Wpisy od Ludwik Stomma

Powrót na stronę główną
Felietony Ludwik Stomma

Kochanka prezydenta

Jakże się cieszę. Nareszcie Francja wyrwała się z moralizatorskiej dekadencji i okazała się godna swojej tradycji i powołania. Dowiedzieliśmy się, że prezydent republiki François Hollande nie tylko miał obok matki swoich nieślubnych dzieci Ségolène Royal (ich związek nigdy nie został administracyjnie zalegalizowany) intymne kontakty z dziennikarką Valérie Trierweiler, ale również niezależnie od kochanki oficjalnej miał drugą – aktorkę Julie Gayet, do której nocami wykradał się z Pałacu Elizejskiego na podstarzałym skuterze. Opozycyjne sępy rozwrzeszczały

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

O Belzebubie

Ajulella! Urodził się nowy szatan. Rogaty, kulawy, z ogonem. Na imię mu Gender (nie mylić z Ryszardem Benderem). Tłumaczę od razu, iż „ajulella” to słowo czytane od tyłu, jak to praktykowały (o ile, z rzadka, były piśmienne) czarownice w XVI i XVII w., co z kolei nawiązuje do demonicznych Żydów czytających z prawa na lewo. Gender to po angielsku po prostu płeć, rodzaj, co Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, chce tłumaczyć, nie rozumiem dlaczego, jako równouprawnienie. W ten sposób niechcący dorzuca drew na stos

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Ciemnogród

Wiadomość dla mnie przerażająca: „Sąd Najwyższy uchylił wczoraj prawomocną rejestrację Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. Sąd orzekł, że nie ma narodu śląskiego” („Gazeta Wyborcza”, 6 grudnia 2013 r.). Znalazłem tę informację na dole czwartej strony „Gazety”. W innych dziennikach nie było jej zgoła. Tymczasem powinna widnieć na tytułowych szpaltach. Bo oto dzieje się rzecz niebywała – jacyś urzędnicy wymiaru sprawiedliwości uzurpują sobie prawo do stanowienia, kim jestem. Na jakiej podstawie? Antropologia kultury uczy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

O Lancelocie

Lat temu 13 pisałem o Karolu Modzelewskim w „Poczcie polityków polskich”: „Jest w nim może jakaś naiwność, jest może doktrynerstwo nawet, ale jest też ta wierność sobie, przed którą my, ludzie omotani oportunizmami dnia codziennego, stajemy oniemiali. Najpierw nam głupio, a nawet trochę przykro, zgaga nas męczy, żeśmy nie potrafili. Potem jednak zdajemy sobie sprawę, że możemy powiedzieć bachorom – popatrzcie, można i tak. Karol Modzelewski często mnie swoimi wystąpieniami

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Książki

Rodak rodakowi wilkiem

We Francji młode środowisko emigracyjne zacząłem, z małymi wyjątkami, wymijać łukiem Po ogłoszeniu stanu wojennego fundacja Forda zorganizowała pokaźną pomoc dla Polaków. Natychmiast ustawiła się kolejka. Pieniądze wręczane były za friko. Wystarczył tylko późniejszy list z podziękowaniem i ewentualnym rozliczeniem kosztów, na które pieniądze zostały wydane. Annette [Laboray, przedstawicielka fundacji Forda – przyp. red.], tonąc w buchalterii, wezwała mnie na pomoc, tym bardziej dla niej istotną, że pieniądze od tysiąca aż po kilka tysięcy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Koniec Paryża

Paryż jest coraz droższy. Nie w sensie „drogi, kochany mój Paryżu”, ale najprzyziemniej finansowym. O cenach kupna i wynajmu mieszkań bądź podatkach lokalnych nie warto nawet wspominać. Mała czarna w kawiarni koło Sorbony kosztuje trzy razy więcej niż w moim miasteczku 50 km od stolicy. Studentów na nią nie stać. Jedna po drugiej bankrutują więc urocze kawiarenki. Dzielnica Łacińska nie jest już azylem żaków, choć jeszcze zipie jakąś ostatnią resztką szaleństwa. Do Francji, jak zresztą i do Rzeczypospolitej,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

O jedno dno za daleko

W 1967 r. z grupą przyjaciół (nadaliśmy sobie nazwę Weekend Club, w skrócie WC – takie było nasze ówczesne poczucie humoru) wybraliśmy się na pieszą wędrówkę z „Krościenka w Pieninach do Krościenka w Bieszczadach”. Na infrastrukturę w owych czasach nie można było liczyć, więc w plecakach, na karkach, nieśliśmy namioty, materace dmuchane, puszki z tuszonką, pieczywo, masło, apteczkę, pałatki… W sumie było to grubo ponad 30 kg na osobę. Przy podchodzeniu na Lackową (997 m n.p.m. – najwyższy szczyt Beskidu

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Fałszywe piórka „liberała”

W „Polityce” (nr 41/2003) wywiad z Michałem Kamińskim. „Polityka” zapomniała najwyraźniej, jak to pan Kamiński jeździł do Londynu, żeby złożyć swoje wyrazy solidarności krwawemu dyktatorowi, mordercy Augustowi Pinochetowi. Janina Paradowska uznała to zapewne za grzech młodości rozmówcy, ja nie. Dopóki pan Kamiński nie odszczeka i nie przeprosi za to, co było, powiedzmy sobie szczerze, urąganiem prawom człowieka, sprawiedliwości i krwi ofiar, nie jest dla mnie jako demokrata i rozmówca o tejże demokracji jakimkolwiek partnerem. Fakt, że został posłem europejskim

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

PS do felietonu Jana Widackiego

Zgadzam się w pełni z tezami felietonu Jana Widackiego „Gdy dwa razy dwa równa się kaloryfer” („P” nr 39). Żałuję tylko, że nie postawił kropki nad i. Mój wielki przyjaciel Grześ Miros jest specjalistą w dziedzinie budowy tuneli i metra w konsekwencji. Ponieważ krew go zalewa na widok braku kompetencji i zdrowego rozsądku w tej mierze, w długie wspólne wieczory wyżołądkowywał się przede mną na ten temat. W ten sposób poznałem rudymenty jego pracy i mogę nawet powiedzieć, z pełnym

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

A to Polska właśnie

Sherry brandy Przeczytałem teraz, jednym tchem, świetnie napisane wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego „Na skraju imperium” (Czytelnik, 2012). Wszystkich interesujących się historią II Rzeczypospolitej, ale także kwestią tożsamości Polaków lub dziejów Wolnego Miasta Gdańska (niemały rozrzut tematów), do tej lektury stanowczo namawiam, aczkolwiek… Zacznijmy od „aczkolwiek”. Dzieckiem będąc, wysłuchałem opowieści taty, który zaczerpnął ją od dziadka, jak to Ignacy Daszyński wyjeżdżał z Krakowa na obrady parlamentu ck austro-węgierskiego. Na dworzec odprowadzały go tłumy robotników śpiewających

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.