Dla mnie bomba?

Lubię wiedzieć, co w mediach piszczy, zgłębiać ruchy personalne w redakcjach telewizyjnych, radiowych i papierowych. Chcę znać nakład pism, z którymi jestem związana. Jest to jeden „ekskluzywny” (tak to się fachowo nazywa), raczej prawicowy magazyn dla kobiet „Twój Styl” oraz uchodzący za lewicowy tygodnik polityczny „Przegląd”, coraz bardziej obecny w mediach, a nawet w postaci redaktora Walenciaka zapraszanego do „Loży prasowej”, w TVN 24. Żeby to wiedzieć, czytam „Press”. Wiem, jak komu idzie, stoi lub pada. Sprawdzam plotki, które docierają do mnie co parę dni, że oba te pisma, z którymi czuję się związana, padają albo że ktoś je właśnie kupuje.
Są tam wiadomości, jakich nie ma w innych gazetach. Widać, kto należy do której grupy trzymającej władzę, bo tych grup jest wiele – mam na myśli oczywiście czwartą władzę, czyli media, które z kolei mają wpływ na władzę pierwszą, drugą, trzecią i piątą. O piątej się nie mówi, ale ona istnieje, tyle że dla każdego jest czym innym. Powiedzmy, że wiąże się z moralnością.
Dla mnie bomba! – tak się mówi, ale chyba tylko w czasie pokoju, wtedy liczy się taka wiedza, ważne są ruchy brałna, podaję zapis fonetyczny, żeby ułatwić życie posłance Beger, członkini wysokiej Komisji Śledczej, czytającej gate, z Rywingate, wcale nie jak gejt. Chociaż ma kobieta rację, Amerykanie nawet łacińskie amen wymawiają jako ejmen lub coś w tym rodzaju i się nie przejmują. Brown odkrył ruchy, które okazały się tak niezwykle ważne, że opisał je sam Einstein; otóż są to „chaotyczne ruchy drobnych cząstek zawiesiny w cieczy lub gazie”, stanowią rezultat przypadkowych zderzeń cząsteczek znajdujących się w ciągłym bezładnym ruchu cieplnym.
Oto jak teoria fizyczna wiąże się z naszą fizycznością. Juliusz Braun zeznając przed Komisją Śledczą przez wiele godzin, opisywał ruchy zarówno drobnych, jak i grubszych cząsteczek zawiesiny z krajowego ciała Rady. Niektóre cząstki są krnąbrne i nie chcą się zawiesić w cieczy, nawet na wezwanie prezydenta naszej pospolitej rzeczy. Kraj tonie w cieczy, w lepkim płynie obrzydliwości i pesymizmu.
Jak to się dzieje, że zeznające pod przysięgą cząstki mówią rzeczy wykluczające się? Czy prawda jest nosicielką wirusa relatywizmu moralnego, czy co? Mają prawo milczeć, jeśli mówienie prawdy zagraża im lub ich bliskim. Definicja bliskiego sięga daleko. Obejmuje rodzinę, to jasne, ale wszyscy wiemy, że czasem bliższa jest ciału koszula kochanki niż żony, milsze gatki gacha niż męża. Jak zbadać, czy to, czego nie mówią, zagraża im, czy nie, skoro tego nie powiedzieli?
Czekamy, kiedy Komisja Śledcza zacznie badać powiązania miłosne. Oglądalność skoczy jak temperatura przy galopujących suchotach, aż Michałowi Wiśniewskiemu włosy zzielenieją z zazdrości.
Choć wiedza o tych sprawach w czasach wojny, gdy my – dla strategów – ludzkie cząsteczki, zaczniemy zderzać się w gazie, jest całkowicie nieprzydatna. Na razie wojna jest daleko i wydaje się, że nas tu nie dosięgnie.
Gorzej mają dziennikarze znajdujący się w tej chwili w Iraku, bo jak ich znam, mimo nawoływań wcale stamtąd nie wyjechali. „Press” publikuje informacje o tym, że nasi korespondenci, tak jak wszyscy z małych lub biednych krajów, zostali zakwaterowani w pobliżu irackiego Ministerstwa Informacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ministerstwo jest celem, a wiadomo, że nic tak uparcie nie dąży do celu jak bomba. Do tego celu będą twardo dążyły amerykańskie, angielskie i kto tam wie jakie jeszcze braterskie bomby. Na spokojnym dotąd niebie powstaje problem: czy rozerwanie bombą sojuszniczą jest lepsze niż wrażą? Dla mnie bomba!? – będą wołać dziennikarze.
Nadzieja w tym, że wysyłane przez Amerykanów bomby nie zawsze sięgają wyznaczonego celu, a czasami wręcz przeciwnie. Mogą jednak stanowić cel dla snajpera. Sięgam pamięcią do zeszytu opatrzonego pieczęcią z laku, zawierającego tajemnice wojskowe, z którego uczyłam się przysposobienia obronnego, by przypomnieć sobie, jak nazywano ofiary. Już wiem: „pojedyncze żywe cele”, które trzeba „eliminować z walki”. Podobno wzrosło w szkołach zapotrzebowanie na nauczycieli tego przedmiotu, odkurza się emerytów, by zapoznali dzieci, z czym trzeba.
Chciałoby się zawołać: Uciekajcie chłopaki! Dziewczęta też, jeśli są tam korespondentki wojenne. Korespondenteczki wojenne. Uciekajcie, zanim zrobią się z was żywe tarcze. Pamiętacie, drodzy czytelnicy, fotografie w gablocie przed ambasadą koreańską w Warszawie? Było tam zdjęcie, na którym młode Koreanki w mundurach strzelały z kałaszy. Podpis pod zdjęciem głosił, że są to „strzeleczki” na poligonie podczas ćwiczeń. Wojskowy feminizm w wydaniu koreańskim.
Kraje bogate, takie jak mocarstwo Żorża juniora, dość starego zresztą, wynajęły swoim ludziom lepsze kwatery – z dala od celu, dobrze chronione, mocne budowle.
W zderzeniu cząsteczek wojny z cząsteczkami pokoju jestem po stronie pokoju. W starciu Papież Karol Wojtyła-prezydent Bush stoję po stronie Papieża. Nie wiem, co się stało z deklaracjami propapieskimi wszystkich polityków, którzy organizowali pielgrzymki, słuchali rad, uczestniczyli, brali udział, popierali tak żarliwie i szczerze. Jak to możliwe, że teraz popierają równie żarliwie i równie szczerze wojnę?
Józef Stalin, którego okrągłą rocznicę śmierci obchodzili nieliczni, pytał: ile dywizji ma Papież? Mało. To fakt. Cieszmy się, że Papież nie powtarza błędu poprzednika błogosławiącego czołgi niemieckie idące na Polskę, jest twardym pacyfistą i chwała mu za to.

Wydanie: 13/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy