Premier na hiperboli

Premier na hiperboli

To, że dla świata nadchodzą gorsze czasy, widzimy coraz wyraźniej. Ale kto wie, czy znaleźliśmy się na wąskiej ścieżce prowadzącej do głębokiego kryzysu? W momentach, gdy historia z wielu powodów przyśpiesza, wiele zależy od jakości przywództwa. I tu mamy pecha, bo nasz los zależy od marnej jakości polityków. Takich, którzy zaczęli dominować we współczesnym świecie. Nie stało się to nagle. Od kilkudziesięciu lat obserwujemy, że słabych polityków zastępują jeszcze słabsi. Mamy zatem przypadkowych ludzi bez większych kompetencji, którzy stają przed bardzo trudnymi zadaniami. Oczekiwanie, że potrafią im sprostać, jest samooszukiwaniem się bądź wiarą w cuda.

Tak jest na świecie. A w Polsce jeszcze gorzej. Skala globalnych problemów jest nie do ogarnięcia przez niegotowe do tego głowy. Mamy więc duży kłopot. Coraz więcej problemów i coraz mniej profesjonalnych liderów.

Świat ma problemy globalne. A my mamy problemy sami ze sobą. Kto by pomyślał, że wiecznie przestraszony premier Morawiecki, który jest tak wrażliwy na każdy grymas prezesa, to w głębi serca bojownik gotowy na III wojnę światową. Wojnę, którą jego zdaniem wywoła Unia Europejska, jeśli nie wypłaci Polsce przyznanych nam funduszy.

Gdyby takie słowa padły z ust jakiegoś zwykłego obywatela, uznano by go za przypadek medyczny. A przed hospitalizacją mogłaby go uratować tylko dramatyczna zapaść służby zdrowia. Szczególnie zaś brak kadr w psychiatrii. A premier? Do tłumaczenia wygłaszanych nonsensów wysłał urzędników państwowych, którzy bredzili o jakiejś hiperboli i metaforze.

Mało kto tego słuchał, bo przy oficjalnie ogłaszanej siedmioprocentowej inflacji, choć odczucia kupujących wskazują na dużo wyższą, ludzie mają co innego w głowie. Przede wszystkim to, jak pogodzić galopujące ceny z płacami czy emeryturami.

Kto ma zatrzymać tę spiralę? Ludzie, którzy zakładają kadłubowe partyjki, byle tylko dopchać się do władzy i skubnąć kawałek tortu? Jeszcze jedna rekonstrukcja i jeszcze bardziej rozdęty kadrowo rząd. Nazw ministerstw już nikt nie potrafi wymienić. A wiceministrów mamy tylu, ilu parlamentarzystów chętnych do popierania dojnej zmiany. Korupcję polityczną możemy obserwować w mediach, bo prezes Kaczyński pokazuje swoje zdobycze na specjalnych konferencjach prasowych. I jeśli coś jeszcze w tym korowodzie dojenia Rzeczypospolitej robi wrażenie, to wyłącznie to, że tysiące kompromitujących faktów nie robią żadnego wrażenia na prawie połowie Polaków. Może nasi Czytelnicy wiedzą, dlaczego tak jest?

Wydanie: 45/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy