Głos umiarkowanego pacyfisty

Głos umiarkowanego pacyfisty

Czy Polska może wrogi lub nieprzyjazny kraj obłożyć sankcjami? Czy może wprowadzić embargo na wytwory wysokiej technologii? Czy może zakazać bankom udzielania kredytu lub działać na szkodę obcej waluty? Żadnych takich możliwości Polska nie ma, a więc nie może brać udziału w wojnie gospodarczej. Nie ma więc dla Polski innej możliwości, jak albo żyć w pokoju z państwem nieprzyjaznym lub uznanym za takie, albo wszcząć z nim wojnę gorącą, ze strzelaniem do rzeczywistego czy mniemanego wroga i wystawianiem się na jego strzały, zabijać jego ludność i przeznaczyć także swoją na mięso armatnie.
Z polskich mediów papierowych i elektronicznych płynie nieustający potok rozczarowania sankcjami gospodarczymi, jakimi Zachód odpowiada na rosyjską politykę wobec Ukrainy. Te sankcje są zbyt łagodne, sankcje gospodarcze w ogóle są nieskuteczne, a Zachód jak zwykle jest naiwny. Co powinien zrobić Zachód? „Walić pięścią w stół”, mówią niewiasty i mężczyźni ze wszystkich telewizji. A jeżeli to się znudzi, co robić jeszcze? Sprowadzać ciężkie brygady NATO do Polski i do krajów przybałtyckich. Polska powinna pomagać w zbrojeniu się Ukrainy. Trzeba zachęcać Niemców do zbrojenia się przeciw Rosji, bo mamy dobre doświadczenia historyczne z wojen rosyjsko-niemieckich.
Temu „rozumowaniu” nie można odmówić logiki. Skoro „zielona wyspa” nie może z powodu zacofania prowadzić wojny gospodarczej ani się do niej włączyć inaczej niż zachęcaniem innych, a w konflikcie z Rosją chce koniecznie odgrywać przodującą rolę, to nie pozostaje jej nic innego, jak marzyć o wojnie gorącej.
Carl Schmitt, wybitny teoretyk prawa i polityki, którym w Polsce dzieci straszą, twierdził nie bez racji: „W błędzie są ci, którzy (…) uparcie dowodzą, że pozycja polityczna zdobyta dzięki gospodarczej przewadze ma zawsze ze swej istoty pokojowy charakter. W rzeczywistości pokojowy charakter może mieć wyłącznie liberalna terminologia, i to dzięki istocie liberalnej ideologii”. Przewaga gospodarcza prowadzi do przewagi militarnej.
Liberalny opis wojny gospodarczej bierze się za rzeczywistość i woła się o prawdziwą wojnę! Może doczekacie prawdziwej wojny, ale cierpliwości, nie pojawia się ona na zawołanie. „W ostateczności – mówi Schmitt – zawsze pozostają techniczne środki fizycznej zagłady – doskonałe techniczne uzbrojenie, które dzięki nakładom finansowym i ludzkiej pomysłowości doprowadzono do perfekcji z myślą o tym, że kiedyś cały ten nagromadzony arsenał broni będzie można użyć. Wszelako groza, którą musi budzić świadomość, że wszystkie te środki przemocy nieuchronnie zostaną wykorzystane, została całkowicie wyparta przez neutralne, pacyfistyczne nazewnictwo. Wojna – jako określenie – przestała istnieć; pojawiły się natomiast takie opisowe pojęcia, jak sankcja, ekspedycja karna, zaprowadzenie pokoju, obrona zobowiązań międzynarodowych, międzynarodowy system bezpieczeństwa, środki zachowania pokoju. Przeciwnika nie nazywa się już wrogiem (wrogowie jako strony walczące mają równe prawa), lecz wichrzycielem i państwem zbójeckim – jest on poza prawem i poza człowieczeństwem. Wojna prowadzona w celu zachowania lub ekspansji gospodarczej dominacji dzięki niezmordowanym wysiłkom propagandy uchodzi za ostatnią bitwę w imię ludzkości”. Lub demokracji i praw człowieka.
Schmitt był przeciwnikiem liberalizmu i w tych słowach pragnie „zdemaskować” liberalizm jako politykę tak samo ukierunkowaną na walkę z wrogiem jak każda polityka, w ostatnim stadium na wojnę gorącą. Schmitt się jednak myli pod względem moralnym, i to głęboko. Wojna gospodarcza ze swoimi sankcjami, embargami, psuciem waluty przeciwnika itp. różni się zasadniczo od wojny z użyciem bomb, rakiet, czołgów, w której zabija się i kaleczy ludzi po obu stronach frontu. Niewiele, jak widać, mam do przeciwstawienia sławnemu teoretykowi. Prostą oczywistość, zwykły banał. W Polsce, gdzie najwyższym wzorem polityki jest przelew krwi, głównie swojej, trzeba czasem wołać: niech żyje banał!
Niech się Polska zbroi, skoro inni to robią, ale jak, w jakiej kolejności i jakim kosztem? Na razie należymy do paru najsłabszych relatywnie, żeby nie dodać: zacofanych gospodarczo krajów Europy. Made in Poland to bardziej ostrzeżenie niż zachęta do kupna. Rozwojowi Polski bardzo by się przydało te 100 mld zł, które solidarnościowy rząd chce wydać na zbrojenia. Jeżeli wyda 200 mld, efekt osiągnie ten sam: cudeńka techniki wojskowej rozprysną się w pierwszych dniach wojny. Czy nie można by pomyśleć o budowaniu czegoś trwalszego? Ja rozumiem, że atmosfera wojenna jest na niby, ale wydane pieniądze nie są na niby.

Wydanie: 45/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy