Złoto Narodowego Banku Polskiego

Złoto Narodowego Banku Polskiego

Jak bank centralny stabilizuje polską gospodarkę

Gdy 24 lutego br. rosyjskie czołgi i transportery opancerzone przekroczyły ukraińską granicę, świat zmienił się nieodwracalnie. Dziś uwaga mieszkańców Europy i Stanów Zjednoczonych skupiona jest na wiadomościach z bombardowanego Kijowa, lecz wkrótce wojna zajrzy do naszych portfeli i garnków. A tematem debat polityków stanie się sytuacja gospodarcza ich krajów, bo przyjęte w ostatnich dniach sankcje wobec Rosji uderzą także w tych, którzy je ogłosili. Dowiemy się wówczas, kto był dobrze przygotowany na starcie z Kremlem, a kto nie.

Wiele wskazuje, że polska gospodarka zniesie tę konfrontację lepiej niż sąsiednie kraje. Rzecz nie tylko w posiadanych zasobach węgla kamiennego i złożach gazu ziemnego, które w połączeniu z dostawami z krajów Zatoki Perskiej oraz Stanów Zjednoczonych pozwolą nam przetrwać nawet pełną blokadę dostaw z Rosji.

Choć brzmi to zaskakująco – sytuacja ekonomiczna Polski jest o wiele lepsza, niż sądziliśmy. W ostatnich dniach GUS opublikował wstępne dane o wzroście PKB w IV kwartale 2021 r., który sięgnął 7,3% w stosunku do ostatniego kwartału 2020 r. Mało który kraj na świecie może się pochwalić podobnym wskaźnikiem. Ostatni raz równie szybko polska gospodarka rozwijała się w latach 1995 i 1997, gdy ministrem finansów był Grzegorz Kołodko, oraz w roku 2007.

Jest też instytucja, która będzie wspierała i, co ważniejsze, stabilizowała obecny wzrost – to Narodowy Bank Polski, który decyzją prezesa Adama Glapińskiego w ostatnich latach znacząco zwiększył posiadane zasoby złota oraz rezerwy walutowe. W nadchodzących latach będzie to miało ogromne znaczenie. Jeśli za naszą granicą toczy się wojna, to stabilność złotego i wypłacalność kraju może zostać podana w wątpliwość. Na szczęście obywatele, przedsiębiorcy, zagraniczni inwestorzy i partnerzy handlowi mogą mieć zaufanie do Polski, gdyż bank centralny dysponuje ponad 230 tonami złota, co zapewnia nam 23. miejsce na świecie. To nieco mniej niż zapasy Austrii i Hiszpanii, które posiadają po 280 ton tego kruszcu. Podobny zapas zgromadziła Belgia – 227 ton. Złota mamy dwukrotnie więcej niż Szwecja, która dysponuje zapasem 126 ton.

Jak udało się to osiągnąć? Narodowy Bank Polski już w 2018 r. podjął decyzję o znaczącym zwiększeniu zapasów złota. Do końca roku 2019 zakupiono 125,7 tony kruszcu, w wyniku czego zasoby posiadanego przez NBP złota wzrosły do 228,7 tony.

Na rok 2022 bank centralny planował zakup kolejnych 100 ton. Nie wiadomo, czy uda się to zrealizować, gdyż w związku z toczącą się wojną cena uncji złota jest dziś rekordowo wysoka i należy się spodziewać, że jeszcze wzrośnie. Istotne jest to, że żaden kraj w Europie Środkowej nie ma takich zapasów. Pod koniec 2019 r. Narodowy Bank Polski podjął decyzję o sprowadzeniu drogą lotniczą do Polski z Wielkiej Brytanii 100 ton złota – czyli połowy posiadanych zapasów. Operację przeprowadzono w tajemnicy. Dziś spoczywa ono w skarbcu NBP.

Czy to był przypadek?

Można mieć wiele zastrzeżeń do polityki pieniężnej Narodowego Banku Polskiego – że przez ostatnie lata była zbyt łagodna i wspierała nieodpowiedzialną politykę rządu Mateusza Morawieckiego. Ta ocena może się zmienić, jeśli okaże się, że kryzys wywołany wojną w Ukrainie przejdziemy jako kraj względnie łagodnie. Taki może być efekt podjętej cztery lata temu decyzji. Złoto traktowane jest przez inwestorów, partnerów handlowych i zwykłych ludzi jako „bezpieczna przystań”, co oznacza, że jego wartość w czasie kryzysu rośnie. Kraje, które dysponują dużymi jego zapasami, nie muszą się obawiać gwałtownych wstrząsów spowodowanych np. atakami spekulacyjnymi.

Na razie wszystkich interesuje wojna w Ukrainie, lecz wkrótce pojawią się pytania o sytuację przedsiębiorstw i polskiej gospodarki. O stabilność złotego, poziom naszych rezerw walutowych oraz przyszłe kierunki polityki banku centralnego.

Posiadane przez NBP zapasy złota oraz rezerwy walutowe, które pod koniec ubiegłego roku wynosiły ponad 166 mld dol., powinny działać stabilizująco. Polska nigdy nie miała tak wielkich zapasów złota i walut, lecz naiwnością byłoby sądzić, że w każdych okolicznościach uchronią nas one przed spadkiem kursu złotego wobec euro, dolara czy franka szwajcarskiego.

We wtorek 1 marca br. kurs złotego wobec euro był najniższy od 13 lat – za europejską walutę trzeba było zapłacić nawet 4,81 zł. Z dolarem było podobnie – za niego przyszło płacić 4,30 zł. Frank szwajcarski kosztował 4,69 zł, co było jego historycznym rekordem. Interwencja Narodowego Banku Polskiego, czyli sprzedaż części posiadanych walut, na chwilę uspokoiła sytuację. Ważne jednak, co się stanie w kolejnych miesiącach i latach.

Nie brakuje przesłanek, że prezes NBP Adam Glapiński oraz zarząd banku świadomie chcieli zabezpieczyć polską gospodarkę przed wpływem czynników zewnętrznych oraz wewnętrznymi zawirowaniami w gospodarce. Jeśli tak było, wkrótce się dowiemy, na ile skuteczne okazały się te starania. Chyba nikt nie życzy sobie wzrostu inflacji, bezrobocia, gwałtownego spadku PKB i obniżenia się poziomu życia Polaków, co niechybnie by nam groziło, gdyby rezerwy złota i walut w banku centralnym były mniejsze.

Gdyby nie wojna…

W normalnych czasach pewnie tylko specjalistów interesowałby poziom tych aktywów zgromadzonych przez NBP. Stało się inaczej i dziś coraz więcej jest obaw, czy wytrzymamy konsekwencje wprowadzonych przez Zachód sankcji wobec Rosji. Wiadomo, że uderzą one rykoszetem w polskich producentów i eksporterów. Kreml z pewnością zareaguje też sankcjami odwetowymi. W tych okolicznościach bank centralny będzie miał do odegrania ważną rolę.

Już 1 marca dokonał interwencji na rynku walutowym, stabilizując kurs złotego. Co prawda, pojawiły się komentarze, że niewiele to dało, lecz tym razem chodziło o sygnał. W przyszłości można się spodziewać podobnych działań.

NBP będzie sprzedawał posiadane waluty, obniżając ich notowania, broniąc kursu złotego, jednocześnie będzie rosła wartość zgromadzonego przez bank złota, bo ten kruszec w czasie kryzysu zyskuje. Może się okazać, że bilans tych operacji będzie dla banku centralnego korzystny.

Wiadomo, że gdy zakończą się działania wojenne w Ukrainie, wartość złotego wzrośnie. Polska gospodarka dobrze sobie poradziła z pandemią. Spadki były krótkotrwałe i relatywnie płytkie, na co wpływ miały również działania podjęte przez NBP. Istotnych sygnałów, które mogłyby świadczyć dziś o poważnych kłopotach naszego kraju czy nadchodzącym załamaniu złotego, nie ma. Przeciwnie, Polska notuje wzrost gospodarczy, rosną rezerwy walutowe… i gdyby nie wojna, perspektywy byłyby całkiem dobre.

Przy tym nie możemy zapominać o rosnącej inflacji, która przede wszystkim jest efektem sytuacji zewnętrznej i po części skutkiem ubocznym programów rządowych mających wspomóc gospodarkę walczącą z konsekwencjami pandemii. Jej opanowanie nie będzie łatwe, ale jest przecież możliwe. Narodowy Bank Polski już podniósł stopy procentowe i można się spodziewać kolejnych podwyżek. To nie jest dobra informacja, ale taka jest rzeczywistość.

Dramatem byłoby, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli. Pozostaje nam liczyć na odpowiedzialność polityków, którzy w obliczu wojny i zapewne milionów uchodźców z Ukrainy powinni podejmować racjonalne decyzje.

NBP, kierowany przez Adama Glapińskiego, na ogół robił to, co do niego należało. Od roku 2018 gromadził zapasy złota i zapasy walutowe, które dziś są największe w historii. Gdyby tego zaniedbał, strach pomyśleć, w jakiej bylibyśmy sytuacji. Złoty szybko i trwale traciłby na wartości. Inflacja rosłaby jeszcze bardziej, spadałaby siła nabywcza naszych zarobków. Jeszcze szybciej rosłyby ceny paliw, energii elektrycznej i gazu.

Oczywiście nic nie jest przesądzone i wiele jeszcze może się zdarzyć, lecz dotychczasowe działania NBP okazały się uzasadnione i miejmy nadzieję, że choć trochę złagodzą konsekwencje wprowadzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji. Sejm wkrótce podejmie decyzję, czy ponownie powierzyć funkcję prezesa NBP Adamowi Glapińskiemu. W warunkach toczącej się wojny ewentualny impas przy wyborze na to stanowisko nikomu by dobrze nie służył. Trzeba się wznieść ponad partyjne podziały.

Fot. Adam Chełstowski/Forum

Wydanie: 11/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy