Polityczne wzloty, upadki, odkrycia i rozczarowania roku 2017

Polityczne wzloty, upadki, odkrycia i rozczarowania roku 2017

No to minął rok 2017. I to jak z bicza strzelił. 12 miesięcy temu mieliśmy próbę wyeliminowania opozycji z prac parlamentu. Była wielka awantura, był strajk posłów, ale wszystko jakoś się rozeszło po kościach. Teraz mamy bój o sądy, w zasadzie już zakończony – bo PiS je przejmuje, tak jak swego czasu przejęło telewizję publiczną, służby specjalne itd. Ech… PZPR też wszystko kontrolowała, a potem się okazało, że nie kontroluje niczego.

Nie twierdzę, że podporządkowanie sądów PiS to nic strasznego, podejrzewam tylko, że rządzący będą mieli z tego mniej, niż im się wydaje.

Zupełnie tak jak my mieliśmy mniej, niż nam się wydawało, z wierzgania Andrzeja Dudy. Rok temu śmieliśmy się z niego, że to Adrian, Długopis, człowiek bez charakteru i kręgosłupa. W lipcu, gdy zapowiedział weto do ustaw sądowych, Adrian awansował na prezydenta. Ale długo w tym stanie nie pobył – oto znów wraca cichy i posłuszny.

Choć z innym premierem, bo Prezesowi Partii Rządzącej (PPR) znudziła się Beata Szydło (nam też się znudziła) i zastąpił ją Mateuszem Morawieckim (jak powszechnie wiadomo, osobą zabawną, strzelającą pomysłami i błyszczącą elokwencją…).

Zmiany dotknęły też opozycję, która na naszych oczach powoli gaśnie, kurczy się jak suszona śliwka (to o Platformie) albo eksploduje poprzez harakiri jej liderów, co było losem Ryszarda Petru i Mateusza Kijowskiego.

Jednym słowem, działo się. A wszystko wskazuje, że była to jedynie przygrywka do tego, co przed nami.

W GÓRĘ

1. Jarosław Kaczyński – Don Yaro

Bardziej wyrobieni politycznie nazywają go PPR, czyli Prezes Partii Rządzącej. Inni mówią o nim, że to Alfred Hitchcock polskiej polityki, bo zaczyna trzęsieniem ziemi, a potem akcja się rozkręca. Jeszcze inni mówią: Don Yaro.

Dyletant w sprawach zagranicznych, mistrz w zarządzaniu swoją partyjną trzodą. Obiekt bałwochwalstwa polityków PiS (i dziennikarzy z tą partią związanych). Wszyscy oni deklarują, że wierzą w geniusz Prezesa, że dla służby ojczyźnie wyrzekł się kobiet (to Marek Suski), że chcą mu wiernie służyć itd. Z roku na rok to ubóstwianie się pogłębia, co dowodzi, że Kaczyńskiemu się podoba, że za takie słowa i gesty nagradza. Nie tylko dobrym słowem.

Przez lata wmawiano nam, jakim to wielkim narodem jesteśmy: prawym, łaknącym wolności, niezależnym w myśleniu itd. Patrzę teraz na PiS, na te ich służalcze spojrzenia i zastanawiam się, jaki naród poeci mieli na myśli.

2. Mateusz Morawiecki – Quasimodo

Jarosław Kaczyński wybrał go na premiera. Podobno po to, żeby ocieplić wizerunek pisowskiej Polski w Europie. Jeżeli to prawda, fatalnie spudłował.

Inna wersja brzmiała, że Morawiecki ma zdobyć dla PiS klasę średnią. Hm… Średnio to widzę.

Z pierwszym wywiadem pobiegł do o. Rydzyka. Mówił tam, że chciałby chrystianizować Europę. Bo kościoły są puste. W Europie i w USA z kolei skarżył się na polskich sędziów. Opowiadał głupoty, że przy Okrągłym Stole gen. Jaruzelski dostał zgodę na obsadzenie sądów sędziami z czasów komunizmu i że oni zdominowali trzecią władzę, a niektórzy wciąż pracują. I że ten system sprzyja nepotyzmowi oraz korupcji. To oczywiście nie był żaden donos na własny kraj.

Morawiecki chce zatem nawracać Europę, chce dekomunizować Polskę, powtarzając najgłupsze prawicowe bujdy, no i chce czyścić buty Kaczyńskiemu. To ostatnie na pewno mu się uda.

3. Katarzyna Lubnauer – czyli kto?

Wykopała Ryszarda Petru z posady przewodniczącego Nowoczesnej, partii, którą sam stworzył. Znaczy się, półpolitykiem już jest, bo ma połowę umiejętności politycznych – knucie i zakładanie spółdzielni. A resztę? Czas pokaże, czy będzie odnowicielką Nowoczesnej, czy przeciwnie, złoży ją do grobu. Bo w polskim życiu politycznym partie tworzone wokół lidera nie potrafią bez niego żyć. Ani Twój Ruch bez Palikota, ani Samoobrona bez Leppera, ani Młodzież Wszechpolska bez Giertycha.

Nie wiem zatem, jak będzie z Lubnauer, czy ograła Petru na zawsze, czy utrzyma partię i czy poradzi sobie ze Schetyną, który wyczuł okazję i chętnie by Nowoczesną przytopił. Ale za chwilę dowiemy się, czy nowa przewodnicząca jest tygrysem, czy miłym kotkiem.

4. Adam Nawałka – Wielki Szu

Mam do niego szacunek, bo ograł system. Wywindował reprezentację Polski na siódme miejsce w rankingach światowych, co świadczy przecież nie tyle o sile reprezentacji, ile o Nawałkowych umiejętnościach ustawiania się w rozmaitych tabelach. W tym dogoniliśmy Niemców. I w jeszcze jednym – że potrafił z ekipy, jaką ma, wykrzesać 150% możliwości. Tylko nielicznym to się udaje.

Co najmniej do czerwca czekają go miłe chwile, oklaski, wywiady, filmiki reklamowe. A co potem? Nie wiadomo, choć raczej od niego to już zależeć nie będzie.

5. Robert Górski – Stańczyk IV RP

Rozbił bank. Oglądają go miliony, z własnej, nieprzymuszonej woli, więc może gwizdać na dobry humor prezesa jednej czy drugiej telewizji albo jednej czy drugiej partii. Jan Pietrzak to on nie jest.

Na czym polega sukces „Ucha Prezesa”? Przecież to nie galopada śmiechu, żaden Benny Hill czy Jaś Fasola. Myślę, że na powściągliwości. Nie stara się domalowywać granym postaciom jakichś rozweselających cech, tylko pokazuje je takimi, jakie są. Na brutala. Jest więc śmieszno i straszno. Komedia i horror w jednym. Z nutą Stańczyka. Czyli to, co Polacy lubią najbardziej.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 1/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 1/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy