Wpisy od Attaché
Kohabitacja w czasach PiS
Minister Waszczykowski tłumaczy, że potrzebna jest mu ustawa o służbie zagranicznej, po to by do MSZ wprowadzić nowych ludzi, bo ci, którzy są, to towarzystwo znające się od lat, zastałe, bez przyszłości. Bardzo to ciekawe stwierdzenie, aczkolwiek niezbyt nowe – tak mówiono zawsze, podczas kolejnych zakrętów historii. W roku 1968, po roku 1970, w roku 1982, no i w III RP. Zawsze powtarzano tezę, że tylko dzięki nowym ludziom MSZ zacznie lepiej funkcjonować. Nigdy to się nie sprawdzało. Wyobraźmy sobie, że dyrektor szpitala zacznie mówić,
Kto to napisał, panowie?
„Dobra zmiana” dostała w MSZ zadyszki. Ustawa o służbie zagranicznej, która jest przygotowywana od roku, a do Sejmu trafiła w marcu, gdzieś tam ugrzęzła i nikt nie chce do niej się przyznać. Ustawa – pisaliśmy o niej już kilkakrotnie – miała być podstawą prawną czystek w MSZ. W jej przepisach wykonawczych był zapis, że „stosunek pracy członków służby zagranicznej wygasa po sześciu miesiącach”, jeśli nie zostaną im przedstawione nowe warunki pracy. Był to zatem najprostszy z możliwych sposobów, by wyrzucić
Wyspa to my
Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych rozległy się lamenty, że Polska nie próbuje wpływać na Litwę. Że Litwini lituanizują mieszkających tam Polaków, a my na to nic. I rząd PiS jest tu tak samo bierny jak poprzednicy. A mógłby użyć choćby broni ekonomicznej (nie mówiono, w jaki sposób), bo Możejki to największy pracodawca na Litwie. Wtedy odezwał się wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak w obronie swojego rządu i swojego ministerstwa. Bronił zaś w ten sposób, że zadał posłom retoryczne pytanie:
Unia odjeżdża, a my?
I premier Beata Szydło, i minister Waszczykowski, ba, również prezydencki minister Krzysztof Szczerski zgodnie zapewniają, że Polska chce być w Unii i z niej nie wyjdzie. A poza tym nie zgodzi się na podział Unii na różne jej prędkości. Skoro tak, jeśli są to szczere intencje, wszyscy oni będą mieli kłopot. Bo wprawdzie Unia również nie zamierza wyrzucać Polski, ale planuje iść do przodu, zacieśniać integrację. Nie oglądając się specjalnie do tyłu… Elementem tego procesu będzie reforma strefy euro.
Polityka i pamięć
Zacznijmy może od wpisu z mediów społecznościowych: „Przyczynek do kultury polskiej dyplomacji. Od pewnego czasu zniesiono praktykę nie tylko dawania anonsów w prasie o śmierci pracowników służby zagranicznej i emerytów, ale także wysyłania delegacji na pogrzeby i składania choćby małego wieńca, nie mówiąc o przemówieniach. Ta praktyka zaczęła się w czasie II RP, przetrwała PRL, ale nie dała rady »dobrej zmianie«. Ostatnio MSZ nie zainteresowało się pogrzebami byłego ministra spraw zagranicznych Emila Wojtaszka (czasy PRL) i sekretarza stanu Józefa Wiejacza (PRL
Honorowy obywatel i panna
Pisaliśmy już parokrotnie o tym, jak rozsypała się polityka zagraniczna PiS. Że w Europie jesteśmy na marginesie, w oślej ławce, a konstrukcje, które minister Waszczykowski buduje, typu Wyszehrad czy Międzymorze, to zamki na piasku. Dorzućmy do tej wyliczanki jeszcze jeden element – wielkiego (i jedynego) sojusznika PiS Viktora Orbána. Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że ten sojusz to iluzja. Że, owszem, gdy Kaczyński kopie się z Unią, to Orbán mu przyklaskuje (ale nic więcej), ale w innych sprawach bywa
Austerlitz zamiast Wyszehradu
Wakacje powoli zbliżają się do końca, więc i w gabinetach polityków zaczyna się krzątanina związana z przygotowaniami do kolejnego sezonu. Jak będzie wyglądał? Agencja Bloomberg przedstawiła katalog spraw, którymi Unia Europejska będzie się zajmować w najbliższym czasie. Na czele listy jest pięć zagadnień: negocjacje w sprawie Brexitu, sprawa rządów prawa (w Polsce), reforma strefy euro, przegląd kwestii związanych z inwestycjami zagranicznymi w UE, sytuacja gospodarcza Grecji i ewentualne dalsze wsparcie dla tego kraju.
A teraz reparacje
Władza ma nową zabawkę, którą będzie kusić obywateli. To niemieckie reparacje. Jak powiedział poseł Mularczyk, sprawa domagania się reparacji to pomysł samego Jarosława Kaczyńskiego. A to znaczy, że jest inicjatywą najwyższej wagi. Mularczyk w Polskim Radiu mówił: „Nie jest to sprawa na rok, półtora czy dwa lata, to jest sprawa, która będzie wymagała olbrzymiego wysiłku ze strony państwa. To zebranie wszystkich informacji, ponowna wycena [strat] i podjęcie działań dyplomatycznych, a później prawnych, jeżeli to konieczne”. Innymi słowy,
Dyplomacja po polsku
No to prawie nas otoczyli. Informacje o polskiej polityce zagranicznej brzmią niemal jak meldunki z frontu. Aż nie wiadomo, od czego zacząć. Zacznijmy więc od naszych ambasadorów – w Wilnie, Mińsku i Kijowie. Wszyscy trzej zostali wezwani do miejscowych MSZ na dywanik. Ci w Wilnie i w Kijowie z powodu planowanych polskich paszportów – mają na nich widnieć szkice Ostrej Bramy i cmentarza Orląt. Oczywiście są to miejsca dla Polski szczególne, ale umieszczanie takich motywów na paszportach, dokumentach podróży obywateli Rzeczypospolitej, jest jak prowokacja.
Ambasador od rysunków na mapie
Skrót myślowy – tak wołają pisowcy, gdy się złapie ich za rękę. Skrót myślowy! – wołał Antoni Macierewicz, gdy musiał się tłumaczyć, dlaczego nazwał szefów MSZ, Skubiszewskiego, Geremka, Rosatiego, Cimoszewicza i Mellera, „sowieckimi agentami”. Skrót myślowy! – woła dziś pisowski ambasador w Londynie Arkady Rzegocki, gdy Andrzej Romanowski wytyka mu niewiedzę. Bo Rzegocki, polemizując z „Guardianem”, napisał m.in.: „W tej chwili opracowywany jest projekt ustawy, która ma na celu penalizowanie przypisywania zbrodni popełnionych przez nazistowskie







