Ludwik Stomma
Polityka mrówka
Polska ma się zbroić. Coraz to któryś polityk proponuje zwiększenie wydatków na wojsko w budżecie o 1%, 2%, 3%… Licytacja trwa. Niekiedy ktoś przytomniejszy bąknie nieśmiało, że budżet nie jest z gumy i to, co damy armii, musimy komuś zabrać: służbie zdrowia, oświacie, opiece społecznej… Mniejsza o to, jak się Polska zbroi, kupując na dziwacznych przetargach zrupieciałe samoloty czy wozy pancerne rozpadające się po paru miesiącach. To są sprawy drugorzędne. Wiemy przecież z historii, że bywały „błędy i wypaczenia”,
Codex pictoratus
Swoją książkę „Gazeta Krakowska w antrakcie. Wspomnienia redaktora” (Wydawnictwo Śląsk, 2014) otwiera Sławomir J. Tabkowski trzema dedykacjami. Dwie z nich pozwolę sobie przytoczyć. „Przyjaciołom, kolegom, znajomym – wszystkim z mojej generacji – przypominając, że czas naszej aktywności przypadający na okres PRL nie należy, jak chcą niektórzy, do straconych, bowiem na miarę sił i ówczesnych możliwości zrobiliśmy bardzo dużo dla innych i dla Polski”. „Szanownym czytelnikom, wyrażając nadzieję, że ta praca, przybliżając do prawdy o opisywanych
Jestem fanem Fajdka
Ja, niżej podpisany Ludwik Stomma, oświadczam i zaświadczam oraz słowem honoru pieczętuję, że od 24 sierpnia 2015 r. jestem szczerym, oddanym i niezłomnym fanem Pawła Fajdka. Co takiego zrobił Fajdek? Zdobył złoty medal lekkoatletycznych mistrzostw świata w rzucie młotem. To akurat mało mnie obchodzi. Na owych mistrzostwach jest kilkadziesiąt konkurencji i tyluż zwycięzców. Ale on się ucieszył. Ruszył w Pekin (niemała to miejscowość – 20 mln mieszkańców) i płynął barami, dopóki mu sił sarmaty i młotomiota stało. Wziął
O wytrzymałości papieru
Stare polskie powiedzenie zapewnia, że papier wszystko wytrzyma. I rzeczywiście. W tygodniku „Tylko Polska” (nr 25/2015) „relacja naocznego świadka”. Najpierw „naoczny” się przedstawia: „Nazywam się Zbigniew Flis, pochodzę z Jastrzębia-Zdroju, jestem posiadaczem Świadectwa Internowania nr 1 w Polsce, organizatorem strajku na kopalni Borynia, byłem aresztowany wielokrotnie, bity i torturowany w latach 80.”. Po tym wstępie może już się zacząć relacja „ze spotkania, jakie miało miejsce w prywatnej willi pod Warszawą w listopadzie 1980 r.”. „Pierwszego
Czyj jest mój tekst?
Pawła Kukiza poznałem przy okazji serialu dokumentalnego „Stacja PRL” realizowanego przez dwie przemiłe Joanny – Pieciukiewicz i Tryniszewską-Obłoj z Telewizji Szczecin. Ja byłem konsultantem, Paweł prezenterem. Zrobił na mnie ogromnie sympatyczne wrażenie artysty z głową w chmurach, który wścieka się na rzeczywistość, jednocześnie żyjąc od niej daleko i nie wgłębiając się w narzucane przez nią fakty, czyli z punktu widzenia obłoków nieistotne detale. Jak pisał Andrzej Bursa: Bo fajno jest poecie Nie musi w biurze ślipić I fuk mu cała
Jonasz
Dlaczego Bronisław Komorowski przegrał wybory prezydenckie? Mamy już w tym względzie tysiące enuncjacji i teorii tak podniosłych, naukowo podbudowanych, w sondażach potwierdzonych, że za chwilę staną się przedmiotem uczonych doktoratów i habilitacji. Pozwolę sobie tutaj mieć zdanie inne od wybitnych specjalistów i najświatlejszych politologów. Wyjaśnienie może prostackie, dla mnie jednak najbardziej przekonujące. W polskiej kulturze ludowej – a Tadeusz Chmielewski w filmie „Gdzie jest generał?” uprzystępnił je i innym grupom społecznym – funkcjonuje oto
Poprawianie Piotra
W „Gazecie Wyborczej” artykuł o Piotrze Skrzyneckim. Autorka: pani (panna?) Małgorzata I. Niemczyńska. Nie znam pani (panny?) Niemczyńskiej. Z jej tekstu wynika jednak, że musi być bardzo młoda (zazdroszczę), nie znała Piotra ani czasów, w których żył. Nie jest to żaden zarzut. Dziwnie wszelako i smutno człowiekowi się robi, że nie minęło jeszcze 20 lat, a nowa optyka tak już wypacza i fałszuje nieodległe w końcu czasy. Piotr opowiadał tysiące zmyślonych anegdot. Były to perełki paradoksu i filozoficznej ironii.
Straszno
Australijska minister spraw zagranicznych Julie Bishop alarmuje, że fanatycy z Państwa Islamskiego będą już w najbliższym czasie dysponować bronią chemiczną, co może ostatecznie przechylić na ich stronę szalę wojny, na razie w Syrii, Iraku i Kurdystanie, a gdzie dalej – zobaczymy. Stary rosyjski dowcip funkcjonujący w wielu wersjach (osobiście najbardziej lubię tę o przechwałkach dwóch myśliwych) kończy się pytaniem: A tigra ty jebał? – Oczywiście – odpowiada nagabnięty. – I czto? – Kak skazat? Smieszno
Głos niepożądany
W 1943 r. niemiecki lekarz w Białymstoku z braku chęci i czasu, by zajmować się rannym podczłowiekiem, dokonuje „operacji”, która skazuje 10-letnią białoruską dziewczynkę na dożywotnie kalectwo. Potem… Ledwie dwa lata później, wspomina ona, „2 maja 1945 r. oddział »Łupaszki« wtargnął do domu taty i w obecności żony Felicji, synka Zdzisia i babci Marii strzałem w czoło zabito mojego ojca. Miał zaledwie 35 lat”. Był prostym szewcem. Ani aktywistą, ani donosicielem, niestety prawosławnym. Nie chodzi jednak
Prawdziwi Francuzi
Kolejny, a niestety nie wiem, czy nie trzeba będzie jeszcze bez końca trwonić czcionek, przyczynek do kwestii „dziadka z Wehrmachtu”, polskiej narodowej rusofobii, pogardy dla Pepików, źle skrywanej niechęci do Niemców, poczucia nieskończonej wyższości wobec rumuńskich złodziei i bułgarskich pastuchów. Rzecz niby wstydliwa, aliści w prawicowych (i niestety nie tylko) mediach wynurza się regularnie, niczym potwór z Loch Ness, przy każdej domniemanej okazji. „Le Parisien Magazine” (dodatek do nr. 21931) opublikował specjalne dossier, do którego zresztą nie będę







