Unię rozwalamy, a w NATO mamy coraz słabszą pozycję

Unię rozwalamy, a w NATO mamy coraz słabszą pozycję

Państwo średniej wielkości, a taka jest Polska, w przypadku chaosu nie jest w stanie się obronić

Jerzy Maria Nowak – były dyplomata z 50-letnim stażem, m.in. ambasador przy NATO, obecnie profesor Akademii Finansów i Biznesu Vistula i wiceprezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego.

Czy Polska jest bezpieczna?
– Polska staje się coraz mniej bezpieczna. Dlatego że świat staje się coraz mniej bezpieczny i Europa staje się coraz mniej bezpieczna. Zaczyna w niej przeważać element chaosu, niepewności, który z czasem może się przekształcać w problemy związane z brakiem bezpieczeństwa.

Atlantycki monolit się kruszy.
– NATO, głównie na skutek polityki prezydenta Trumpa, przestaje być wiarygodne. Siła NATO polegała przede wszystkim na wiarygodności. Nie tylko na potędze militarnej. Na tym, że Polska, Czarnogóra czy inne państwo musi mieć 100-procentową pewność, że gdyby coś mu zagrażało, pozostałe kraje zajmą stanowisko zgodne z art. 5 traktatu – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. A jednocześnie mamy szersze zjawiska. Choćby problemy wewnętrzne w Unii, która nie ma już tej jedności i siły, jaką miała do niedawna. Populiści rozbijają Unię. Jest kryzys związany z napływem uchodźców z Południa, który destabilizuje nasz kontynent, a zwłaszcza państwa południowe. Włochy, Grecja, a ostatnio Hiszpania, nie dadzą sobie rady same. Wreszcie, żeby tej listy nie ciągnąć nadmiernie – ciągle mamy na horyzoncie niebezpieczeństwa związane ze zmianami klimatycznymi. I z ochroną środowiska naturalnego.

Jest też wyzwanie rosyjskie.
– Zachód i Rosja nie są w stanie, możemy tu mówić bardziej o winie Moskwy, znaleźć jakiegoś modus vivendi. Głównie dlatego, że Rosja kwestionuje system bezpieczeństwa europejskiego, nie akceptuje rozszerzania NATO, a nawet samego istnienia NATO, nie akceptuje do końca upadku ZSRR, określanego przez Putina jako największa katastrofa geopolityczna świata.

A może problem polega na tym, że na Rosję inaczej patrzy się w Polsce, inaczej we Francji, a inaczej w USA?
– Żyjemy blisko Rosji, mamy bolesne doświadczenia historyczne, dlatego powstaje problem innego rozumienia bezpieczeństwa w naszym regionie, innego w regionie zachodnioeuropejskim, począwszy od Niemiec, i wreszcie jeszcze innego w Ameryce czy Kanadzie. Stąd się biorą różnice wewnętrzne w NATO. Tzw. wschodnia flanka, czyli my, odczuwamy niebezpieczeństwo polegające głównie na tym, że relacja między wschodnią flanką, jej zdolnościami militarnymi, a rosyjską machiną wojenną jest mniej więcej jak jeden do trzech. Z drugiej strony Europa Zachodnia zapatruje się na tę sytuację zupełnie inaczej. Bo między nią a Rosją są państwa buforowe – Polska, Rumunia… I wreszcie USA, które patrzą na to zagrożenie z jeszcze innego punktu widzenia. W rozumieniu amerykańskim, zwłaszcza Donalda Trumpa, te problemy są dosyć odległe. Poczucie zagrożenia rosyjskiego jest zupełnie inne. Dlatego dla nas bardzo niebezpieczny jest konflikt ograniczony czasowo i terytorialnie, co mogłoby powodować powrót do polityki appeasementu wobec agresora.

Rosji sposób na NATO

Wygląda to na chaos.
– Już starożytni Grecy uważali, że chaos jest jednym z największych niebezpieczeństw w stosunkach między ówczesnymi państwami-miastami. I ten chaos polityka Trumpa potęguje. Bo jest to wycofywanie się z partnerstwa, z porozumień w handlu międzynarodowym, nacisk na stosunki dwustronne, a nie wielostronne, uderzenie w organizacje międzynarodowe, traktowanie Unii Europejskiej jako wroga, a takiego zwrotu użył Trump. Możemy więc dojść do sytuacji, w której państwa zaczną się zastanawiać nad własnym bezpieczeństwem i związanymi z tym działaniami. Mogę sobie wyobrazić, że rosyjska koncepcja, która nie jest nowa, bo sięga kongresu wiedeńskiego, koncepcja koncertu wielkich mocarstw, zacznie być atrakcyjna. Zresztą do niej już dziś skłania się w jakimś stopniu Trump, a z biegiem czasu mogą do niej się skłaniać inni – Wielka Brytania, Chiny, a w Europie – trzon Unii, czyli Niemcy i Francja.

Czy Rosja Europie zagraża?
– Na to pytanie nie można odpowiedzieć wprost. Należę do tej grupy analityków, którzy uważają, że nie istnieje niebezpieczeństwo militarnej inwazji Rosji. Przemawia za tym wiele argumentów, aczkolwiek pewne zdolności bojowe w okręgu leningradzkim, bo on nadal nazywa się leningradzki, a nie petersburski, i pewne zdolności bojowe na obszarze Białorusi są niepokojące dla sąsiadów, zwłaszcza mniejszych, mam na myśli państwa bałtyckie. Oczywiście, jak historia przypomina, szaleństwo ludzkie brało górę w wielu przypadkach, ale raczej nie powinniśmy zakładać, że na Kremlu są ludzie, którzy nie analizują sytuacji, którzy byliby gotowi pójść na szaleństwo.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 33/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 33/2018

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy