Pogrom się zbliża

Pogrom się zbliża

Od napaści słownych do fizycznych ataków droga okazała się nader krótka. Jeszcześmy nie ochłonęli po tym, jak cham zbluzgał w autobusie ukraińskie dziewczynki, a już trzech napakowanych bohaterów pobiło chłopaka i dziewczynę za wschodni akcent. Nawrocki nie odezwał się ani słowem, bo Gromda i wszelkie organizacje patusów obijających sobie ryje w klatkach to jego elektorat, zatem oficjalne stanowisko głowy państwa w kwestii napaści na tle narodowościowym można uznać za milczące przyzwolenie.

Nie baczę, co o tym myśli swołocz, staram się wywiedzieć, jak na to spoglądają ludzie z wykształceniem wyższym i poglądami centroprawicowymi, bo i takich mam w kręgu znajomych, a to ich brak sprzeciwu jest decydujący w eskalacjach pogromowych. Agresywna tłuszcza sama z siebie się nie odpali, ogień muszą jej podać tzw. przeciętni obywatele, którzy w stosownym momencie odwrócą wzrok. I rzecz jasna politycy wygrzebujący trupy sprzed lat i nawołujący do wyrównania rachunków krzywd.

Że prawie co trzeci Polak jest poplecznikiem jednej z konfederacji, partii jawnie antyukraińskich i skrycie proputinowskich, to też jeszcze do zbiorowej zbrodni nie wystarczy. Języczkiem u wagi nie jest liczba radykałów, ale cicha akceptacja tych, co się ponoć miarkują w emocjach. Zadzwoniłem więc podpytać i ręce mi opadły. Na przykład kolega operator, na co dzień chłopak niegłupi, karmi mnie barwnymi teoriami spiskowymi (choć dominantą barwną jest w nich jednak odcień brunatny). Stwierdził np., że to wszystko

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 32/2026

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok