Wpisy od Anna Tatarkiewicz
O Gombrowiczu, Kafce, Miłoszu
Co ma czytać inteligent – zaproszenie do dyskusji Jaki jest cel przedstawiania szkołom określonego kanonu lektur? Narzucane w ten sposób książki mają wzbudzić emocje, skłonić do zastanowienia, przekazać wartości? Ułatwić poznanie (i zrozumienie) bliskich, otoczenia, świata? Co Państwo pamiętają z prac autorów z kanonu, z wbijanych do głowy wersów wielkich klasyków? Czy u Schulza za dużo snu i erotyki, a u Herberta – mitów i historii? Zachęcamy Państwa do podzielenia się na łamach „Przeglądu” przemyśleniami na temat kanonu lektur – co współczesny
Teraz dziewczyny!
Z satysfakcją obserwuję styl, w jakim panie pielęgniarki i położne reagowały na zachowanie władz, na brutalną interwencję policji, na arogancję, z jaką premier przez tyle dni obstawał przy swoim. Dziewczyny w bieli konsekwencją, organizacją, spokojem udzieliły politykom (nie tylko tym rządzącym) lekcji kultury, która oby nie poszła w zapomnienie! Jeszcze przed „zaproszeniem na dobrą kawę” pielęgniarka z krakowskiego szpitala im. Rydygiera, p. Musiura, powiedziała w TVP: „Od lat nie wierzymy żadnym rządom”. Ileż to razy moje pokolenie „Kolumbów” przekonywało się, że rządom, władzom, przywódcom, partiom
O „szkole polskiej” inaczej
Liberum veto W tym roku mija 60. rocznica powołania łódzkiej Filmówki. To jest FAKT cokolwiek przemilczany. Nagłośniono natomiast 50. rocznicę „Kanału” Wajdy, uznanego za początek „szkoły polskiej”. Ta zaś według przyjętej definicji miałaby wygasać w latach 60. To już HIPOTEZA mocno dyskusyjna. Także dlatego, że przed „Kanałem” Wajda zrealizował „Pokolenie” (1954). Co ważniejsze, dopiero w latach 70., a nawet później, powstały wybitne filmy, w których twórcy wysnuwali wnioski z doświadczeń „czasów pogardy”. W 1970 r. wszedł
Spór o naród
Julianowi Tuwimowi zawdzięczamy piękną formułę „ojczyzna polszczyzna”. Z kolei Karol Radek (Sobelsohn) powiedział kiedyś do mojej Matki (poznała go przed Pierwszą Światową w Paryżu, w kręgach tamtejszej Polonii): „Czy pani sądzi, że Żyd wychowany w Polsce – kocha tę rzekę mniej niż rdzenny Polak?”. Mamę zafrapowały te słowa późniejszego współtowarzysza Lenina i mnie też zapadły w pamięć. A przypominam te znamienne wypowiedzi, bo oto nieprzeciętni ludzie, których nie sposób posądzać o nacjonalizm, wskazali na swój pozytywny stosunek do języka i do krajobrazu, a więc dwu czynników
Pytania do lewicy
Gdy z kandydowania na prezydenta zrezygnował Włodzimierz Cimoszewicz, zatelefonowałam do młodej, zdolnej, popularnej posłanki z jego sztabu wyborczego, sugerując, by sztab ów podjął walkę o fair play w polityce. Młoda zdolna, popularna posłanka nie okazała żadnego zainteresowania pomysłem, którego realizacja może ułatwiłaby „postkomuchom” wystąpienie w roli pokrzywdzonych, nie zaś permanentnych oskarżonych, na co skazują ich wszystkie formacje prawicowe. Przypomniałam sobie ten incydencik, czytając różne krytyczne opinie na temat SLD, jedynej stabilnej struktury lewicowej, w tym wypowiedź Jarosława
Polskie marzenie?
Znane francuskie powiedzenie głosi, że świat wyglądałby inaczej, gdyby młodzi wiedzieli, a starzy – mogli. No więc gdybym ja mogła, to znaczy gdyby siły mi dopisywały, napisałabym obszerny aneks do „Europejskiego marzenia” Jeremy’ego Rifkina, które właśnie – z opóźnieniem – przeczytałam, by się przekonać, jak bliska mi jest większość wyrażonych tam poglądów. Rifkin to wybitny intelektualista amerykański, autor ok. 20 książek, wykładający na licznych uniwersytetach, urodzony i wychowany w USA, a zarazem znający Europę, głównie „starych członków” Unii. Na podstawie
Kordian i strażak
Dziwnym trafem tego samego feralnego dnia, 28.01.2006 r., gdy doszło do katastrofy w Chorzowie – na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się esej prof. Jerzego Jedlickiego pt. „Przedwczesny pogrzeb inteligencji”. Autor podsumował w nim dotychczasowy przebieg dyskusji na ten temat. Zabierali w niej głos tak znani przedstawiciele omawianej grupy jak prof. Barbara Skarga, Ludwik Stomma, Paweł Śpiewak czy Jacek Żakowski. Otóż odnoszę wrażenie (może niesłuszne), że w kontekście tragicznych wydarzeń, które naprawdę wstrząsnęły Polską, wyszło na jaw,
Ja jako komuch
Liberum veto Za niereformowalnego komucha uznał mnie u początków transformacji entuzjasta ekonomicznej wolnoamerykanki, Janusz A. Majcherek. Podpadłam mu, bo – polemizując z pewną katolicką felietonistką – napisałam, że wolę, aby moje wnuki nie jadły bananów (ich dostępnością zachwyciła się owa dama), bylebym ja nie musiała patrzeć na żebrzących bezrobotnych. Przypomniałam sobie o tym, czytając wywiad, jakiego udzielił „Przeglądowi” (15.01) Jerzy Urban, z którym od dawna toczę spór mentalny, a także publiczny. Nie byłam zachwycona i nie ukrywałam tego,
Pytanie o równość
Liberum veto Egalitaryzm był i jest istotnym elementem lewicowości. Sama „od zawsze” jestem egalitarystką, ale nie dlatego, bym uważała, że ludzie są równi. Z moich obserwacji i doświadczeń wynika bowiem, że generalnie dzielimy się na dwie kategorie: słabszych i silniejszych, więc nierównych… Z tym zjawiskiem zetknęłam się jako dziecko, gdy moja nieco tylko starsza towarzyszka zabaw, imieniem Parasia, sierota z ubogiej ukraińsko-chłopskiej rodziny, powiedziała mi: „Bo ty masz wszystko, a ja – nic”. Poczułam się straszliwie zażenowana, ale dopiero z czasem miałam sobie
M jak Mickiewicz
Liberum veto Wiadomo, że Mickiewicz i Słowacki pozostawali pod urokiem Towiańskiego. Jako nastolatka przeczytałam relację o pewnym zebraniu Towiańczyków, na którym Brat Adam miał powiedzieć, że nawiedził go we śnie Iwan Groźny i prosił, aby się za niego modlić. Na to Brat Juliusz zadeklarował, że przyśnił mu się Stefan Batory i przestrzegł, aby nie modlić się za żadnego Moskala. W odpowiedzi Brat Adam chwycił za kołnierz Brat Juliusza i wyrzucił za drzwi ze słowami: Paszoł won, durak. Ta historyjka wstrząsnęła mną, bo w swej ówczesnej naiwności






