Wpisy od Ludwik Stomma
Wędrował księżyc złoty
A było to tak: Pewnej nocy księżyc świecił i rzucał srebrzysty blask na sunące gdzieniegdzie pierzaste obłoki, pohukiwały pójdźki i puszczyki, szumiały drzewa. Dołem, czołgając się, przez gęste zarośla przedzierały się pod Smoleńsk doborowe oddziały partyzantów Macierewicza. W ciszy zupełnej. Czasem tylko menażka szczęknęła o bazookę lub rozległo się słowo niezdatne do druku, które stłumione szmerem liści można było wziąć za komendę… Aż nagle gdzieś z boku rozległ się wesoły głos trąbki, potem krzyki
Kochajmy Prezesa!
Burzliwy temperament oraz różnorakie powikłania społeczno-polityczne sprawiły, że uczęszczałem do czterech szkół podstawowych i dwóch liceów. Musiałem więc mieć sześciu (w rzeczywistości miałem siedmiu) nauczycieli historii, że o tym tylko, tak ważnym dla „wychowania patriotycznego”, przedmiocie wspomnę. Były to czasy PRL, więc dzieje narodowe przedstawiano dzieciom i młodzieży w sposób tendencyjny, a niekiedy zgoła je fałszowowano. Nie zmieniało to, bo i nie mogło zmieniać faktu, że poglądy poszczególnych belfrów choćby niuansami, ale się różniły. Przedstawiono mi więc całkiem szeroką panoramę interpretacji wielu wydarzeń
Wyznania kłamcy
Pisałem nie tak dawno w PRZEGLĄDZIE o wolności wypowiedzi, ale okazuje się, że trzeba jeszcze. W „Gazecie Wyborczej” (12 grudnia 2016 r.) cytuje Mariusz Zawadzki senatora Johna McCaina: „Bo trzeba pamiętać, że Putin jest bandytą i mordercą, i kłamie każdy, kto próbuje przedstawić go inaczej…”. Czy Putin jest „bandytą i mordercą”? W takiej samej zapewne mierze jak Ronald Reagan, George Herbert Walker Bush, George Walker Bush, Bill Clinton, Nicolas Sarkozy, Laurent Fabius, Recep Tayyip Erdogan
Dziwna wolność mediów
Na początek nieznośny banał. Wolność środków masowego przekazu, czy jak kto woli mediów, na tym się zasadza, że wolno wyrażać publicznie, za pośrednictwem prasy, radia, telewizji, internetu bądź własnego gardła wszelkie swoje poglądy, o ile nie są one przestępcze i nie nawołują do łamania prawa (choć i tu odnotować można pewne wyjątki). Jest więc najzupełniej zrozumiałe, że istnieją w Rzeczypospolitej – i nie wolno ich kneblować – media pisowskie i antypisowskie, postępowe i reakcyjne, klerykalne i wolnomyślicielskie, mądre i głupie… Taka już
O chciejstwie i strachach na Lachy
„Forum” (25.11-8.12.2016) przedrukowuje wypowiedź Pawła Kazarina, ukraińskiego publicysty z portalu internetowego Krym.Realia. Stwierdza on, że nacjonalistyczne hasła ukraińskie nie mają tego znaczenia co 70 lat temu. „Podobnie dotyczy to pojęcia »banderowcy«. Słowo wychynęło z lamusa historii i stało się bardzo popularne dzięki… rosyjskiej telewizji. Rosyjscy prezenterzy i komentatorzy tak często używali go do określenia zwolenników ukraińskiej niezależności, że spowodowało to reakcję zwrotną; »banderowcami« zaczęli nazywać siebie wszyscy Ukraińcy – na przekór rosyjskiej propagandzie. W ten
Spokój prochom
„Nasz Dziennik” z 17 listopada. Kolejna wiadomość z dziedziny narodowej nekrofilii: „Szczątki dwóch zasłużonych oficerów Wojska Polskiego powrócą za tydzień ze Stanów Zjednoczonych do Polski. O sprowadzeniu ciał płk. Ignacego Matuszewskiego i mjr. Henryka Floyar-Rajchmana zadecydował szef MON Antoni Macierewicz. (…) W celu przybliżenia postaci obu oficerów Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych wyprodukowała specjalny banknot okolicznościowy poświęcony płk. Matuszewskiemu oraz druk zabezpieczeniowy poświęcony mjr. Floyar-Rajchmanowi. (…) Podczas wojny obronnej 1939 r.
Ganchof i Radziwiłł
Anonimowy poseł PiS zwierzył się „Faktowi” ze swoich mrocznych wątpliwości: „Ja się zastanawiam nad tym, co takiego Macierewicz ma na prezesa, że absolutnie wszystko mu wolno”. Andrzej Celiński ma inny pogląd: „W opowieści, że ma jakąś tajną wiedzę na temat Kaczyńskiego, nie wierzę. Już bardziej, że Kaczyński ma jakąś wiedzę o Macierewiczu. I dobrze się z tą wiedzą czuje”. Jakkolwiek by patrzeć, zawsze zza węgła wyziera spiskowa wersja świata. Tymczasem sprawa wydaje mi się prosta jak konstrukcja cepa jednokapicowego. Wiadomo
Chrysostomos
Nie podzielałem nigdy nadziei moich niektórych, zawsze optymistycznie nastawionych przyjaciół, że prezydent Andrzej Duda wykaże się jakąkolwiek samodzielnością, a może nawet charakterem. Nie spodziewałem się jednak, a więc i ja spoglądałem na świat przez różowe okulary, że uzna się za wielkiego krasomówcę i oratora. Przemówienia pana prezydenta dzielą się z reguły na trzy części: 1. Część patetyczno-wiernopoddańcza. Poświęcona jest miłości do ojczyzny, „żołnierzom wyklętym”, wielkości prezesa, zbawienności „dobrej zmiany” i chwale Kościoła katolickiego. Czasem wszystkie grzyby w barszcz, zawsze
Jan bez Ziemi
19 października mija 800. rocznica śmierci Jana bez Ziemi, syna Henryka II i od 1199 r. króla Anglii. George Gordon Coulton („Panorama średniowiecznej Anglii”, Warszawa 1976) pisał o nim, że udawał człowieka spokojnego i zrównoważonego, w rzeczywistości był jednak nerwusem, który przegrywając w szachy, próbował w pasji roztrzaskać przeciwnikowi głowę szachownicą, nie znosił sprzeciwu i nie tolerował w najbliższym otoczeniu ludzi choć trochę inaczej myślących. Słynny George Macaulay Trevelyan dodaje zaś surowo („Historia Anglii”, Warszawa 1963):







