Tag "Piotr Kuncewicz"

Powrót na stronę główną
Felietony

Tajemnicza geometria

WIECZORY Z PATARAFKĄ Od kilku lat zrobiło się głośno o tzw. ley-lines, czyli o liniach prostych (na ogół) łączących ze sobą przeróżne sanktuaria i ważne ośrodki prehistoryczne. Na jednej prostej linii może leżeć trzy, cztery, pięć i więcej takich miejsc, które w bardzo odległej przeszłości najwyraźniej były czymś niezmiernie ważnym. Odkrycia dokonano i sam termin wymyślono już w latach 20. ubiegłego (jak to brzmi: “ubiegłego”!) stulecia, czyli ze 70 lat temu. Odkrywcą był fotograf,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Trochę zawiści

WIECZORY Z PATARAFKĄ Parę tygodni temu Leszek Żuliński opisał w “Aneksie” zjawisko sprowadzania fenomenów kultury do zjawisk także kultury, ale masowej. Przy okazji sukcesów skoczka Adama Małysza temat kultury masowej podjęło także paru innych autorów. Jest to rzeczywiście temat na czasie i właściwie tacy ludzie jak Żuliński, Cichy, Bugajski, Bauer, a i ja sam powinniśmy poświęcić mu więcej uwagi. Każdy z nas jest tak czy owak powiązany z mediami, które zapewniają mu skąpawy, bo skąpawy, ale jednak chleb.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Gdyby Polska była prawosławna…

WIECZORY Z PATARAFKĄ Trochę ze względu na pracę nad nową książką zacząłem sobie rozmyślać, a co by to było, gdyby Polska przyjęła chrześcijaństwo nie w wersji łacińskiej, ale prawosławnej. Coś takiego przecież już się dziać zaczęło, podobno, bo historycy co najwyżej snują domysły, ale podstawy są bardzo wątłe. To wszakże zdarzyć się mogło, Cyryl i Metody mogli zajść nieco bardziej na północ, a Bizancjum sięgnęło przecież do Kijowa. No i co wtedy? Nie bylibyśmy w orbicie Rzymu i historia naturalnie potoczyłaby się inaczej. Ale to nie historię mam w tej chwili na myśli,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Co nowego pod kołdrą

WIECZORY Z PATARAFKĄ Jak mi się wydaje, przycichły nieco najzajadliwsze kłótnie o pornografię, seks, rozbierane reklamy i tak dalej. A może to tylko mnie się wydaje, bo to przecież nie tyle zawieszenie broni, co wygrana fundamentalistycznej prawicy. W Polsce i w pozostałych krajach Europy sytuacja nieubłaganie się odmienia. Bo była to dziedzina fizjologii, anatomii, socjologii i czego kto sobie jeszcze życzy, zaniedbana w stopniu wręcz komicznym. Jakiś hierarcha wygłosił nawet pochwałę niewiedzy w tym zakresie, zresztą tego rodzaju wystąpień było

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Zaświaty

WIECZORY Z PATARAFKĄ Odrabiając zaległości w lekturach, przeczytałem ostatnio do poduszki dwie “zaświatowe” książki, to znaczy “Na krawędzi zaświatów” Krzysztofa Borunia i “Wędrówka po zaświatach. Dowody na istnienie życia po śmierci” pani Migene Gonzalez-Wippler. Borunia znałem dobrze i bardzo mnie zasmuciło, kiedy zmarł, nieoczekiwanie dla wszystkich. To przecież jego współautorstwa była pisana z Andrzejem Trepką kosmiczna trylogia, jeszcze w pierwszej połowie lat 50. Wielokrotnie żartowałem sobie z niego, że sam jest stworem kosmiczno-cybernetycznym, nawet

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Zachęta

Sławny policyjny eksperyment, od którego zaczęła się wojna z bandytyzmem burmistrza Nowego Jorku, Giulianiego, polegał na tym, że w jednym z samochodów zostawionych na ulicy wybito, czy może tylko otworzono, szybę. I dalej już poszło – samochód został kompletnie splądrowany. Co to zresztą za nowość przedziwna, jakby nie było wiadomo, że najdłuższa droga zaczyna się od jednego kroku, a największą lawinę może poruszyć niemal ziarnko piasku. Tym ziarenkiem czy kamyczkiem, który się zwalił na dach Zachęty, okazała się szabla Kmicica w ręku

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Do Aleksandra Małachowskiego

WIECZORY Z PATARAFKĄ Jakoś nie zdarzyło mi się ostatnio spytać Aleksandra Bocheńskiego, jak właściwie ocenia drugą połowę XX wieku w Polsce. Byłem nawet do niego zaproszony, ale wtedy to ja się rozłożyłem, a teraz, cóż… Mieliśmy nadzieję, że dociągnie do setki i wtedy urządzimy mu wielki jubileusz. Ale to samo myśleliśmy i o Michale Rusinku z punktu widzenia Związku Literatów Polskich, niestety, trzech lat naszym nestorom zabrakło. Przed wojną dociągnął do setki Aleksander Świętochowski, ten słynny, od pozytywizmu. Wracając do Bocheńskiego, był

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Chrzanowski po stuleciu

Ignacy Chrzanowski to wielki uczony i znakomity autor, przede wszystkim “Historii literatury niepodległej Polski”, która jest regularnie wznawiana już od stu lat bez mała. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim jest zdeponowana biblioteka po Chrzanowskim i w moich czasach stanowiła osobny zakład polonistyczny, podobnie jak biblioteka Borowego. Ja sam jestem zresztą jakimś polonistycznym prawnukiem Chrzanowskiego. Objął on katedrę na UJ po Stanisławie Tarnowskim, a wykształcił Pigonia, Pigoń zaś był mistrzem Czesława Zgorzelskiego, który współmistrzował mnie. Takie polonistyczne powinowactwo, z którego każdy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Nie smuć się, Janku

Krytycy rzadko chadzają parami i dość rzadko przyjaźnią się ze sobą. Trzymają się raczej z poetami, z malarzami, od biedy – z prozaikami. Z kolegami po fachu – raczej nigdy i dużo by o tym mówić. Toteż i ja nie znam za dobrze Jana Pieszczachowicza, “a on mnie, tym bardziej że on z Krakowa, a ja z Warszawy, co jest przecież więcej niż z Tokio do Buenos Aires”. Kto jest Pieszczachowicz, wiadomo dobrze – założyciel sławnego Studenta “Ojciec Duchowy Nowej Fali”, czyli po prawdzie wróg mojej rodzimej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Brewiarz Europejczyka

Jestem człowiekiem przekornym. Ma to swoje dobre strony, bo raczej nie ulegam modom. Ale i złe, bo nawet w najsłuszniejszych sprawach odzywa się we mnie jakiś wątpiący czy w każdym razie ironizujący głosik. Staram się go zagłuszyć i nie zawsze mi się to udaje. Przez długie lata wyznawałem coś, co można by wręcz nazwać – patriotyzmem europejskim, a co przeciwnicy takiej postawy nazywali europocentryzmem. Ale skoro entuzjastów Wielkiej Europy mamy dzisiaj bez liku, znowu zaczynam się czuć jakoś niewygodnie. A przecież sam tego chciałem.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.