Polska jako pole minowe

Polska jako pole minowe

Nie rzucam się, jak tonący ku brzytwie, na każdy nowy wynik sondaży opinii publicznej, który pozwala widzieć koniec rządów obecnej pisowskiej formacji. Daje się zauważyć tendencja słabnącego poparcia, wielu komentujących zachłystuje się pozorem, cieniem szansy na to, że już widać na horyzoncie zarys lądu – bez PiS u steru władzy. Wahania opinii są naturalne, ale niejednoznaczne. Poparcie polityczne nie trwa wiecznie, zmęczenie konkretną partią zawsze nadchodzi, drobne pęknięcie do osłabiania monolitu władzy dokładają takie zjawiska jak zauważalna gołym okiem drożyzna, inflacja oraz kolejne afery w obozie rządzącym (bardziej nawet one niż blamaż polityki zagranicznej, przemoc na granicy, demontaż sądownictwa, ręczne sterowanie prokuraturą, ustawodawstwo stanu wyjątkowego). Polityka machania czerwoną płachtą ograniczania praw kobiet może być dla tej władzy kroplą przepełniającą czarę niechęci i przeważyć szalę dotychczasowego poparcia.

Zaczyna być obserwowany chaos decyzji (przy braku spójnej wizji oferty politycznej na przyszłość), opisywane, niemożliwe do ukrycia napięcia wewnętrzne w samym obozie władzy też nie pracują na jego korzyść. Postać groźnego, nieomylnego i sprawczego wodza zaczyna się chwiać i jest podawana w wątpliwość. To jeszcze nie ten moment, kiedy padnie baśniowe „król jest nagi”, ale już słabości intelektualne i fizjologiczne Jarosława Kaczyńskiego nie dają się skryć za propagandowym przekazem o geniuszu skuteczności, wcieleniu Marszałka itd. I nie chodzi tu o małostkowe złośliwostki o braku prawa jazdy jako legitymacji do prawdziwego rządzenia (w tym sensie symbolicznie ważne i mocne jest odebranie tego dokumentu przywódcy opozycji), dwóch różnych butach na nogach czy ogólnej niesamodzielności życiowej Kaczyńskiego. Wciąż radosne okrzyki opozycji: „Mają z kim przegrać!” są raczej pompowaniem sztucznego optymizmu, który nie bierze się z wykonanej przez nią pracy – bo jej po prostu przez te sześć lat nie wykonała. Sama wizja zjednoczonej pod skrzydłami Tuska i Platformy opozycji pokonującej PiS nie jest dla wystarczającej większości Polaków i Polek porywająca, nie jest dostateczną motywacją.

A tymczasem PiS, czujnie zauważając nadchodzące zagrożenie, wykonuje dziesiątki poczynań, działań i mianowań, żeby zaminować po sobie teren. Tak widzę dzisiejszą taktykę Zjednoczonej Prawicy: Polska jako wielkie pole minowe, na które trudno będzie wkroczyć, po którym nie sposób poruszać się szybko i sprawnie. PiS do perfekcji opanowało sztukę przejmowania rządów w wielkich państwowych firmach, o instytucjach władzy – tych symbolicznych (stadnina w Janowie) i tych ważnych, pierwszoplanowych instytucjach kultury, pamięci – nie wspominając. Nie ma w tej kwestii żadnych skrupułów ani wątpliwości; wręcz przeciwnie, do im większych spazmów wściekłości może doprowadzić kolejnymi nominacjami „dawne elity”, tym bardziej jest z siebie zadowolone.

To nie są zmiany akcentów, kosmetyka kadrowa – to jest HR robiony siekierą, walnięcie obuchem w całe środowiska, na których wsparcie PiS nigdy liczyć nie mogło i żadną miarą nie będzie mogło liczyć w przyszłości. Patrząc na personalia, są tam takie osoby jak minister kultury Gliński, odszczepieniec swojego środowiska, który, napędzany paliwem niedocenienia w przeszłości i narcystycznego niespełnienia, z niemal sadystyczną antyśrodowiskową przyjemnością wsadza kolejnych ludzi „bez właściwości” (oprócz mierny, ale wierny) na kierownicze stanowiska w prestiżowych instytucjach. To los ważnych instytucji kultury, muzeów, centrów dystrybucji publicznych pieniędzy, mediów przejmowanych przez władze.

To w końcu styl zarządzania nauką i edukacją. Minister Czarnek ogłosił właśnie nowe regulacje i punktację pism uznanych za naukowe. Z jednej strony, mamy światowy fenomen ważności i uznania takich dziedzin „nauki” jak teologia i prawo kanoniczne oraz pisma środowisk katolickich. Z drugiej, podwyższono wskaźniki rankingowe także wielu ważnym pismom. Trudniej będzie protestować. Trudniej będzie rozminowywać te niepoliczone, zawłaszczone przestrzenie.

Ten proces tworzenia pól minowych to jednak operacja defensywna. Ale jak szybko nadejdzie czas kompetentnych politycznych saperów? Sam nie nadejdzie.

Nietrudno zresztą zauważyć, że w kwestii budowania kadrowego wsparcia, które zagwarantuje choćby minimalną, ale stabilną większość w Sejmie, PiS jest mistrzem i nie boi się żadnego ryzykownego ruchu personalnego. Inaczej nie da się wytłumaczyć kariery takich person jak niejaki Mejza. Miał kiedyś bonmotować Kaczyński, że do sprzątania nadaje się także brudna szmata. Ale kiedy polityka sprzątania uprawiana jest wyłącznie brudnymi szmatami, nie da się ukryć jej smrodu, smug i wtórnie nanoszonego brudu. Ale tym wódz jakby się nie martwi. A opozycja nie jest zdolna przyjść karnie na kolejne głosowanie i dzięki temu mamy na lata następny przyczółek o sile rażenia min przeciwczołgowych: Polski Instytut Rodziny i Demografii skrajnie konserwatywnego posła Bartłomieja Wróblewskiego. Mój osobisty wskaźnik zwątpienia niestety rośnie.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 50/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy