Polityczne wzloty, upadki, odkrycia i rozczarowania roku 2017

Polityczne wzloty, upadki, odkrycia i rozczarowania roku 2017

No to minął rok 2017. I to jak z bicza strzelił. 12 miesięcy temu mieliśmy próbę wyeliminowania opozycji z prac parlamentu. Była wielka awantura, był strajk posłów, ale wszystko jakoś się rozeszło po kościach. Teraz mamy bój o sądy, w zasadzie już zakończony – bo PiS je przejmuje, tak jak swego czasu przejęło telewizję publiczną, służby specjalne itd. Ech… PZPR też wszystko kontrolowała, a potem się okazało, że nie kontroluje niczego.

Nie twierdzę, że podporządkowanie sądów PiS to nic strasznego, podejrzewam tylko, że rządzący będą mieli z tego mniej, niż im się wydaje.

Zupełnie tak jak my mieliśmy mniej, niż nam się wydawało, z wierzgania Andrzeja Dudy. Rok temu śmieliśmy się z niego, że to Adrian, Długopis, człowiek bez charakteru i kręgosłupa. W lipcu, gdy zapowiedział weto do ustaw sądowych, Adrian awansował na prezydenta. Ale długo w tym stanie nie pobył – oto znów wraca cichy i posłuszny.

Choć z innym premierem, bo Prezesowi Partii Rządzącej (PPR) znudziła się Beata Szydło (nam też się znudziła) i zastąpił ją Mateuszem Morawieckim (jak powszechnie wiadomo, osobą zabawną, strzelającą pomysłami i błyszczącą elokwencją…).

Zmiany dotknęły też opozycję, która na naszych oczach powoli gaśnie, kurczy się jak suszona śliwka (to o Platformie) albo eksploduje poprzez harakiri jej liderów, co było losem Ryszarda Petru i Mateusza Kijowskiego.

Jednym słowem, działo się. A wszystko wskazuje, że była to jedynie przygrywka do tego, co przed nami.

W GÓRĘ

1. Jarosław Kaczyński – Don Yaro

Bardziej wyrobieni politycznie nazywają go PPR, czyli Prezes Partii Rządzącej. Inni mówią o nim, że to Alfred Hitchcock polskiej polityki, bo zaczyna trzęsieniem ziemi, a potem akcja się rozkręca. Jeszcze inni mówią: Don Yaro.

Dyletant w sprawach zagranicznych, mistrz w zarządzaniu swoją partyjną trzodą. Obiekt bałwochwalstwa polityków PiS (i dziennikarzy z tą partią związanych). Wszyscy oni deklarują, że wierzą w geniusz Prezesa, że dla służby ojczyźnie wyrzekł się kobiet (to Marek Suski), że chcą mu wiernie służyć itd. Z roku na rok to ubóstwianie się pogłębia, co dowodzi, że Kaczyńskiemu się podoba, że za takie słowa i gesty nagradza. Nie tylko dobrym słowem.

Przez lata wmawiano nam, jakim to wielkim narodem jesteśmy: prawym, łaknącym wolności, niezależnym w myśleniu itd. Patrzę teraz na PiS, na te ich służalcze spojrzenia i zastanawiam się, jaki naród poeci mieli na myśli.

2. Mateusz Morawiecki – Quasimodo

Jarosław Kaczyński wybrał go na premiera. Podobno po to, żeby ocieplić wizerunek pisowskiej Polski w Europie. Jeżeli to prawda, fatalnie spudłował.

Inna wersja brzmiała, że Morawiecki ma zdobyć dla PiS klasę średnią. Hm… Średnio to widzę.

Z pierwszym wywiadem pobiegł do o. Rydzyka. Mówił tam, że chciałby chrystianizować Europę. Bo kościoły są puste. W Europie i w USA z kolei skarżył się na polskich sędziów. Opowiadał głupoty, że przy Okrągłym Stole gen. Jaruzelski dostał zgodę na obsadzenie sądów sędziami z czasów komunizmu i że oni zdominowali trzecią władzę, a niektórzy wciąż pracują. I że ten system sprzyja nepotyzmowi oraz korupcji. To oczywiście nie był żaden donos na własny kraj.

Morawiecki chce zatem nawracać Europę, chce dekomunizować Polskę, powtarzając najgłupsze prawicowe bujdy, no i chce czyścić buty Kaczyńskiemu. To ostatnie na pewno mu się uda.

3. Katarzyna Lubnauer – czyli kto?

Wykopała Ryszarda Petru z posady przewodniczącego Nowoczesnej, partii, którą sam stworzył. Znaczy się, półpolitykiem już jest, bo ma połowę umiejętności politycznych – knucie i zakładanie spółdzielni. A resztę? Czas pokaże, czy będzie odnowicielką Nowoczesnej, czy przeciwnie, złoży ją do grobu. Bo w polskim życiu politycznym partie tworzone wokół lidera nie potrafią bez niego żyć. Ani Twój Ruch bez Palikota, ani Samoobrona bez Leppera, ani Młodzież Wszechpolska bez Giertycha.

Nie wiem zatem, jak będzie z Lubnauer, czy ograła Petru na zawsze, czy utrzyma partię i czy poradzi sobie ze Schetyną, który wyczuł okazję i chętnie by Nowoczesną przytopił. Ale za chwilę dowiemy się, czy nowa przewodnicząca jest tygrysem, czy miłym kotkiem.

4. Adam Nawałka – Wielki Szu

Mam do niego szacunek, bo ograł system. Wywindował reprezentację Polski na siódme miejsce w rankingach światowych, co świadczy przecież nie tyle o sile reprezentacji, ile o Nawałkowych umiejętnościach ustawiania się w rozmaitych tabelach. W tym dogoniliśmy Niemców. I w jeszcze jednym – że potrafił z ekipy, jaką ma, wykrzesać 150% możliwości. Tylko nielicznym to się udaje.

Co najmniej do czerwca czekają go miłe chwile, oklaski, wywiady, filmiki reklamowe. A co potem? Nie wiadomo, choć raczej od niego to już zależeć nie będzie.

5. Robert Górski – Stańczyk IV RP

Rozbił bank. Oglądają go miliony, z własnej, nieprzymuszonej woli, więc może gwizdać na dobry humor prezesa jednej czy drugiej telewizji albo jednej czy drugiej partii. Jan Pietrzak to on nie jest.

Na czym polega sukces „Ucha Prezesa”? Przecież to nie galopada śmiechu, żaden Benny Hill czy Jaś Fasola. Myślę, że na powściągliwości. Nie stara się domalowywać granym postaciom jakichś rozweselających cech, tylko pokazuje je takimi, jakie są. Na brutala. Jest więc śmieszno i straszno. Komedia i horror w jednym. Z nutą Stańczyka. Czyli to, co Polacy lubią najbardziej.

W DÓŁ

1. Beata Szydło – ulubienica pisowskiego ludu

Nazywana Broszką. Miała charakterystyczne dla siebie sejmowe wystąpienia – pokrzykiwała w nich na wszystkich wokół. Na opozycję, na Unię Europejską itd. Że Polska wstała z kolan, a Europa śpi. Marszczyła przy tym czoło, co wyglądało, jakby myślenie sprawiało jej ból. Pewnie dlatego tak kochało ją PiS, to była ta więź z elektoratem.

Kończy marnie, bo Kaczyński, zanim ją zdjął, przez miesiąc trzymał w przedpokoju, drażniąc i upokarzając. I nie mówiąc, czym mu zawiniła. A na zakończenie dał jej robotę w rządzie – będzie się zajmować szkołami, emerytami i chorymi. Nie, nie na pocieszenie. Ale żeby zeszła po cichu, nie awanturując się i swoim nieszczęściem nie drażniąc pisowskiego ludu.

2. Ryszard Petru – Rysio-pysio

Miał partię, która nawet raz w sondażach przeskoczyła PO. Mówiono, że to kandydat na premiera, że wielka przyszłość przed nim. No i proszę, jeden wyjazd na Maderę z kobietą i szast-prast, marzenia poszły z dymem.

Los Petru powinien być przestrogą dla wszystkich zainteresowanych polityką – to nie miejsce na szukanie żony i tego typu przygody, to nie zabawa, pogawędki z dziennikarzami, ale twarda gra. Rysio-pysio, zdaje się, nie rozumie tego do dziś.

3. Jarosław Szarek – IPN, czyli religia IV RP

Przeżywa wielkie chwile. Dekomunizuje ulice, rozkopuje cmentarze, przenosi mogiły, ogłasza, kto był agentem, a kto nie, ba, zaczął prowadzić zagraniczne wojny, na razie z Ukraińcami i z Niemcami. Chce ścigać Himmlera i liczyć ofiary w Dachau. Im dalej od PRL, tym bardziej IPN rośnie w siłę i znaczenie.

Za chwilę zacznie otwierać przedstawicielstwa w polskich ambasadach, żeby propagowały dokonania IPN, tak jak ambasady Korei Północnej propagują ideę Dżucze.

Tak oto na naszych oczach rodzi się nowa religia państwowa, do której nawet Kościół będzie musiał się przystosować. To sprytny sposób, by złapać za twarz urzędników, generałów i biskupów, przestraszyć normalnych ludzi. I nie tego Jarosława to robota.

4. Witold Waszczykowski – dyplomatołek
Powinien sprzedawać używane samochody. Ma w sobie ten gen bezczelności, pozwalający wmawiać wszystkim wokół, że białe to czarne, a czarne to białe. I nie wstydzi się tego.

Rozwalił polską dyplomację, skłócając nas z kim się da i obrażając wszystkich wokół. Woła, że wstaje z kolan, ale wali się w czoło. Wysyła na ambasadorów dyletantów, osoby, które nigdy nie miały nic wspólnego z dyplomacją, i opowiada, że to są te nowe siły, które zmienią obraz Polski w świecie. Panie Waszczykowski, a do jakiego lekarza pan chodzisz? Tego z wykształceniem i praktyką czy do chłopaka z PiS?

Ech, mam świadomość, że to wołanie na puszczy. Bo nie o dyplomację chodzi, tylko o ten szampan, który się pije na przyjęciach.

5. Mariusz Błaszczak – kobieta go wyśmiała

W czasach PRL krążyły dowcipy o milicjantach, ale z szefa MSW Czesława Kiszczaka już nie żartowano. Teraz jest odwrotnie. Już parę razy pisałem, że Mariusz Błaszczak mógłby grać plutonowego MO bez charakteryzacji, byle tylko odpowiednio często się odzywał. No i odezwał się po świętach, ogłosił koniec komunizmu w Polsce.

Na co autorka tych słów z roku 1989, Joanna Szczepkowska, odpisała mu na Facebooku m.in. tak: „Towarzyszu Ministrze Błaszczak – przyboczny grabarzu demokracji, który własnego zdania sklecić nie umie, tylko ściąga z lekcji historii i powtarza bez zrozumienia. Żeby takie zdanie wybrzmiało i miało sens, trzeba je mówić z pozycji ryzyka, a nie ze stołka w rządzie. (…) Przez wiele lat byliście legalną opozycją – nie przypominam sobie, żeby legalna opozycja mogła istnieć za komunizmu. Po 1989 r. byliście przez lata w opozycji w wolnym i demokratycznym Sejmie, na dobrych poselskich posadach. Nie brzydziliście się jakoś tymi komunistycznymi pieniędzmi. Policyjny piesku. Jedyne, co umiesz, to łasić się i podawać łapę. Nie masz własnych myśli, nie masz własnego zdania, możesz tylko ściągać i powtarzać cudze słowa jako swoje. Jesteś idealnym typem komunistycznego aparatczyka. (…) Tworzycie nową formę komunizmu. Rosja nie musi tu przychodzić. To Wy tworzycie Rosję u nas. Komunizm się skończył w 1989 r., a w 2017 r. Polska za Waszą przyczyną stała się częścią Wschodu. (…) Władza PiS skończy marnie i to zdanie, towarzyszu ministrze Błaszczak, powtarzajcie sobie co wieczór, żebyś w razie czego nie zapomniał”. Nic dodać, nic ująć.

NA ZERO

1. Andrzej Duda – tajemnica Adriana

Miał swoje parę tygodni, kiedy postawił się Jarosławowi, wetując dwie z trzech ustaw sądowych. Ale już wrócił na łono matki partii.

Dlaczego? Kaczyński go złamał, grożąc impeachmentem? A może uzyskał, co chciał, został przez Prezesa uznany za prawdziwego prezydenta RP? I teraz PiS będzie z nim następne sprawy negocjowało?

Duda bardzo naciskał, żeby w nowym rządzie nie było Antoniego Macierewicza, wiadomo było również o jego złych stosunkach z Witoldem Waszczykowskim. Ponieważ rekonstrukcja rządu (ha, ha, ha) ma być w styczniu, przekonamy się wtedy, jaką pozycję ma Duda w obozie władzy. Czy był deal: posady za podpis, czy nie. Czy Jarosław Kaczyński musi z ważnymi sprawami jeździć do pałacu, czy wystarczy mu otworzyć drzwi gabinetu i zawołać: Adrianie!

Jest taka opowieść o małpce w dżungli, która napotyka węża. Patrzą sobie w oczy. Ona, owszem, mogłaby uciec, mogłaby krzyczeć, machać kijem, ale nie robi nic. Stoi sztywna, czekając na swój los.

2. Stanisław Piotrowicz – syn Polski Ludowej

Chachmęt pierwszej wody. Czarny Piotruś Polski liberalnej. Za to PiS go kocha, bo załatwił im sprawę, której sami nigdy by nie potrafili przeprowadzić, czyli wzięcie za twarz sądów i sędziów. A on – trach i gotowe. W Sejmie poradził sobie ze wszystkimi. Opozycja z bezradności wypomina mu, że był prokuratorem w PRL. Mój Boże, on jeden?

Jego występy są jedną wielką reklamą Polski Ludowej, gen. Kiszczaka i w ogóle jej kadr. No bo jeżeli trzeciorzędny prokurator z powiatu okazuje się gwiazdą IV RP, głównym rozgrywającym i twarzą „dobrej zmiany”, to jacyż mocarze musieli być dwa piętra wyżej?

3. Antoni Macierewicz – prawda będzie straszna?

Jedni twierdzą, że jest rosyjskim agentem, drudzy, że jest szurnięty, a jeszcze inni, że ma takie kwity na Kaczyńskiego, że może z nim robić, co chce. Żadna z tych teorii nie wyklucza pozostałych, żadna nie jest potwierdzona, tu po prostu nic nie wiadomo. Poza tym, że w Ministerstwie Obrony Narodowej mamy gigantyczny bałagan, a w PiS boją się go ruszyć. Bo to jego kocha najbardziej twarda prawica. Ma swoich wyborców.

Sytuacja jest więc niejasna, toteż przeciwnicy Macierewicza oskubują go po kawałku. Z jednej strony Duda, któremu Antoni zaczął z zapałem salutować, z drugiej Błaszczak i jego MSW. Niby Macierewicz trwa, ale już nie taki mocny jak rok temu, już wisi na cienkim włosku, który Kaczyński w każdej chwili może przeciąć. To pewnie dlatego Antoni zapowiedział, że wiosną ogłosi raport o katastrofie smoleńskiej, że prawda będzie straszna. Wystrzelił w ten sposób ostatni nabój. Zobaczymy, czy celnie.

4. Tadeusz Rydzyk – ostatni dziennikarz

Jedyny na prawicy, który nie boi się Kaczyńskiego. Zupełnie. I traktuje go jak bankomat. Dziennikarze podliczają dochody o. Rydzyka i jego instytucji – dostaje pieniądze od MSZ, od Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Środowiska, od resortu kultury, zdrowia… Na szkolenia, konferencje, programy…

Nikt mu nie żałuje, ministrowie zabijają się, żeby złożyć wizytę w toruńskich progach. Ba, to do Rydzyka pognał udzielić pierwszego wywiadu premier Morawiecki. On sam raczył jedynie pofatygować się do Pałacu Prezydenckiego, by wysłuchać Andrzeja Dudy. I udzielić mu wskazówek.

Na te wszystkie zabiegi patrzę z sympatią. W czasach, kiedy media publiczne stały się podnóżkiem władzy, a te inne – obiektem jej agresji, miło zobaczyć medium, przed którym władza się korzy.

5. Polscy narodowcy – hau, hau

Nie wymieniam ich nazwisk, bo jeszcze nie dorobili się liderów, jeszcze są na etapie dymienia, a nie poważnej siły politycznej.

Oceniam ich na zero. Już ich widać, już pół PiS im się podlizuje, powtarza to, co oni wymyślają. A minister Błaszczak udaje, że nie widział ich haseł z Marszu Niepodległości ani ich zachowania, więc to dla nich plus, bo infekują proste pisowskie umysły. Ale przecież wciąż nie wyszli z kojca, do którego zagnał ich Kaczyński. To on dozuje im obszar wolności, raz łańcuch im skraca, raz wydłuża. Raz nakłada kaganiec, innym razem popuszcza. I szczuje, na kogo chce.

I to jest clou – zerwą się z łańcucha czy nie?

ROZCZAROWANIA

1. Grzegorz Schetyna – gracz

Radosław Sikorski nazwał go żulikiem ze Lwowa. Nie znam się na Lwowie, ale widzę, że ze Schetyny bije cwaniactwo, a nie mądrość i refleksja. Mógłby z marszu grać Wielkiego Szu, te tiki, nerwowe ruchy, spojrzenia, z czymś takim człowiek się nie rodzi, raczej to nabywa. Jaki lider, taka partia. Nie wróżę ani Schetynie, ani Platformie wielkich sukcesów. Oni są duzi siłą rozpędu, przeszłych dokonań, a nie jakiejś wielkiej miłości elektoratu. Ich plan jest prosty – chcą, żeby było tak, jak było, żeby wrócili do władzy, i w związku z tym pokrzykują na innych, że powinni się zjednoczyć. Pod ich sztandarami.

Słucham tego z niesmakiem, bo to dowód, że PO niczego się nie nauczyła, a nawet więcej – że regres się pogłębia. Do tego, że oni uważają wyborców PiS za ludzi intelektualnie ograniczonych, kupionych itd., zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Ale dlaczego za użytecznych idiotów mają także wyborców Nowoczesnej, SLD, PSL i ruchów miejskich? Tego nie pojmuję.

2. Adrian Zandberg – los trenera
Nie ma go. Podobno coś knuje, ale robi to w tak wielkiej tajemnicy, że nikt o tym nie wie. Co najmniej od 2015 r. różni dziennikarze wróżą mu wielką karierę, podkreślając, że wśród lewicowej młodzieży nie ma sobie równych. Że w przeciwieństwie do 90% z nich wie, co to lewica, i potrafi lewicowo się zachować. Niektórzy jeszcze dodają, że otwiera się przed nim autostrada, bo jedyną reakcją na szaleństwa PiS może być lewicowe wzmożenie. I tylko socjaldemokracja może przegnać Kaczyńskiego od władzy.

Hm… Jeżeli to prawda – i o Zandbergu, i o ogólnej sytuacji – to dlaczego nic z tego nie wychodzi? W świecie futbolu jest powiedzenie: dobry trener, tylko punktów nie zdobywa. Głupio byłoby, gdyby przylgnęło do Zandberga.

3. Mateusz Kijowski – bilon

Woła po mediach o datki, bo alimenty zżerają mu wszystkie dochody. Niektórzy mu współczują, ja nie. Ba! Zaczynam nawet podejrzewać, że jego zaangażowanie publiczne było jednak pomysłem (przynajmniej w pewnej części) na uregulowanie spraw materialnych.

Kijowski wyliczył na blogu, że aby godnie przeżyć miesiąc i opłacić zobowiązania, powinien zarabiać 8437 zł brutto. Wydaje mi się, że informatyk w Warszawie może zarobić więcej. Więc o co chodzi?

W sumie to dołujące, że człowiek, który jeszcze rok temu był liderem wielkiego ruchu, mówił o demokracji i niezależnych sądach, skupiał nadzieje tysięcy, dziś płaczliwie wylicza, za ile opłaca mu się pracować, a za ile nie. Był jak 100 dol., a jest jak 10-groszówka. Tak właśnie wygląda rozmienianie się na drobne.

4. Piotr Gliński – piskultura

Wicepremier, minister kultury, lat 63. W roku 2017 żona urodziła mu syna. I na tym chyba koniec jego dokonań.

A poza tym i on, i Mateusz Morawiecki, i Porozumienie Organizacji Kombatanckich z Krakowa (to od wielbienia Kuklińskiego), i „Gazeta Polska”, i jeszcze parę innych szyldów i szyldzików domagają się zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Jako symbolu „sowieckiego panowania”. No i czasów Polski Ludowej w ogóle, bo z nią im się kojarzy.

Słucham tych ich apeli i – przyznam szczerze – jestem rozczarowany. Tym minimalizmem. Hej, burzyciele, co tak słabo?! Jeden Pałac Kultury?! Bo jeśli chodzi o mnie, to Polska Ludowa kojarzy mi się bardziej z warszawskim Ursynowem i blokami mieszkalnymi (200 tys. rocznie budowano), ze szpitalami (np. Centrum Zdrowia Dziecka), z Portem Północnym, z KGHM, z Hutą Katowice i ze szkołami, tysiącem na tysiąclecie. Więc do roboty! Rozbierzcie szpitale, porozwalajcie bloki z tej paskudnej wielkiej płyty, szkoły przeróbcie na plebanie, wyorajcie gierkówkę. O fabrykach nie mówię, bo prawie wszystkie sprzedane. Wtedy Polska będzie bez śladów komunizmu, piękna, katolicka. I wasza.

5. Stanisław Karczewski – anestezjolog

Lekarz chirurg. Marszałek Senatu. Protegowany Marka Suskiego, tego od carycy Katarzyny. Pasują do siebie znakomicie.

Karczewski miał być ludzką twarzą PiS, miał usypiającym głosem tłumaczyć ludziom zamiary Jarosława Kaczyńskiego, tak żeby ich uspokajać. Na zasadzie: odetniemy panu nogę, ale zostanie druga, załatwimy przydział na kule, będzie dobrze, już w 2023 r. jest szansa na protezę, zajmiemy się tym, w sumie będzie lepiej niż wcześniej. Tak mówił, aż w końcu uwierzył, że jest politykiem.

Zaczął więc pouczać – strajkującym lekarzom rezydentom rzekł, że warto pracować dla idei, nie tylko myśleć o pieniądzach. Na dziennikarza „Gazety Wyborczej”, który cytował przekleństwa z Marszu Niepodległości, doniósł policji, bo… przeklinał. A pytany o konsekwencje uruchomienia przez Komisję Europejską art. 7 traktatu odparł, że nic się nie stało, że „jeżeli Polska była w Unii prymusem, to w tej chwili jest liderem”.

Jego ewolucja to kolejny dowód, jak polityka może dewastować umysł. Przerabia człowieka, który jako chirurg musi twardo trzymać się rzeczywistości, w gościa, którego wszyscy pytają o adres dilera.

NADZIEJE

1. Adam Bodnar – ostatni Mohikanin

Rzecznik praw obywatelskich. Przedstawiciel chyba jedynej instytucji, na której PiS nie położyło jeszcze łapy. Ale do tego się przymierza, zabiera mu pieniądze, zbiera jakieś podpisy itd. Bodnar broni się przed tym zręcznie, nie wchodząc w otwarte starcia, klucząc, ale robi i mówi swoje. Pewnie sam zdumiony, w jakich czasach przyszło mu działać.

Każdy miesiąc go buduje. Cóż, resztka europejskiej cywilizacji wśród hordy azjatyckich najeźdźców.

2. Igor Tuleya – sędzia numer 1

Najbardziej znienawidzony przez PiS sędzia. Nie ma wątpliwości, oni te wszystkie zapisy w ustawach, którymi chcą uderzać w sędziów, najpierw skierują na niego. Było to wiadomo już wtedy, kiedy skazał szefa CBA Mariusza Kamińskiego na trzy lata więzienia. Ale Tuleya nie siedzi cicho jak mysz pod miotłą w nadziei, że o nim zapomną. W ostatnim czasie uchylił decyzję prokuratury, która uznała, że nie ma podstaw, by wszczynać postępowanie w sprawie słynnego głosowania w Sali Kolumnowej Sejmu w grudniu 2016 r. Uzasadnienie tej decyzji jest dla posłów PiS miażdżące. I jest w zasadzie uzasadnieniem wyroku. Za składanie fałszywych zeznań, nadużycie władzy i przekroczenie uprawnień.

Pisowcy nie mają więc wyboru – albo uciszą hardego sędziego propagandą, pomówieniami, zaszczują go i ośmieszą, albo on jak Anioł Sprawiedliwości zniszczy ich i po kolei powsadza do więzienia.

Tak oto sędzia Igor Tuleya, może trochę wbrew sobie, wszedł na ring.

3. Paweł Kasprzak – Tryzub, czyli postrach PiS

Lider Obywateli RP. Jeden z niewielu, którego pisowcy się boją, bo potrafi rozwalić im imprezę. Nazwali go Tryzubem, próbują go obśmiać, że nie ma zębów, ale to tylko świadczy o ich bezradności. Bo to on, ten bezzębny, zagnał ich za barierki, za kordony mundurowych. Policja podaje te dane – koszt ochrony miesięcznicy to ok. 760 tys. zł, zabezpiecza ją 2,5 tys. policjantów plus tajniacy, znaczy się, jest ich więcej niż idących za Kaczyńskim z katedry pod Pałac Prezydencki. Pełna histeria władzy.

Oto co znaczy nieposłuszeństwo obywatelskie. Zwłaszcza kiedy jest dobrze zorganizowane.

4. Maciej Stuhr – z inteligenckich czytanek

Łagodny, stonowany, od zawsze pieszczoch mediów, kto by się spodziewał, że będzie zionął ogniem jak smok wawelski? I stanie, klata w klatę, przeciwko prawicowemu kołtunowi. Że będzie go ciął. Raz mocno, innym razem cienką kreską, jak ostatnio Andrzeja Dudę, gdy podpisał ustawy sądowe: „Strażnik konstytucji, ha, ha, ha! Bardzo śmieszne! Lodów bym mu nie dał potrzymać, boby na pewno liznął!”.

Maciej Stuhr ciężko pracuje, odnosi sukcesy, jest gwiazdą. A jednocześnie żyje sprawami publicznymi, choć jeszcze parę lat temu wydawało się, że ludzie jego zawodu już nie będą musieli tak się angażować. Mówi o demokracji, o kulturze („Dziś polityka po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat chce zaplanować, jak ma wyglądać sztuka. Władza myśli, że to się jej uda, choć żadnej władzy nie wyszło. Nawet Stalinowi czy Hitlerowi”), o przyzwoitości w naszych czasach. Świadomie wystawia się na strzał.

Inteligent z inteligenckich czytanek. Ciekawe, jak długo wytrzyma.

5. Paski w TVP Info

Dzieje się historia! Symbolem Polski kaczystowskiej są paski w TVP Info, które przeszły już do języka potocznego. Uczniowie mówią: „Jesteś głupi jak pasek w TVP Info”. Inni cytują je w rubrykach rozrywkowych. A wszyscy zastanawiają się, kto je pisze. Czy jacyś superwyszkoleni agitatorzy, którzy już wyliczyli, jakie treści dany elektorat kupuje, czy przeciwnie – pospolite, partyjne matoły? Innymi słowy, czy to jakaś high-tech, wielopiętrowa, wykalkulowana na zimno propaganda, czy też pszenno-buraczane typy dorwały się do klawiatury i walą?

Więc kto? Szczerze mówiąc, nie wiem, mój faworyt odpada w przedbiegach… Bo stawiałbym na Mariusza Błaszczaka, ale jego w TVP nie ma, on jest w MSW.

Wydanie: 1/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy