Ludowa historia Solidarności

Ludowa historia Solidarności

Grzebiąc socjalizm, Solidarność ostatecznie przekreśliła możliwość realizacji słynnych postulatów z lata 1980 r.

Do niedawna w opisywaniu przeszłości historycy koncentrowali się na wielkiej polityce, dyplomacji i wojnach. Rzadziej na gospodarce, kulturze i ideach. Tego rodzaju historia pisana była przez pryzmat wybitnych jednostek, wielkich przywódców, elit politycznych, gospodarczych i kulturalnych. Dopiero pod koniec II połowy XX w. poczesne miejsce w historiografii wywalczyła sobie tzw. historia społeczna, opisująca przeszłość przez pryzmat zmian zachodzących w społeczeństwach, ze szczególnym uwzględnieniem ruchów masowych i klas pomijanych we wcześniejszych modelach historiografii. Do Polski historia społeczna trafiła z opóźnieniem. W PRL marksizm szybko stał się drętwą nowomową, tracąc wiarygodność naukową. A po 1989 r. humanistyka rzuciła się w drugą skrajność i nastał okres ortodoksji prawicowej. Niemal każdy opis społeczeństwa przez pryzmat klas społecznych, a zwłaszcza klas wyzyskiwanych, uważano za ideologię komunistyczną i eliminowano z poddanych nadzorowi nowej cenzury nauk społecznych.

Radykalne postulaty

Jeszcze później na świecie zaczęto pisać „historie ludowe”, zawierające opisy przeszłości z punktu widzenia warstw ludowych jako podmiotu historii. Były one zarówno czynnikiem sprawczym dziejów, jak i podmiotem praw, roszczeń i interesów. Opublikowana we Francji książka o Solidarności prof. Brunona Drwęskiego „Zagrabiona historia Solidarności. Został tylko mit”, którą teraz wydał PRZEGLĄD, jest historią ludową w obu znaczeniach. Opisuje pojawienie się Solidarności jako czynnika sprawczego dziejów i podmiotu rewindykacji oraz roszczeń społecznych. Następnie pokazuje przekształcenia, jakim ruch ludowy ulegał w czasie stanu wojennego, które doprowadziły do ukształtowania się pod tą samą nazwą zupełnie innej rzeczywistości na przełomie lat 80. i 90. Doszło wtedy do przejęcia ruchu masowego, zgłaszającego radykalne postulaty o charakterze socjalistycznym, przez elitarną grupę interesów, która wykorzystała autorytet i szyld tego ruchu do obrony polityki skrajnie antysocjalistycznej.

Polityka ta skutkowała zmianą ustroju i restauracją kapitalizmu. Skutkiem ubocznym było rozbicie wielkoprzemysłowej klasy robotniczej i pozbawienie jej instrumentów obrony własnego interesu klasowego. Z roli podmiotu historii, którą odgrywała przez krótką chwilę w latach 1980-1981, Solidarność – w wymiarze czysto ludzkim – została zdegradowana do rangi masy upadłościowej po realnym socjalizmie. By skutecznie odwrócić uwagę milionowej rzeszy związkowców od klęski, jaka okazała się jej udziałem, stworzono legendę Solidarności, która stała się mitem założycielskim nowej władzy. Pokonana i zawstydzona swoją porażką klasa ludowa przyjęła tę symboliczną satysfakcję w charakterze odszkodowania za realne straty. Im niżej i liczniej upadali w hierarchii społecznej szeregowi członkowie Solidarności, tym wyżej i dumniej powiewał jej sztandar, symbol pogromcy „komunizmu”. Im głębsza była deklasacja mas członkowskich, tym głośniej w kraju, którego gospodarkę uwolniono od „szkodliwego wpływu” związków zawodowych, opiewano rzekomy triumf „związkowców”. I tym bardziej rosła rola symbolicznej gratyfikacji. Za odebrane im, zlikwidowane lub sprywatyzowane zakłady pracy; za zamknięte szkoły, do których kiedyś uczęszczały ich dzieci, a które teraz zwrócono przedwojennym właścicielom; za oddane w prywatne ręce majątki, bloki mieszkalne, szpitale, sanatoria, a nawet uzdrowiska i całe miasteczka. Zapłatą za te realne straty była gloryfikacja mitycznej Solidarności. Inną formą perwersyjnego zadośćuczynienia była kierująca się niskimi pobudkami możliwość wzięcia odwetu na „komunistach” i tych, którym przypadła w udziale rola kozła ofiarnego wyznaczonego do społecznego napiętnowania. Wyselekcjonowane grupy osób spotkały się z całym arsenałem szykan, od pokazowych procesów i wyroków, przez pozbawienie możliwości wykonywania pracy, obniżenie emerytury aż do odmowy należytego pochówku.

Zapomniane postulaty

Klasy ludowe jako podmiot społeczny pojawiły się w Polsce dopiero po II wojnie światowej. Odcięte od tradycji przedwojennej lewicy społecznej, a za sprawą swojego chłopskiego pochodzenia konserwatywne światopoglądowo, widziały w nowej rzeczywistości bardziej szansę osobistego awansu społecznego niż możliwość zbiorowego konstruowania innego porządku społeczno-ekonomicznego. Z tej racji polski socjalizm po wojnie miał charakter hybrydowy, a przywódcy partyjni czuli się w obowiązku uwzględniać osobliwości polskiego rozwoju społecznego. Tym tłumaczy się tak dużą obecność elementów narodowych. Niemniej jednak Polska Ludowa odwoływała się do tej nazwy nie bez racji. Mimo wielu słabości socjalistyczne państwo do pewnego czasu skutecznie chroniło rodzime klasy ludowe przed konkurencją ze strony międzynarodowego kapitalizmu, a awans społeczny, jaki się dokonał w ciągu 45 lat istnienia PRL, okazał się jednym z najważniejszych rozdziałów w historii nowożytnej Polski. Nigdy bowiem wcześniej ani później nie dokonano tak wielkiego postępu, nie notowano takiego podniesienia poziomu życia szerokich mas społecznych i nigdy tak wiele kolejnych generacji Polaków nie zaznało tak znacznego zwiększenia swoich możliwości życiowych.

Kup książkę „Zagrabiona historia Solidarności”

Z kraju etnicznie zróżnicowanego, zamieszkanego przez ludność o ograniczonym poczuciu wspólnoty narodowej i świadomości klasowej, charakteryzującą się wysokim odsetkiem analfabetyzmu; z państwa o gospodarce półfeudalnej, z kapitalizmem peryferyjnym typu folwarcznego, z przestarzałą strukturą społeczną, w której jeszcze w XX w. dominowało ziemiaństwo i wyalienowana elita urzędniczo-państwowa, Polska po wojnie przekształciła się w państwo nowoczesne, oferujące szeroki wachlarz usług publicznych; w państwo, które stało się promotorem awansu i postępu społecznego oraz stworzyło skuteczną organizację administracyjną. W państwie tym uformowało się dobrze wykształcone i spójne społeczeństwo masowe, w którym bezprecedensowe możliwości mobilności społecznej w obrębie zaledwie jednego pokolenia stały się szansą dostępną sporej części ludności.

Historia związku zawodowego Solidarność, domagającego się zwiększenia roli czynnika ludowego w rzeczywistości społecznej PRL, zbiegła się z początkiem ciągu wydarzeń, które – przy uwzględnieniu istotnej roli kontekstu międzynarodowego – doprowadziły do kryzysu i upadku ludowego państwa polskiego. Historyczna Solidarność nie chciała i nie mogła obalić socjalizmu. A jednak stała się nieświadomym narzędziem w skomplikowanych zabiegach o jego likwidację. Wcześniej jednak sama musiała zostać przekształcona w ruch o zupełnie innym charakterze. Grzebiąc socjalizm, Solidarność ostatecznie przekreśliła możliwość realizacji słynnych postulatów komitetu strajkowego z lata 1980 r. O tym, w jaki sposób to się stało, opowiada książka Brunona Drwęskiego.

Jarosław Dobrzański jest tłumaczem książki prof. Brunona Drwęskiego i autorem posłowia do niej.

Fot. Łukasz Ostalski/REPORTER

Wydanie: 34/2020

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Radosław
    Radosław 20 sierpnia, 2020, 16:25

    „Cudowna przemiana” tzw. związku zawodowego w fasadę, za którą krył się brutalny
    kapitalizm i prymitywny kato-nacjonalizm nie byłaby możliwa, gdyby nie finansowany przez USA spisek Watykanu i CIA. Oto artykuł Carla Bernsteina „The Holy Alliance”, który szczegółowo to opisuje:

    http://content.time.com/time/magazine/article/0,9171,159069,00.html

    Zresztą istnieją jeszcze inne źródła, które opisują ten haniebny pakt, któremu patronował „wielki Polak”, Karol Wojtyła. I to jest klucz do polskiej rzeczywistości – od 1989 roku, przez dzień dzisiejszy, aż po wiele pokoleń naprzód. Tak długo, jak jeszcze będą istnieli jacyś Polacy, których będzie się dało złupić, żeby finansowali amerykańskie firmy zbrojeniowe, lotnicze i wszelkie inne. To jest klucz do lokajskiej postawy wszystkich post-solidarnościowych partyjek wobec amerykańskiego hegemona. Polska po 1989 roku rzekomo stała się wreszcie normalnym, wolnym, suwerennym krajem. Nie znam żadnego normalnego kraju, gdzie do władzy dopuszcza się siłę polityczną jawnie finansowaną przez obcy wywiad. W normalnym kraju taką siłę się delegalizuje (jak to słuszne uczynił gen. Jaruzelski), a jej przywódców, w najłagodniejszym wypadku, odsuwa się od jakichkolwiek wpływów na życie państwa. Wielka, kłamliwa, mitologia „Solidarności” sfabrykowana została m.in. po to, aby ukryć ten plugawy akt zaprzaństwa. Nie różni się on niczym od magnackich zdrad, które doprowadziły do upadku I RP i tę też doprowadzą. A trwa to tak długo tylko dlatego, że Polska Ludowa stworzyła wyjątkowo solidne fundamenty materialne i intelektualne polskiej państwowości. Ale wszystko ma swój nieuchronny koniec.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy