Wpisy od Tomasz Jastrun
Gra z czasem
Kolejny raz awantury w czasie święta 11 Listopada przypominają, że w Polsce trwa zimna wojna domowa, która czasami ma ochotę być gorąca. Bojkot oficjalnych obchodów przez polityków PiS tworzy przesłanie: „To nie nasz premier, nie nasz prezydent, nie chcemy takiego państwa. Nie uznajemy jego reguł i praw”. Czy nie otwiera to drzwi do przemocy? Zdarza mi się w krytyce przesadzać i mieć potem z tego powodu wyrzuty sumienia. Od lat piszę okropne rzeczy o Adamie Hofmanie, ale nigdy nie drgnęła mi powieka. PiS ma talent
Listopadowe melancholie
Niech będzie mi wybaczone, ale jeszcze raz rozsnuję jesienne melancholie. Emil Cioran, mistrz mądrej rozpaczy, pisał: „Miejsce, jakie zajmujemy we wszechświecie – punkcik, i żeby tylko! Po cóż zadawać sobie ciosy, skorośmy tak oczywiście znikomi? Taka konstatacja natychmiast nas uspokaja; odtąd koniec z wszelką szamotaniną, metafizyczną bądź inną. Później jednak ów punkcik się nadyma, rozrasta, zajmuje całą przestrzeń. I wszystko zaczyna się od nowa”.Zapalając świeczki na grobie ojca, myślę: Pisałeś tak często o śmierci, właśnie
Dynie zamiast krzyża
Halloween podbiło Polskę. Zwyczaj przybył do nas niedawno z krajów anglosaskich. „Widziałem przy tej okazji ekscesy satanistyczne”, mówi o Halloween bp Tadeusz Pieronek, jeden z bardziej rozumnych hierarchów Kościoła. Obok inwazji Harry’ego Pottera, sekt i gender pojawiło się więc nowe zagrożenie dla Kościoła. A Halloween to tylko próba oswajania śmierci. Uznana przez Kościół stypa ma podobne zadanie, ludzie obżerają się, piją i weselą mimo wszystko. Kościół powinien raczej absorbować to, czego zwalczyć nie może, a co nie zagraża
Zniewoleni mediami
Podróż pociągiem to u nas loteria. Jeśli ma się szczęście, wagony są wystarczające lub nawet luksusowe. Albo jest brud i smród. To drugie niestety zdarza się o wiele częściej. Poza tym spóźnienia i zdziwienia, że przed wojną pociągi jeździły szybciej. Składy pendolino jednak już czekają, jak rasowe araby w stajniach. To dopiero będzie kontrast między powszechnym stanem rzeczy a tym, co u nas już europejskie (boję się, że też w cenach).Smród PKP zawsze mnie wzruszał, w starych wagonach bywa
Nie tylko wyścigi rydwanów
Mężczyźni, a nawet kobiety, biegają za piłką i próbują nogą lub głową wbić ją do jednej z dwóch bramek na przekór wysiłkom bramkarzy. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi na stadionie i miliony przed telewizorami trzęsą się z emocji, kibicując tej albo tamtej drużynie. Na stadionach i poza nimi wzajemna wrogość kibiców przeradza się czasami w burdy. Absurd, ale wojny są tysiąc razy większym absurdem. Współzawodnictwo sportowe to jakaś forma wojny zastępczej. Dzięki temu wyładowujemy i kanalizujemy nasze plemienne i stadne emocje. To także potrzeba utożsamiania
Cnota mówienia
Zbyt wielu ludzi znałem. I teraz muszę się godzić z tym, że tak licznie odchodzą. A te kolejne nieobecności tworzą czarną dziurę z antymaterią. Czuję z tamtej strony ssanie, jakby wielki odkurzacz sprawdzał, czy potrafi mnie pochłonąć. I na razie jestem uparcie po tej stronie.Dwa nekrologi jednego dnia: Stefan Starczewski, starszy kolega z opozycji, i Igor Mitoraj, wybitny rzeźbiarz o polskich korzeniach. Mitoraja nie znałem osobiście, trochę z własnej winy. Znam za to jego rzeźby. Pierwszą ujrzałem w Paryżu, wiele lat temu.
Sny i pozory
Antoś pyta tuż przed zaśnięciem: „Czy sen może się zmieniać w rzeczywistość? A właściwie to z czego zbudowane są sny?”. Zasypia, zastanawiając się nad naturą snu. Po chwili odpływa i nagle niepokoję się, czy nie odpływa za daleko. Poznaliśmy już naturę kosmosu. Życie zakorzeniło się tylko na trzeciej planecie od Słońca, wokół mróz i pustka.Dwóch taksówkarzy – każdy człowiek jest osobną planetą. Pierwszy to zagorzały kibic Legii. Niegłupi i sympatyczny. Ale nie rozumie, w jaki idiotyczny mechanizm dał się wkręcić: szukanie
Wielki mecz
Z gośćmi, którzy jedli u nas kolację, oglądamy historycznego już seta finałowego meczu o mistrzostwo świata w siatkówce. Widzę, jak na grzbiecie triumfalnie spienionej fali płynie prezydent Bronisław Komorowski, biało-czerwony szal łopocze mu na wietrze historii. Załatwił u właściciela Polsatu odkodowanie finału w telewizji, żeby cały naród mógł oglądać mecz, który został wygrany. Rosną procenty w sondażach dla Bronisława Komorowskiego. I w cuglach wygra wybory prezydenckie. Patrząc na wiwatujące tłumy, mówię: „Strach pomyśleć, co teraz się dzieje
Kazimierz nad rzeką czasu
Kończę 64 lata, okropna jest ta liczba, jakbym jadł już czerstwy chleb; okruszki, które spadają, są jak opiłki. A przecież czuję się niemal identycznie jak przed wieloma laty, kiedy byłem młody. Dlatego nie przylegają do mnie słowa Zofii Nałkowskiej, pisane, gdy była w moim wieku: „Wszystkiego się spodziewałam, ale tego, że będę stara, to nigdy”.W jakie osłupienie wprawiłaby nas własna przyszłość, gdybyśmy mieli do niej dostęp w przeszłości, w jakimś prześwicie na chwilkę, choćby z powodu mocy
Gry z czasem
Dawniej nie czytałem w gazetach działu nekrologów. I ze zdumieniem patrzyłem, jak starsi tam zaglądają z wypiekami na twarzy. Kiedy przed 20 laty przeprowadziłem się do Śródmieścia, nowa sąsiadka, starsza pani, podarowała mi wycięty z gazety nekrolog mojego ojca, nieżyjącego już od wielu lat. Kolekcjonowała nekrologi. Zdziwiłem się, gdy w tamtym czasie redaktor „Kultury” Jerzy Giedroyc prosił mnie, abym zaprotegował go w redakcji „Życia Warszawy”, które przestano mu przysyłać. Jak wyjaśnił, zależało mu na tym tytule ze względu na dział nekrologów.







