Co ma robić ambasador

Co ma robić ambasador

Piszcie do mnie listy! Wszystkie czytam! – wołał do ambasadorów Andrzej Duda podczas dorocznej narady. No to teraz zastanówmy się, jak mają to robić i jak to wszystko będzie wyglądać.

Po pierwsze, pisanie listu do prezydenta RP nie jest proste, bo pocztą ambasador wysyłać go nie powinien. Równie dobrze mógłby zamieścić wpis na Facebooku.

Zatem szyfrogram? Ale to też nie jest dobra droga. Pomińmy fakt, że nie każda placówka ma łączność szyfrową, te mniejsze jej nie posiadają. Więc wiadomości wymagające tajności wędrują pocztą kurierską albo do centrali, albo do dużej placówki i stamtąd są przysyłane do Warszawy.

Ale to nie rozwiązuje sprawy. A to z tej prostej przyczyny, że nie można wysłać zaszyfrowanej depeszy do Pałacu Prezydenckiego. Trzeba ją wysyłać poprzez Biuro Łączności MSZ. A i wówczas, zanim taka korespondencja trafi na biurko Andrzeja Dudy, wcześniej będzie na biurkach wiceministra, ministra, dyrektora departamentu kierunkowego. A także na biurkach przy ul. Miłobędzkiej, bo – jak każdy wie – szyfranci podlegają innej służbie.

Innymi słowy, zwykły ambasador nie ma możliwości przekazania jakichś ekstra informacji wyłącznie prezydentowi. Chyba że wykona jakiś myk. Na przykład przekaże list poprzez osobę godną zaufania. Ale jak taką znaleźć?

Jest na to sposób i Andrzej Duda o nim napomknął – mówiąc, by kontaktować się albo z nim, albo z jego współpracownikami. Oto czytelna zachęta – ambasador powinien zorganizować jakieś wydarzenie, na które mógłby zaprosić przedstawiciela Kancelarii Prezydenta.

Tylko że to nic nowego. Wspomnienia ważnych osobistości z czasów Polski Ludowej są aż gęste od podobnych opowieści. Że gdy bywali na delegacjach za granicą, opiekowali się nimi szefowie placówek, organizowali program turystyczny, program kulinarny i w ten sposób mieli szansę dobrze się zaprezentować i zadzierzgnąć bliższą znajomość. Takie kontakty pomagały później w karierze, otwierały wiele ważnych drzwi.

Dziś to się zmieniło o tyle, że wyjazdów za granicę jest całe multum, więc opieka nad „szeregowymi” posłami czy nawet ministrami spada już na młodszy personel. I to często jest dla nich upiorne zadanie – przywożenie i odwożenie na lotnisko, praktycznie codziennie, różnych delegacji. Często mało ważnych, za to z wielkimi oczekiwaniami. Ambasador musi zatem być w tych sprawach dobrym graczem. Wiedzieć, kogo dopieścić, a kogo odpuścić.

Na marginesie tych rozważań warto dodać, że wezwanie do aktywności ambasadorów również nie jest nowe. Żeby nie sięgać głęboko w przeszłość – swego czasu Radosław Sikorski domagał się, by ambasadorowie byli aktywni na Facebooku i Twitterze. Byli więc aktywni, kręcili różne filmiki. Jedni pokazywali, jak układa się widelce, drudzy śpiewali (np. po koreańsku), trochę się wygłupiali. Wpływu na efektywność naszej polityki zagranicznej to nie miało, czego innego świat oczekuje od dyplomacji, ale Sikorski się cieszył. Za Waszczykowskiego z kolei trzeba było wyświetlać „Smoleńsk”. A teraz wypada, by organizować eventy z udziałem prezydenckich ministrów. Najlepiej antyrosyjskie.

Ech, szanowny panie prezydencie… Mówisz i masz!

Wydanie: 29/2022

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy