Wirtualne respiratory

Wirtualne respiratory

W mediach pojawiły się nierzetelne informacje o nowych możliwościach wyposażenia naszych szpitali w urządzenia do ratowania życia zarażonych

„Bezcenne urządzenie opracowane przez polskich uczonych. Rozwiąże problem respiratorów?”, „Respirator ostatniej szansy z drukarki 3D. Niezwykły projekt inżynierów z Krakowa” – takie dwa komunikaty zelektryzowały w ostatnich dniach marca media, budząc nadzieję na zwiększenie możliwości ratowania chorych na COVID-19. Niestety, po bliższym przyjrzeniu się sprawie okazuje się, że entuzjazm był przedwczesny.

Respirator dla dwojga

W pierwszym przypadku chodzi o urządzenie Ventil opracowane już dosyć dawno w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej im. Macieja Nałęcza PAN, przetestowane i możliwe do wdrożenia do produkcji. Wbrew anonsom medialnym nie jest to nowy polski respirator, tylko urządzenie współpracujące z respiratorem. Ważną jego cechą jest możliwość podłączenia dwóch pacjentów do jednego respiratora. W dramatycznej sytuacji można by więc podwoić liczbę pacjentów, których oddech wymaga wspomagania.

Niestety, w tej chwili to tylko teoria. Prototyp jeszcze nie trafił do produkcji. Ma tym się zająć Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Techniki i Aparatury Medycznej (Ł-ITAM) z Zabrza. Pierwsza seria 100 ventilów miałaby opuścić zabrzański instytut w połowie kwietnia. Całe przedsięwzięcie ma być finansowane ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Czy wdrażanie projektu do seryjnej produkcji już się zaczęło? Próbowaliśmy zasięgnąć informacji u źródła i trafiliśmy na całkowitą blokadę. W Zabrzu powiedziano, że prawo do wszelkich kontaktów z prasą w tej sprawie zastrzegła sobie dyrekcja Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN z Warszawy. Z kolei wicedyrektor IBIB PAN prof. dr hab. inż. Piotr Ładyżyński przekazał, że politykę informacyjną w kwestii projektu Ventil prowadzi bezpośrednio dyrektor instytutu prof. Adam Liebert w porozumieniu z dyrektorem Ł-ITAM.

Entuzjazm studzi też komunikat Polskiej Agencji Prasowej, z którego wynika, że produkcja ventilów może ruszyć nie w połowie kwietnia, ale kilka tygodni później, po czym urządzenia trafią do badań klinicznych w wyznaczonych szpitalach. Data rozpoczęcia badań ani ich zakończenia nie została podana. Co więcej, jak czytamy w komunikacie: „Dotrzymanie terminu dostarczenia urządzeń do placówek medycznych zależy nie tylko od zespołu realizującego to przedsięwzięcie, lecz również od czynników zewnętrznych, takich jak np. dostępność komponentów niezbędnych do wytworzenia aparatów Ventil”.

Z drugiej strony dowiadujemy się, że urządzenie przeszło już pozytywnie wieloletnie (!) testy prowadzone wspólnie z Kliniką Anestezjologii i Intensywnej Terapii Lubelskiego Uniwersytetu Medycznego, co prawda nie u dwóch, ale u jednego pacjenta, za to pomagało wentylować oba płaty płucne.

Kiedy zatem pierwsze ventile będą mogły wspomagać leczenie najbardziej chorych pacjentów, tak naprawdę nie wiadomo.

Jak samouk z Krakowa produkował respirator

Z krakowskiej firmy Urbicum, produkującej drukarki 3D, przyszła natomiast informacja, że tamtejszy główny konstruktor Mateusz Janowski wydrukował respirator o podobnej nazwie co urządzenie z IBIB PAN – VentilAid. Komunikat brzmi bardzo optymistycznie: „Zespół polskich inżynierów opracował i udostępnił za darmo projekt respiratora, który można wydrukować na drukarce 3D. VentilAid stworzony przez firmę Urbicum to projekt w pełni funkcjonalnego urządzenia, w którym łączny koszt komponentów wynosi ok. 200 zł. (…) Wykorzystuje tanie i powszechnie dostępne komponenty – może uratować życie tysiącom ludzi w miejscach, gdzie dostęp do tych urządzeń jest utrudniony. (…) – Opracowanie koncepcji VentilAid zajęło naszemu głównemu konstruktorowi Mateuszowi Janowskiemu zaledwie dwa dni – opowiada Szymon Chrupczalski, szef Urbicum. VentilAid jest pozbawiony najpoważniejszej wady podobnych projektów, czyli konieczności stosowania trudnodostępnych elementów”.

Można do tego dodać, że drukowanie jednego aparatu trwało 15-17 godzin. Na stronie internetowej firmy Urbicum jest trochę zdjęć oraz anglojęzycznych apeli o podjęcie współpracy z firmą i wsparcie dalszego udoskonalania projektu VentilAid. Na pytanie, od kogo firma oczekuje wsparcia, konstruktor urządzenia Mateusz Janowski odpowiada: – Od osób, które mają doświadczenie w pracy z respiratorami albo prowadzą ich serwis. Chodzi o lekarzy, anestezjologów i techników szpitalnych, a także o inżynierów specjalizujących się w druku 3D oraz menedżerów, którzy mogą pomóc nam rozwijać ten projekt. Nie zamierzamy produkować respiratorów. Nasz zakład wykonuje po kilka wyspecjalizowanych drukarek 3D dziennie. Projekt urządzenia prototypowego gotowi jesteśmy przekazać nieodpłatnie tym, którzy mogliby go udoskonalić i dostosować do potrzeb pacjentów zmagających się z koronawirusem. Gdyby jednak zaszła taka konieczność, na naszych maszynach można by osiągnąć wydajność 100 aparatów dziennie. Produkcja na drukarkach 3D nie wymaga skomplikowanego łańcucha dostaw materiałów, a do zasilania VentilAid wystarczyłby zwykły akumulator samochodowy. Teraz każdy może sobie pobrać z internetu dokumentację urządzenia. Nie chcemy za to pieniędzy. Samo urządzenie może być produkowane z materiałów biodegradowalnych.

Niestety, w dalszej rozmowie okazuje się, że Mateusz Janowski tak naprawdę nie wie, czy jego urządzenie może realnie pomóc chorym. Przy konstruowaniu aparatu nie korzystał z żadnego wzoru respiratora. – Znany był cel: pompowanie powietrza do płuc. Ten cel urządzenie spełnia, ale byłoby miło, gdybyśmy nie musieli go wykorzystywać – dodaje. – Określiliśmy VentilAid jako respirator ostatniej szansy, do wykorzystania, gdy już wszystkie inne źródła zakupu i magazyny zawiodą.

Oprócz tego nieprawdziwa była informacja, że urządzenie zaprojektowali inżynierowie z Krakowa. Mateusz Janowski przyznaje, że nie jest absolwentem politechniki. – Nie mam dyplomu. Uznałem, że więcej się nauczę, podejmując działalność praktyczną. Samodzielna edukacja wydała mi się wydajniejsza.

Tyle w sprawie respiratorów, które mogą uratować życie w najcięższych przypadkach zakażenia koronawirusem. Na razie musimy korzystać z tej aparatury, którą służba zdrowia już zgromadziła. W informacjach medialnych pojawiła się jeszcze jedna, też „hobbystyczna”, koncepcja pomocy chorym. Można jakoby korzystać z urządzenia tlenowego dla płetwonurków. Wystarczy dołączyć do niego specjalną nakładkę. Może w tej sprawie również przydałby się jakiś komentarz medyczny. Wszak dziesiątki akwalungów są w posiadaniu licznych klubów sportowych, straży pożarnej, WOPR, Marynarki Wojennej itd. Ale to już temat na osobny tekst.

Fot. Jan Graczyński/East News

Wydanie: 16/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy