowski, firma znakomita, a prócz tego sam jestem autorem książki o Żydach. W związku z tym zresztą nie zanadto mam o czym pisać, bo twierdzenia i nastawienie do całej sprawy Bratkowskiego są bardzo podobne do mojego stanowiska. Tyle że Bratkowski pisze wyłącznie o drugim tysiącleciu i o Polsce, zresztą znacznie bardziej szczegółowo ode
Technologia cudów
Wieczory z patarafką Parę tygodni temu pisałem o książce Russela Shorto o Jezusie historycznym. Rzecz w tym, że Shorto uznaje tylko ewentualną historyczność cudownych uzdrowień, ale zastrzega przy tym, że takie bioenergetyczne uleczenia dopiero niedawno zostały uznane za rzeczywiste. Nawet dzisiaj wielu naukowców czy też po prostu „normalnych” ludzi odnosi się do tego rodzaju zjawisk z krańcową niewiarą, mówiąc najczęściej o sugestii, autosugestii itd. Ale czym jest ta sugestia, nadal nie wiadomo. A przecież jest to jednak wpływ umysłu
Zapłodnienie z kosmosu
Wieczory z patarafką Nie zdajemy sobie na co dzień sprawy z tego, że dzielimy się na dwie bardzo od siebie oddalone kategorie społeczne „racjonalistów” i „entuzjastów” paranauki. Oczywiście, są to określenia fałszywe, chodzi po prostu o to, czy się uznaje istnienie zjawisk nadnormalnych, czy też nie. Jest to jednak podział, rzekłbym, sezonowy, bo argumenty na rzecz istnienia zjawisk paranormalnych rosną w tempie lawinowym i wkrótce już nie będzie żadnych wątpliwości. Sceptycy po prostu wyginą, tak jak wyginęli zwolennicy płaskiej Ziemi. Konsekwencje dzisiejszego
Przypis do Żylińskiej
WIECZORY Z PATARAFKĄ Jadwiga Żylińska jest znaną czarownicą. To pewnie u niej rodzinne, bo jej siostra, sławna kiedyś „Baba Joga”, była nią chyba także. Żylińska jest sławna i dzisiaj – to jedna z największych w Polsce autorek historyczno-magicznych, właściwie prekursorka ważnego nurtu New Age. A że przy tym pisarka znakomita i nie lękająca się spraw poważnych, jej pozycja wydaje się i na przyszłość zapewniona. Cóż, kiedy polski czy nawet światowy czytelnik lekceważy powieści, poza najgłupszymi.
Po śmierci zwyczajnie
WIECZORY Z PATARAFKĄ Angielski dziennikarz, Neville Randall, wszedł w kontakt z grupą spirytystów, notujących głosy napływające z zaświatów. Można w to wierzyć lub nie, ale biorąc pod uwagę ogromną wprost liczbę podobnych relacji, wolno się liczyć z prawdopodobieństwem tego wszystkiego. Książka, którą napisał – „Życie po śmierci” – wydana w polskim przekładzie przez Studio Emka, przytacza liczne i złożone świadectwa swojej prawdziwości. Nie mogę się nad tym rozwodzić, bo to za długa sprawa. Między umarłymi a czytelnikami jest medium,
Dominik a kwestia polska
WIECZORY Z PATARAFKĄ Poszedłem na wernisaż Tadeusza Dominika, przedstawiający obrazy powstałe w ciągu dwóch ostatnich lat. Przed laty chodziłem często na wystawy, przyjaźniłem się z plastykami, pisałem o tym od czasu do czasu. Przecież kiedyś otarłem się o historię sztuki, do dzisiaj te sprawy interesują mnie bardzo. Tyle że pochłaniają mnie inne zajęcia, głośniej krzyczące. A tak naprawdę prawie cały czas siedzę na stołku i albo czytam, albo piszę, świat dociera do mnie przez słowo drukowane. Ale Dominik to szczególniejsza historia. Wcale nie dlatego,
Pierwiastek z minus jeden
WIECZORY Z PATARAFKĄ O Danie Simmonsie pisałem już parokrotnie, bo to jeden z tych autorów SF, po którego sięgam z wyjątkową przyjemnością i bez wyrzutów sumienia, że trwonię czas. Pewnie, że jest to literatura, którą czytam głównie do poduszki, bo w dzień nie mam na to czasu. Autorzy SF, a szczególnie fantasy, mają obyczaj pisania całych seriali, tyle że raczej niegłupich. Simmons, uważany za „odnowiciela SF”, też popadł w taką manierę. Jego ostatnia książka jest paciorkiem, chyba już ostatnim, serii powieści „Hyperion”, „Zagłada
Złoty wiek i analogie
WIECZORY Z PATARAFKĄ Mamy w Polsce coś w rodzaju kultu XVI w. Całkiem słusznie, bo to stulecie względnego pokoju, unii lubelskiej, chwały Jagiellonów, renesansu, wygranych wojen z Moskwą, Batorego, a już szczególnie literatury. W XVI wieku żyli przecież i Rej, i Kochanowski, i Szymonowicz, i Frycz Modrzewski, i wreszcie Kopernik. Złoty wiek. Równocześnie nie jest to stulecie “modne”, o wiele większe znaczenie przywiązuje się do średniowiecza albo czasów baroku. Kto i po co czytuje dziś Reja? A tak po prawdzie i Kochanowskiego? Żywy i aktualny jest






