Widma, duchy, mity… Oto świat polskiej polityki

Widma, duchy, mity… Oto świat polskiej polityki

Dlaczego szukamy takich trumiennych mitów? Bo są łatwe i pod ręką

Prof. Zbigniew Mikołejko – filozof i historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Ostatnie jego książki to: „Żywoty świętych poprawione ponownie” (2017), „Gorzkie żale” (2017), „Między zbawieniem a Smoleńskiem” (2018).

Mit smoleński, mit Polaków masowo ratujących Żydów, mit oporu wobec PRL, gdziekolwiek człowiek się obejrzy, trafia na takie opowieści. Jesteśmy narodem mitomanów?
– Każdy naród na swój sposób jest mitomański. Wszystko zależy od tego, w jakim kierunku ta mitologia wędruje – czy w stronę mitów mocy, pokrzepiających, czy tych, które stanowią iluzję siły, są kompensacyjne. Takich, które zastępują rzeczywistą pracę nad sobą, nad kształtem narodu… Ogólnie można stwierdzić, że narody wschodniej i środkowej Europy, od Bałtyku po Bałkany, szczególnie skłonne są do budowania mitów kompensacyjnych o charakterze mesjanicznym.

Że jesteśmy Chrystusem narodów?
– Tych Chrystusów narodów jest w Europie Środkowo-Wschodniej pełno! Sumował to Marian Zdziechowski jeszcze w pierwszej książce, XIX-wiecznej przecież, „Mesjaniści i słowianofile”, w której pisał o przestrzeni środkowoeuropejskiej, pokazując podobieństwa. Że żyją tu społeczności skłonne do mitomaństwa, do mitologizowania własnej przeszłości i tożsamości. Najbardziej, w moim odczuciu, skłonni są do tego Litwini. Ale i inni, Słowacy, Węgrzy, narody bałkańskie, nie są od tego dalecy. Co więcej, w tych krajach na skutek tzw. polityki historycznej przybliżamy się do bieguna litewskiego. Historia jest absolutnie i głęboko zmitologizowana. A próby jej odkłamania rodzą niesłychaną agresję. Łączy się to z obrazem tych narodów jako ofiar. Rosja też to ma! Jest i imperium, i ofiarą.

Zupełnie jak Polska.
– To ta kwestia bycia wieczną ofiarą, niewinną, skazaną przez sąsiednie narody na zagładę. Społeczeństwa te najczęściej zapominają, że same też bywały napastnikami, katami. I działały brutalnie wobec rozmaitych mniejszości czy krajów sąsiednich.

Polacy i Żydzi

Jeżeli tak, to dyskusja o Polakach i Żydach jest jak rzucanie grochem o ścianę.
– To jasne. Żyd na tym obszarze jest uniwersalną figurą innego, obcego, a z drugiej strony bardzo bliskiego. Ot, takie zapętlenie. Nawet genetycznie. Badania genetyczne prowadzone w skali świata dowiodły, że Polacy pod względem genetycznym najbliżsi są Żydom aszkenazyjskim. Żyli tu przez stulecia, mieszali się ze sobą, raczej nielegalnie niż legalnie, i tak to się utkało.

Myślałem, że jesteśmy najbliżsi Ukraińcom.
– Jesteśmy bardzo bliscy Ukraińcom. Także kulturowo. Zwłaszcza że część Ukraińców to byli uciekinierzy, chłopi z Mazowsza, którzy spod pańszczyzny i straszliwej biedy uciekali na stepy, na Dzikie Pola, gdzie była wolność. Żyliśmy wszak wspólnie w jednym państwie kilkaset lat. Na niektórych obszarach tzw. Rusi nawet tysiąc lat, z przerwami na węgierską czy litewską okupację. Mówię to świadomie, bo gdy po „bitwie dwóch sióstr” królowa Jadwiga przegnała Węgrów z Rusi Czerwonej, tamtejsi prawosławni odetchnęli z ulgą. Węgrzy nawracali ich okrutnie, przemocą, a w Polsce zaznawali wolności religijnej i kulturowej.

A skąd to przekonanie, że w czasie II wojny nie tylko nie wydawaliśmy ani nie mordowaliśmy Żydów, ale wręcz masowo ich ratowaliśmy?
– Każdy naród w sprawach żydowskich ma coś za uszami. Nawet dobrotliwi Duńczycy, którzy wywieźli tę nieliczną grupę swoich Żydów, żeby ich uchronić, ale wywieźli za pieniądze, nie za darmo. Bułgarzy wprawdzie ocalili swoich Żydów, ale już Żydów uciekinierów z Grecji i Rumunii wydali. Elias Canetti pisze we wspomnieniach, że jak przyjechał przed wojną z ojcem do Szwajcarii i tam poszedł do szkoły, to cała klasa była antysemicka, spotykały go różne nieprzyjemności. Można tak opowiadać kraj po kraju. W związku z tym nie ma co się wypierać, mówić, że jesteśmy wyjątkowi. I na pewno unikałbym generalizujących stwierdzeń – naród polski był winny albo niewinny. Nie da się tego podciągnąć pod jeden strychulec. Bo on zawsze będzie fałszywy.

Skąd więc ten strach przed powiedzeniem, jak było?
– Prawda nie została w odpowiednim momencie wypowiedziana. Poza tym jest mnóstwo ludzi, których przodkowie, środowiska, byli w to zanurzeni. W związku z tym trudno się przyznać, że mój dziadek, ojciec, sąsiad… Obok samej przemocy istniało przejmowanie mienia pożydowskiego. Bardzo masowe. Ilu ludzi w Polsce mieszka w domach pożydowskich? Ilu śpi w żydowskim łóżku? A ilu w niemieckim? W tej części Europy wszyscy wszystkich grabili.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 19/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 19/2018

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Gggiaco
    Gggiaco 8 maja, 2018, 07:13

    „Nie da się tego podciągnąć pod jeden strychulec”. Pod strychulec sie nic nie podciaga. Strychulcem sie wyrownuje, wygladza.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. aleksander
    aleksander 12 maja, 2018, 07:32

    a …czy kto kolwiek to zrozumie…..watpie…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy