Polityczne wzloty, upadki, odkrycia i rozczarowania roku 2018

Polityczne wzloty, upadki, odkrycia i rozczarowania roku 2018

Rok 2018 był zapowiedzią tego, co się zdarzy w roku 2019. W kilku obszarach. Po pierwsze, mieliśmy wybory samorządowe i warto na nie spojrzeć jako na wskazówkę przed wyborami do Parlamentu Europejskiego oraz Sejmu i Senatu, które będą miały miejsce w tym roku.

Po drugie, wydarzenia z minionego roku pokazały ewolucję PiS. O tym pisałem już wielokrotnie i kolejne miesiące tę tezę potwierdzają – szeregi pisowców spełniają marzenia swojego życia, wchodzą w buty Platformy i żyją tak, jak im się wydawało, że platformersi żyli. Wypłacają sobie pensje wzięte z sufitu, zatrudniają rodzinę i znajomych, rozbijają się służbowymi samochodami. Nowa szlachta. Wygląda to karykaturalnie, bo Platforma brała łyżeczką, a oni chochlą, krzycząc przy tym, że im się należy. No, tacy są. Na przedświątecznej konwencji PiS krzyczał na nich Jarosław Kaczyński, że nie są Platformą, że są inni, żeby się wzięli w garść. Wychodzi na to, że dobrze ich diagnozuje.

A tłustym kotom się nie chce… PiS już nie jest tak drapieżne jak rok czy dwa lata wcześniej. Już zaczyna ustępować, wycofywać się z co bardziej denerwujących ludzi pomysłów. Ma dwa ważne powody – kadry chciałyby wreszcie beztrosko sobie pożyć, no i mamy wybory, więc PiS musi jakoś zdobyć przychylność politycznego centrum.

W zeszłym roku przetrenowaliśmy też wielotygodniowy czas bez Jarosława Kaczyńskiego, gdy leczył kolano. I mogliśmy się przekonać, że partia rządząca bez swojego wodza jest jak wyrzucony na plażę wieloryb. Owszem, żyje, budzi respekt wielkością, ale na samodzielne ruchy jej nie stać, wystarczy usiąść obok i cierpliwie czekać, aż zacznie się rozpadać.

Trzeci obszar to opozycja. Rok 2018 był dla niej stracony. Upłynął pod znakiem walki Grzegorza Schetyny o przywództwo zarówno w Platformie, jak i nad całą opozycją. Wyszło to średnio, Koalicja Obywatelska w wyborach samorządowych zyskała 27% poparcia, czyli mniej więcej tyle, ile zbiera sama PO. A Schetyna wciąż jest politykiem, któremu nie ufa rekordowa liczba Polaków. To jak ma prowadzić koalicję do boju?

Rok 2019 zapowiada się więc nerwowo, zwłaszcza że rozstrzygać się będzie bój o kształt kolejnych czterech lat. Kto kogo.

W GÓRĘ

1. Jarosław Kaczyński – cesarz
Głupio wypisywać Jarosławowi Kaczyńskiemu „w górę”, bo niby dlaczego? Od trzech lat jest na samym szczycie, robi, co chce, cóż więc mogło mu przybyć? No ale może jeszcze więcej. Może w Sejmie przemawiać, kiedy chce, poza trybem. Może wycofywać ustawy, nawet tuż przed głosowaniem. Może ściągać posłów z dnia na dzień na dodatkowe sesje, bo przecież nikt nie ma wątpliwości, że marszałek Kuchciński takie rzeczy robi na jego polecenie. Może wymyślać od zdrajców, morderców, podwładni i tak będą zachwyceni przenikliwością wypowiedzi i oburzeni na tych, którzy prezesa zdenerwowali.

Zresztą ludzie PiS, przecież za jego zgodą i zachętą, rozkręcają kampanię kultu jego brata, no i – siłą rzeczy – jego samego. Mamy zalew pomników Lecha Kaczyńskiego, swoją drogą wyjątkowo paskudnych, mamy też kampanię dopisywania braci Kaczyńskich do grona liderów Solidarności, osób w niej najważniejszych. Nawet na wystawie z okazji stulecia niepodległości dołożono ich zdjęcia, bo podobno „domagali się tego zwiedzający”.

To już kwestia czasu, kiedy pojawią się sławiące go filmy, główne ulice przybiorą jego imię i pojawią się tabliczki informujące młodzież, gdzie był, gdzie pił, gdzie spał. A on będzie to oglądał, zaspokajając pychę. Potem wszystko runie z hukiem, jak to w Polsce bywa, a tłum będzie klaskał radośnie.

2. Rafał Trzaskowski – wunderkind
Wygrał w Warszawie w cuglach w pierwszej turze, choć nikt się tego nie spodziewał, nawet on sam. PiS w kampanii atakowało go wściekle, przedstawiając jako nieroba i osobę bez charakteru. Prawica tak już ma, że jeśli ktoś nie krzyczy, nie pomstuje i nie macha rękami, dla niej do rządzenia się nie nadaje.

Cudowne dziecko Platformy, miły i uprzejmy, mówi 10 językami, chwali się znajomością z Bronisławem Geremkiem i miłością do Unii Europejskiej. Jak to się ma do rządzenia wielkim miastem, z budżetem 18 mld zł, tego nie wie nikt, ale wkrótce się przekonamy.

Za mniej więcej rok będzie wiadomo, jak Rafał Trzaskowski sprawdza się w roli prezydenta Warszawy, czy sprawy idą do przodu, czy buksują. A jeszcze później dowiemy się, czy Warszawa zaspokaja jego ambicje, czy też są one większe. Autostrada stoi otworem. Pytanie, czy kierowca chce i potrafi nią jechać.

3. Władysław Kosiniak-Kamysz – zmiana miejsc
PiS mocno go w wyborach poraniło, ale przecież nie rzuciło na kolana. Co prawda, w wyborach samorządowych stracił Lubelszczyznę i Świętokrzyskie, ale Mazowsze obronił. Dobre i to.

To była zresztą dramatyczna gra, radnemu PSL Leszkowi Przybytniakowi, sadownikowi spod Grójca, PiS proponowało stanowisko wiceministra rolnictwa, jeździli do niego w tej sprawie Stanisław Karczewski i Jacek Sasin. Innemu radnemu proponowano stanowiska w spółce skarbu państwa. Licytowano wysoko.

Ostatecznie PSL i sam Kosiniak-Kamysz wyszli z tego obronną ręką. On zaś rok zakończył w taki sposób, że gazety właśnie o nim piszą, że powinien być liderem opozycji i jej kandydatem na premiera, zamiast Grzegorza Schetyny. Bo tak mówią Polacy, tak wskazują sondaże – 23:10. Faktycznie, gdyby ktoś spytał osobę spoza Polski, kto po wyglądzie i zachowaniu bardziej pasuje do partii mieszczańskiej, a kto do chłopskiej, byłoby wesoło.

4. Jerzy Owsiak – człowiek Orkiestra
Jego Orkiestra grała już 26 razy, teraz zagra po raz 27. I ciekaw jestem, czy pokaże to telewizja Kurskiego.

Jeśli chodzi o mnie, wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego Orkiestra wzbudza taką nienawiść na polskiej prawicy i w polskim Kościele. Oni dostają szału na jego widok, oskarżają go o niestworzone rzeczy. Boli ich, że raz w roku rządzi na ulicach miast. O co chodzi? O pieniądze, które zbiera, a oni nie potrafią? O to, że ludzie mu ufają? O zwykłą zawiść? Nie wiem.

Ta zazdrość jest obrzydliwa i nieskuteczna. Obrzydliwa, bo jak może przeszkadzać sprzęt medyczny, który Orkiestra kupuje szpitalom? Nieskuteczna – bo im bardziej pisowcy i prawica go hejtują, tym więcej zbiera, tym bardziej rośnie. W roku 2015, ostatnim rządów PO-PSL, zebrał 53 mln zł, a w roku 2018 – 126 mln zł. Ma PiS wpływ na Polaków.

5. Tadeusz Rydzyk – numer 2
Po Kaczyńskim jest w obozie władzy człowiekiem numer 2, któremu na dodatek prezes nic nie może zrobić. Udzielne księstwo, sprzymierzone, ale inne. Rydzyk jest świadom tej siły i egzekwuje to, co mu się należy. Przy każdej okazji domaga się pieniędzy, a ministrowie, prezesi spółek itd. pokornie uruchamiają przelewy. Na wyścigi. Ile już przelali? Różne są wyliczenia, każde imponujące. Ma państwo polskie gest.

Za to Tadeusz Rydzyk organizuje władzy uroczystości. Premierowi, ministrom. Tak zwane urodziny Radia Maryja. A oni pędzą na nie i pląsają przed nim, z Morawieckim na czele, trzymając się za ręce, śpiewając „Abba, Ojcze”. Nie sądzę, by robili tak z głębokiej wiary w Pana Boga ani nawet z politycznej rachuby. To raczej dowód braku refleksji, poczucia estetyki, no i naturalny w tym obozie odruch lizusostwa.

W DÓŁ

1. Antoni Macierewicz – ścigany
Jarosław Kaczyński zamknął go do szafy pancernej i głęboko schował od niej klucz. Zrobił taki psikus opozycji, która teraz nie ma kim straszyć. Bo pamięć Polaków to dwa miesiące albo wieczność.

Oczywiście Kaczyński pewnie drży, że Antoni z tej szafy mu wyskoczy, ale to i tak jest mniejsze ryzyko niż puszczenie go w czasie kampanii samopas. Tym bardziej że Macierewicz jest mocno poobijany. Ściga go Tomasz Piątek dwiema książkami i pyta, czy był agentem SB. Szydzą z niego media, pytając, co z uzbrojeniem polskiej armii i z katastrofą smoleńską. Nawet najwięksi fani PiS przyznają, że lepiej bez Antoniego niż z Antonim.

Patrzę na jego dogasającą karierę i nie mogę się opędzić od myśli, w jaki sposób ten mitoman, co widać na kilometr, mógł rozwalić wywiad, armię, a potem się otrzepać i jakby nigdy nic opowiadać nowe bzdury.

2. Marek Kuchciński – uniżony sługa prezesa
Marszałek Sejmu to w III RP przez lata była funkcja kluczowa; wyrósł na niej niejeden polityk. A tu przyszedł Kuchciński i zeszło powietrze. Dziś marszałek Sejmu jest podrzędnym urzędnikiem w państwie PiS. Można rzec, że Polska wstała z kolan, ale Marek Kuchciński na kolana padł. A i Sejm stracił na powadze, nic ważnego tam się już nie dzieje, pisowcy przegłosowują, co chcą, a opozycja ma 30 sekund na zadanie pytania.

Co ciekawe, im mniej Sejm w Polsce znaczy, tym bardziej Kuchciński go uposaża. Dziś jest chroniony jak twierdza, szlabany, kontrole, straż marszałkowska ma dodatkowe uprawnienia, nowe, galowe mundury, dostała też szable, 15 sztuk za 70 tys. zł. Widzę tu ewolucję w kierunku państw Trzeciego Świata, tych różnych dzikich dyktatur. Im która słabsza i brutalniejsza wobec swoich, tym bardziej starała się wyróżnić kolorem mundurów i rozbudowanym ceremoniałem. I proszę, Kuchciński w tę stronę zmierza.

3. Adam Glapiński – człowiek z gestem
Ten to się bawi! Prezes NBP, prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego od spraw biznesowych, jest jak szef klubu Tęcza.

Swojemu uczniowi Markowi Ch. załatwił posadę szefa KNF. Żonie Marka Ch. z kolei dał w NBP pracę dyrektorki departamentu. Jej zastępczynią zrobił byłą żonę Mariusza Kamińskiego, ministra koordynatora służb specjalnych. A jego syna Kacpra wysłał do Waszyngtonu, do Banku Światowego, z pensją 500-600 tys. zł rocznie.

A żeby było weselej, ma dwie blondyneczki, które nie odstępują go na krok i podobno trzęsą NBP. To dyrektorka Gabinetu Prezesa NBP Kamila Sukiennik i dyrektorka Departamentu Komunikacji i Promocji Martyna Wojciechowska. Nie skąpi im złotówek, bo obie dorabiają w radach nadzorczych. A oprócz tego pobierają pensje – Wojciechowska 65 tys. zł miesięcznie.

Tak oto lis urzęduje w kurniku. Jest bogato, wesoło i w swoim towarzystwie.

4. Marek Ch. – czyli szumidło
Kto by pomyślał, że losy, no, może nie kraju, ale na pewno paru instytucji zmieniła źle działająca zagłuszarka. I że dzięki temu Leszek Czarnecki mógł nagrać rozmowę z szefem KNF. Bo gdyby nie nagrał – nie byłoby sprawy. O tej rozmowie już pisaliśmy, podczas niej została złożona Czarneckiemu propozycja nie do odrzucenia – albo za 40 mln zł zatrudni wskazanego prawnika, albo państwo zabierze mu bank i da komuś innemu, dokładając do tego 2 mld zł. Ostra pogrywka. I teraz pytanie – jak często władza tak pogrywała? Z iloma biznesmenami? Z iloma się udało? I jakiemu bankowi chciała podarować Getin Bank, dorzucając 2 mld zł?

Na razie wszystko w rękach Marka Ch. (on sam wszystkiemu zaprzecza) i śledczych.

Tak oto za sprawą szumidła poznaliśmy metody działania władzy, jej mentalność. I mogliśmy się przekonać, w jakim kraju żyjemy. Mocne? Nie dla wszystkich. Wiceminister Jadwiga Emilewicz, pytana w mediach o tę sprawę, stwierdziła, że to żadna afera, tylko wypadek przy pracy. No faktycznie, wypadek – maszyna źle zadziałała.

5. Patryk Jaki – dres
Miał zdobyć Warszawę, ale się nie udało. Jaki się dziwi i szuka powodów tej klęski. Proponuję, żeby spojrzał w lustro, posłuchał swoich występów, opowieści o liniach metra, XIX dzielnicy itp. Może zrozumie, dlaczego ludzie nie chcieli tego bełkotu.

Polska prawica za jeden z filarów swojej politycznej tożsamości uznała niechęć do imigrantów, elegancko tłumacząc to różnicami kulturowymi. Że ktoś jest obcy, nie pasuje do mieszkańców i nigdy się nie zintegruje. Że miejscowi nie chcieliby obok niego mieszkać. Co tu rozwijać, ta dość wątpliwa teza o różnicach kulturowych akurat w przypadku Warszawy i Jakiego wiele tłumaczy.

NA ZERO

1. Zbigniew Ziobro – delfin czy pirania?
Zerem to on nie jest. Od roku słyszę, że Zbigniewa Ziobry mają dość i Jarosław Kaczyński, i Mateusz Morawiecki, i Andrzej Duda, a on trwa i trwa… I jest coraz mocniejszy.

Ziobro zbudował się na dwóch elementach. Po pierwsze, jest mocny w prokuraturze. A im więcej spraw tam trafia, tym więcej od niego zależy. Banał? Śledztwo w sprawie KNF może uderzyć w Adama Glapińskiego i w całe PiS, ale może pójść bokiem. A śledztwa w sprawie reprywatyzacji warszawskiej? Jest ich 155. Sam Jakub R., który od końca stycznia 2017 r. przebywa w areszcie, może uderzyć zarówno w Platformę, jak i w Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, osoby ważne w PiS. Ziobro jest więc szeryfem i ma broń, z której może strzelić albo nie.

Po drugie, jest mocny na prawicy PiS, ma otwartą drogę do o. Rydzyka, więc spacyfikować tak łatwo się nie da. I Kaczyński ma z tym zgryz. A będzie miał większy, bo przecież ambicje Zbigniewa Z. sięgają przywództwa na prawicy, a ci prokuratorzy czy różni narodowcy to narzędzia, których używa. I których nie zawaha się uruchomić, gdy uzna, że nadeszła pora.

W tym wyścigu po schedę po Kaczyńskim, który przecież trwa, bierze udział przynajmniej kilku zawodników. W roku 2018 Ziobro był najskuteczniejszy.

2. Jarosław Gowin – korekta kursu
Lisek chytrusek. Cichutko, bez rozgłosu swoje robi. Już się z niego nabijano, że ta jego partia w całości zmieści się w jego ministerialnym gabinecie, już wieszczono, że odpływa w niebyt. A tu, proszę, obronił się, nagle wyrósł na sztandar zwrotu PiS ku centrum. I nieważne, czy ten zwrot jest, czy go nie ma, Gowin go firmuje.

„Ludzie nie chcą konfliktów i gwałtownych zmian. Nie chcą rewolucji politycznych ani obyczajowych. Oczekują natomiast od całej klasy politycznej, że pozwoli im spokojnie cieszyć się owocami szybkiego wzrostu gospodarczego, tworząc przewidywalne reguły prawne. Nawet wśród wyborców PiS coraz większą wagę przypisuje się kwestii praworządności”, tłumaczy. I nawołuje do „racjonalnej korekty kursu”.

PiS w rok wyborczy wkroczyło jako formacja rozedrgana i skłócona – bo wszyscy walczą o miejsca na listach wyborczych, o pieniądze na kampanię itd., a tu nic nie wiadomo. Jarosław Kaczyński jak sfinks milczy i czeka. W takiej atmosferze rośnie pozycja tych spokojnych, którzy nie tracą zimnej krwi. Można więc powiedzieć, że czas sprzyja Gowinowi.

3. Joachim Brudziński – ciamajda roku
Kaczyński zrobił go ministrem od policji, więc poczuł wiatr historii. Ach, jak się napinał, jaki to twardziel, i chwalił, czego to nie może! Policjanci poprosili go zatem o podwyżkę. Fora! Brudziński nie chciał nawet z nimi rozmawiać! Skoro tak, to przed 11 Listopada poszli na L4. I rzucili Joachima na kolana. Już wiadomo, kto komu robi łaskę.

A teraz, jako wspomnienie roku 2018, Brudziński zamieścił zdjęcia z Jarosławem Kaczyńskim, z którym spędzał wakacje (a nie lepiej z rodziną?). Na policjantach wrażenie robi to średnie, ale w PiS – ho, ho… Można te zdjęcia obejrzeć, Kaczyński patrzy spode łba na tle jakichś zachwyconych wujków, z Brudzińskim na czele.

To marnie, że takie zdjęcia dziś wystarczają za dowód siły i wpływów.

4. Mariusz Błaszczak – melduję posłusznie!
Prezes rzucił go ze spraw wewnętrznych na obronę narodową. Żeby wyczyścił ministerstwo z Macierewicza i jego ludzi. No i żeby kupił jakieś uzbrojenie.

Z wymianą ludzi poszło szybko, z zakupami gorzej. Zdesperowany Błaszczak był już gotów kupować australijskie fregaty (30-letnie – prawie nówka), ale w ostatniej chwili zablokował go premier Morawiecki, skąpiąc grosza na obronę narodu.

Błaszczak chwycił się więc czego innego – MON ufundowało Polakom 100 ławek niepodległości, za 4 mln zł. Żeby usiedli i poczuli się dobrze. Bo co to za różnica: fregata, czołg, ławeczka… I tak na końcu chodzi o samopoczucie narodu. Wyjaśnił to zresztą Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”: „4 mln zł wydane na ławeczki rozliczymy jako wydatki na obronność i pochwali nas Donald Trump, że polskie ministerstwo obrony wydaje więcej niż inni członkowie NATO. Ławeczki mają też głęboką sferę symboliczną: mogą stać się świetną metaforą rządów PiS. To połączenie patriotycznego wzmożenia, rocznicowego nabzdyczenia ze zwykłą tandetą, brakiem kompetencji i dobrego gustu oraz wydawania milionów z państwowej kasy zupełnie bez sensu przecież idealnie pasuje do dobrej zmiany. I jest świetnym podsumowaniem ostatnich trzech lat”.

5. Marek Suski – dobry wojak
Przypomina mi Szwejka, nie tylko z urody, ale i z pogodnego usposobienia i nienachalnej inteligencji. Może dzięki temu prezes Kaczyński powierza mu odpowiedzialne zadania, bo wie, że ze strony Suskiego żadne knowania czy skomplikowane gry go nie czekają.

W obecnym rozdaniu Suski jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, czyli patrzy Mateuszowi Morawieckiemu na ręce. Takie oczy i uszy prezesa. Roch Kowalski XXI w.

Nie dziwmy się więc, że Marek Suski dorobił się rekordowej liczby memów i anegdot. Ja najbardziej lubię tę: Leży Marek Suski z Beatą Mazurek na plaży. W pewnym momencie Beata Mazurek go pyta:

– Marek, a co jest dalej: słońce czy Radom?

Na to Marek Suski odpowiada:

– Beata, widzisz słońce?

– Widzę.

– A widzisz Radom?

– Nie.

– No właśnie.

NADZIEJE

1. Robert Biedroń – szczupak
Wyskoczył gdzieś z boku, dość niespodziewanie, i robi furorę. Na jego spotkania przychodzą setki sympatyków; ani Schetyna, ani Morawiecki tyle nie ściągną, choćby popękali. Biedroń ma umiejętność prowadzenia tych spotkań, rozmowy, nikogo nie udaje, jest konsekwentnie lewicowy. I już odebrał PiS monopol na kontakty ze zwykłymi ludźmi, a Platformie monopol na Europę, nowoczesność i postęp.

Pytanie nasuwa się więc samo – co z tego będzie? Wystrzał z kapiszona? Palikot bis? Nowa lewica? A może coś większego?

I następne pytania: czy Biedroń wytrzyma tempo, które sobie narzucił? I czy przetrwa ataki, bo nie ma wątpliwości, że za chwilę rzuci się na niego cały polityczny establishment. Z drugiej strony lepiej, jak się rzuci, niż gdyby przemilczał.

Na razie to najciekawsza inicjatywa polityczna ostatnich miesięcy. Spoza establishmentu, tych zasiedziałych od kilkudziesięciu lat polityków, przyzwyczajonych do magla PO-PiS. Szczupak w stawie z tłustymi karpiami. Da im radę?

2. Wojciech Smarzowski – nasze lustro
Gdy nakręcił „Wołyń”, polska prawica chwaliła go bez umiaru i mało brakowało, by zaczęła wołać, że wieszcz itd. Gdy nakręcił „Kler”, ci sami ludzie plują mu pod nogi i pytają, kto na takie bluźnierstwa dał mu pieniądze. Ludzie mu dali. „Kler” obejrzało rekordowe ponad 5 mln widzów, kolejne miliony obejrzą film na DVD i w telewizji. Tego już się nie zatrzyma. Może abp Gądecki wołać, że „Kler” to współczesna odmiana „Żyda Süssa” – krzywdy Smarzowskiemu nie zrobi. I to on jest śmieszny.

Smarzowski jest rzadkim w dzisiejszym kinie przypadkiem twórcy, który chce kręcić nie dla pieniędzy (choć „Kler” miliony zarobił), ale to, na co ma ochotę i co uważa za ważne. Ze świetną obsadą. A jak dowodzi sukces jego filmów, potrafi te polskie bóle wyciągnąć na światło dzienne i sugestywnie pokazać. Jak w lustrze. Dlatego tak boli.

3. Donald Tusk – pięć lat minęło
Słaba to nadzieja, ale trzeba ją opisać. Niby go nie ma, a jest. To puści jakiś komentarz, to przyjedzie na przesłuchanie przed sejmową komisją i już o nim bębnią, ku złości Kaczyńskiego i rozpaczy Schetyny.

Wyraźnie szykuje sobie powrót. Że na białym koniu itd. Donaldzie! Nic z tego nie będzie! Pięć lat minęło, tęsknią za tobą jakieś grupy działaczy PO, jakieś grupy dziennikarzy, tłumy to nie są. Lepiej pamiętane są ośmiorniczki i opowieści o ciepłej wodzie w kranie, które maskowały nicnierobienie.

A ty również odwykłeś od nadwiślańskich zwyczajów; po Brukseli, spotkaniach z Macronem i Angelą Merkel wyjazdy do Grudziądza, Mielca czy Wałbrzycha będą dla ciebie koszmarem. Z jednej strony, gromady pieczeniarzy myślących, jak się podczepić, z drugiej – hejterzy wychowani przez PiS. Wchodzisz w to? Naprawdę?

4. Joanna Scheuring-Wielgus – twarda sztuka
Ze sporego klubu Nowoczesnej, który wszedł w roku 2015 do Sejmu, jedna z niewielu osób wartych uwagi. Twarda sztuka. Nie bała się kard. Nycza, który przyszedł na wigilię parlamentarzystów, i skradła mu show. Wręczyła mu kopertę. Z zaproszeniem. „Zaprosiłam kardynała na 7 stycznia, gdy w Sejmie będziemy przedstawiać zaktualizowaną mapę pedofilii w polskim Kościele”, napisała.

Teraz z kolei zagrzmiała, gdy rząd zgłosił projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. W tym projekcie pisano, że jednorazowe pobicie to nie przemoc. Trudno tę głupotę komentować – bo czy jednorazowy gwałt to gwałt? A jednorazowa kradzież – to kradzież? Scheuring-Wielgus zapytała więc szefa rządu: „To Pan @MorawieckiM nie wiedział, że taki gniot (zresztą nie pierwszy) wychodzi z Pana Rządu? Pan jest dzbanem czy premierem RP? Powiedzieć wstyd to mało”.

Ma zatem odwagę i refleks, co w dzisiejszych czasach w polityce jest dość rzadkie. Ale to tyle chwalenia – bo przecież zdziwienie ogarnia, że trwa u boku Ryszarda Petru, aktualnie w jego partii Teraz! Znaczy, jest sentymentalna. Czyli bardziej działacz niż polityk.

5. Krzysztof Brejza – pogromca wampirów
Lubię go, bo w tym ośmieszonym i spacyfikowanym Sejmie jest jednym z niewielu, którzy coś pożytecznego robią.

Za to w PiS nienawidzą go szczerze, bo wyciąga na światło dzienne rzeczy, które pisowcy chcieliby przed Polakami ukryć. Takie jak „drugie pensje” członków rządu za lata 2016-2017. 115 tys. zł – Mariusz Błaszczak, 105 tys. zł – Anna Zalewska, 98 tys. zł – Mateusz Morawiecki itd. I jeszcze ich zmusił, żeby te pieniądze oddali.

To także Brejza ujawnił wydatki Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na reklamy w pisowskich mediach, setki tysięcy złotych, które tam popłynęły. Szpera w ministerstwach, w Kancelarii Sejmu, w KPRM i jest w tym skuteczny. Jedyny poseł PO w dziewięcioosobowej komisji ds. Amber Gold (PiS ma pięcioro), a i tak głośniej o jego odkryciach niż Małgorzaty Wassermann.

Wiadomo, do Rokity z czasów komisji Rywina jeszcze mu daleko, ale swoją pozycję już ma. Jako pogromca wampirów, tych, co doją III RP.

ROZCZAROWANIA

1. Mateusz Morawiecki – bankster
Wszystko, co najgorsze, w jednym. Nie dość, że pisowiec, to jeszcze bankster, który sprzedawał naiwnym kredyty we frankach. Dla ludu ma miskę ryżu, dla swoich ciepłe posady i kasę. A jak wołał na nagraniach u Sowy, gdy usłyszał, że Aleksander Grad chce pieniędzy? „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś…”. Hojny, bo nie płaci ze swoich.

Z obowiązku zawodowego słucham Morawieckiego, różnych jego wystąpień i wywiadów, i zachodzę w głowę, po pierwsze, dlaczego tak często mija się z prawdą. Nie potrafi zorganizować sobie ekipy, która dostarczyłaby mu informacji? Czy po prostu traktuje wyborców jak kretynów, którym wszystko można wcisnąć?

Po drugie, zastanawiam się, kto i za co płacił mu te miliony, gdy był w banku. I przestaję się dziwić, że sektor bankowy co parę lat generuje kryzysy.

Mamy więc człowieka z rozdętym ego, który chce tańczyć i śpiewać – być premierem, szefem kampanii wyborczej, szefem partii rządzącej, wielkim autorytetem i co tam jeszcze. Łapie trzy sroki za ogon, więc za rok wróżę mu klapę i bezrobocie.

2. Grzegorz Schetyna – gracz
Wszystkich chce ograć. I wszyscy to wiedzą. I on ich ogrywa. Pięknie to świadczy o jakości polskiej polityki, zwłaszcza opozycji.

Przypadek Grzegorza Schetyny powinien być analizowany i przedstawiany w szkołach dla mało zdolnej młodzieży – jak człowiek bez charyzmy, bez wdzięku może w polityce robić karierę i owijać sobie ludzi wokół palca.

I to wszystko by działało, gdyby nie jeden drobny fakt – wyborcy tego nie kupują. Platforma stoi w sondażach, 27% i wyżej sufit, mimo że ma niemal wszystko: pieniądze, struktury, plus worek zaprzyjaźnionych mediów. Coś więc ją hamuje, jakaś kotwica. Sam jestem ciekaw, czy oni, tam, u Schetyny, dojdą w roku 2019, co ich dołuje.

3. Andrzej Duda – turysta w świecie polityki
Mamy prezydenta, dla którego Unia Europejska to „wyimaginowana wspólnota”, sędziowie – relikt komuny, a ulubiony strój – koszulka firmy Red is Bad. Oto prezydent wyklęty.

Siedem razy podpisywał kolejne ustawy o Sądzie Najwyższym i zawsze był tym zachwycony. Choć każda następna poprawiała poprzednią. No to już wiemy, jaki jest poziom samodzielności Andrzeja Dudy. I wiedzy (prawniczej!) przy okazji. Adrian jak żywy.

Wypominają też Dudzie, że gdy pojechał do USA, do Trumpa, podpisywał ważną umowę na stojąco, podczas gdy prezydent USA siedział. Rzeczywiście wyglądał głupawo, z miną internetowego Janusza, ale ja bym się go tak nie czepiał. W końcu był w Białym Domu, zrobił sobie zdjęcie z prezydentem USA, nie każdy to może. Jak na turystę, który zabłądził w świecie polityki, i tak zachowuje się w normie.

4. Barbara Nowacka – paprotka
Poszła na służbę do Schetyny. Zajmuje się zaganianiem lewicowych wyborców do platformerskiej zagrody. Za obietnicę dobrego miejsca na listach wyborczych, bo przecież nie za to, że Platforma zajmie się prawami kobiet. Co zresztą Schetyna jej dokładnie przypomniał. To w języku PO nazywa się koalicją.

Jej przypadek jest smutny, bo jeszcze niedawno mówiono, że to kandydatka lewicy na premiera i liderka ruchów kobiecych. Słuchano jej z uwagą. A tu taki upadek… Tak oto na własne oczy możemy się przekonać, czym jest polityka i jak cieniutka jest granica między gwiazdą a paprotką.

5. Kamila Gasiuk-Pihowicz – femme fatale
Polubiła politykę, szkoda, że w jej brudnym wydaniu. W roku 2017 pięknie krzyczała w obronie sądów, wzbudzając entuzjazm demonstrantów. Wtedy pisowcy zgrzytali zębami i nazwali ją myszką agresorką.

Ale potem prowadziła już inne boje. Najpierw, razem z Katarzyną Lubnauer, obaliła Ryszarda Petru. Teraz o mały włos obaliłaby nie tylko Katarzynę Lubnauer, ale w ogóle całą Nowoczesną, gdy z grupą posłów przeszła do klubu PO. Najpierw była myszką agresorką, a teraz jest femme fatale.

Nie wróżę już pani Gasiuk-Pihowicz wielkich politycznych sukcesów. I zdaje się, że sama o nie już nie zabiega, kapitalizuje to, co osiągnęła, czyli zadowoli się dobrym miejscem na liście wyborczej – i tyle.

Tak to jest, gdy ktoś traktuje politykę jak dobry start-up.

Fot. Jacek Domiński/REPORTER

Wydanie: 2/2019

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy