Obywatelu, gdzie jest twój schron?

Obywatelu, gdzie jest twój schron?

Władza, a konkretnie orły z MSWiA, zaordynowała przegląd, inwentaryzację i doposażenie istniejących schronów i miejsc schronienia. Nikt jeszcze nie wie, ile ich jest, w jakim są stanie itd. Padają wyczerpujące, ale nic nieznaczące wyjaśnienia o sensie ogólnowojskowym: rozpatrujemy „różne scenariusze”, musimy być przygotowani na „cokolwiek”. Sekretarz miasta Lublin dorzucił swoje trzy grosze: „[Schrony] również muszą być odporne na określone zdarzenia. Tych mamy na terenie miasta relatywnie mało”.

Schron odporny na określone zdarzenia. Z takimi wytycznymi strażacy w całym kraju jeżdżą, opisują, ustalają, sugerują, a władza doposaży wszystkimkolwiek, bo tylko wtedy będziemy gotowi na „cokolwiek”. Cokolwiek to znaczy.

W rozpoczęcie wojennej operacji Rosji w Ukrainie w lutym większość nie wierzyła. Komentatorzy, spece, eksperci, publicyści zajmujący się tematyką wojskową i zagraniczną. Kiedy pojawił się wątek użycia przez Rosję broni jądrowej (głównie mówi się tu o tzw. broni taktycznej, czyli „krótkiego zasięgu, zdolnej do przenoszenia ładunków jądrowych na odległość maksymalnie 450-500 km, przeznaczonej do bezpośrednich działań bojowych, dlatego może być wykorzystywana w działaniach bojowych o ograniczonym charakterze” – tyle Wikipedia), znowu padały zapewnienia, że nie, to niemożliwe, aż tak to nie. Nie wchodząc w tematykę wojskowości (chociaż ona cały czas wchodzi w nasze w życie), trzeba sobie uzmysłowić, że Rosja trzyma taką broń u siebie, a USA m.in. w natowskiej Europie. Że ta broń o „ograniczonym zasięgu” jest i tak o wiele potężniejsza niż użyta wobec Hiroszimy i Nagasaki. Kiedy dzisiaj (po 60 latach od kryzysu kubańskiego) wraca realny scenariusz użycia tej broni, to o tym nie rozmawiamy, wcześniej też tego nie robiliśmy (po co w czasach „pokoju” gadać o wojnie?). Amerykanie de facto nigdy nie ponieśli politycznych konsekwencji zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Ówczesny i późniejszy świat „przyjął do wiadomości”, że tak musiało się stać. Od wielu lat rozmowy rozbrojeniowe dotyczące realnych arsenałów są zamrożone, nie przynoszą nowych ustaleń ani działań. Trwają jedynie działania, które mają nie dopuścić do poszerzenia grona kilku państw posiadających broń jądrową, np. USA versus Iran.

W polskim świecie machania szabelką jako uprawiania polityki zagranicznej pojawiały się już w trakcie działań wojennych w Ukrainie głosy o tym, że taka broń powinna się znajdować na terytorium Polski. Jeśli to nie jest wariant eskalowania napięcia przed- albo wojennego, to już nie wiem, co mogłoby nim być. Trudno dyskutować z poglądem, że III wojna światowa już trwa. My, maluczcy, wiemy niewiele, ci, którzy wiedzą więcej, nie bardzo się dzielą swoją wiedzą, a ci, którzy realnie pociągają za sznurki – manipulują, ściemniają, mataczą. Chłopackie rozgrywki.

A tymczasem strażacy otwierają zardzewiałe zamki do przegniłych, nieogrzewanych betonowych jaskiń i robią listę, co by tu trzeba. W tym samym czasie kolejny trener narciarski czy inny zmarły w Albanii handlarz bronią już ma gotową dla rządu wielomilionową ofertę wyposażenia wszystkich polskich schronów. I na pniu ją sprzeda. A my zostaniemy, jak Himilsbach ze swoim angielskim, z naszymi prześcieradłami (ze szkolnych zaleceń w czasach zimnej wojny: „W razie ataku jądrowego należy okryć się prześcieradłem i czołgać powoli w kierunku najbliższego szpitala”) i wykupionym bez sensu z wszystkich aptek w Polsce jodkiem potasu i płynem Lugola. Mądrość ludowa jest szybsza od najszybszych wozów strażackich szukających schronów.

Jestem ciekaw, czy ktoś zada takiemu Wąsikowi z MSWiA pytanie, jak się mają schrony dla rządzących. Jakoś jestem przekonany, że, parafrazując jedną z najsłynniejszych wypowiedzi Jerzego Urbana, pochowanego w ubiegłym tygodniu, „rząd się zawsze schroni”. Rząd, rząd. Ale są osoby od rządu ważniejsze. Gdzie będzie, gdzie już jest schron dla prezesa, „emerytowanego zbawcy narodu”? Kiedy strajkujące i protestujące pokojowo kobiety podchodziły zbyt blisko willi na Żoliborzu, ochraniający go byli gromowcy wywozili prezesa do swojego ośrodka szkoleniowego w Czerwonym Borze. Wszystkich wywieźć się nie da, dlatego strażacy szukają, odkopują, osuszają, oliwią pancerne drzwi. I cicho sza, że ktoś nas w tę kabałę pakuje z całą mocą swojej politycznej niefrasobliwości i niekompetencji.

Żadnej bomby jądrowej nikt nie użyje, cokolwiek to znaczy. Za jakiś czas to zdanie można będzie przeczytać jako prorocze albo ironiczne. A my, obyśmy zdrowi byli.

Wydanie: 43/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy