Ludwik Stomma

Powrót na stronę główną
Felietony Ludwik Stomma

Moi laureaci

Hej! Gdybym wygrał w Lotto, a niestety nigdy nie wygram, bo nie gram, więc gdybym wygrał w Lotto, ufundowałbym wielką nagrodę (Nike by się schowała do mysiej dziury) dla autorów, którzy mnie zachwycają. Z braku kapitału mogę im tylko złożyć u stóp klucz do mojego domu, gdzie w piwniczce czekać będzie chablis z najwykwintniejszego rocznika, który mieszkańcy Burgundii wspominają w snach. Kandydatów było wielu, nie mogą oni jednak się wywodzić, co znacznie ogranicza listę, z „Przeglądu” ani „Polityki”, gdyż sam bym się posądził o kumoterstwo. Ale dwóch moich laureatów znalazłem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Wybory tuż-tuż

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech współczesnej demokracji jest nieustanne mnożenie się „konsultacji społecznych”, czyli wyborów wszelkiego rodzaju. Mamy więc we Francji wybory: prezydenckie, parlamentarne, europejskie, regionalne, lokalne, związkowe… W Rzeczypospolitej podobnie, a jeszcze spragniony ponoć głosowania naród upomina się o upowszechnienie społecznych referendów. Jest to proces nie do powstrzymania, gdyż tak jak biurokracja podług prawa Parkinsona, również demokracja zaczyna w pewnym momencie żyć własnym życiem i przez pączkowanie wyłania coraz to nowe instytucje. Coroczne (a często

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Epitafium

Stanisław Swianiewicz, jedyny polski prawie naoczny świadek zbrodni katyńskiej, opisuje, jak udało mu się zaokrętować na ostatni ze statków ewakuujących z ZSRR armię Andersa: „Dopadamy do przystani, powiadają, że statek właśnie odpływa: pokazuję oficerowi NKWD swoją wizę, który grzecznie salutuje, i biegnę z całej siły poprzez rodzaj ogrodu, który przylega do przystani i otacza coś w rodzaju pawilonu dla honorowych gości. Dokoła pełno ludzi: jacyś sowieccy dygnitarze, dużo enkawudzistów, członkowie korpusu dyplomatycznego, zagraniczni

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Kozaki i Ukraina

W „Przeglądzie” nr 20 znakomity (jak zwykle) felieton Jana Widackiego „Jeszcze raz o Ukrainie”. Zgadzam się właściwie ze wszystkim, a jednak jedno istotne zastrzeżenie. Pisze Widacki: „Wojny kozackie XVII w. zrodziły poczucie odrębności narodowej. To do kozackiej tradycji będą odtąd się odwoływać wszyscy, którzy budowali nowoczesny naród ukraiński i próbowali odbudować (raczej zbudować – L.S.) ukraińską państwowość”. Jest to oczywiście prawda. Widacki nie zaznacza jednak, co bardzo ważne, że były to i są odwołania czysto mityczne,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Sroka w koronie

Najważniejszym zadaniem Polaka na uchodźstwie jest, jak wiadomo, tęsknienie za ojczyzną: bocianami na ugorze (Słowacki), pagórkami leśnymi i łąkami zielonymi (Mickiewicz), dopuszczalne są jednak i inne ingredienta. Nostalgia ta, która winna go nie opuszczać ani przez moment, wpływa – jak każdy stan depresyjny – negatywnie na wydajność pracy, społeczne się organizowanie czy solidarność z podobnymi sobie (każdy płacze w swoim kącie). Dlatego też, w przeciwieństwie do np. Włochów, Ukraińców, Węgrów, Rosjan, nigdy i nigdzie nie utworzyła emigracja polska lobby

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Postscriptum

Po śmierci Tadeusza Różewicza w pierwszym odruchu sięgnąłem do jego tomików. Ze wzruszeniem czytałem jego tak serdeczne dla mnie dedykacje, ale przede wszystkim zanurzyłem się w Różewiczowskim słowie. „Przegląd” bardzo pięknie pożegnał się z poetą, któremu tygodnik był zawsze bliski. W numerze z 29 sierpnia 2004 r. dedykował jego czytelnikom „Nosorożca” – przekorny i pełen humoru wiersz pozornie o człowieczeństwie z punktu widzenia zwierząt, w rzeczywistości o wiecznie niespełnionej kondycji ludzkiej. mam na imię Toni jestem białym nosorożcem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Lance do boju, szable w dłoń

Jest rzeczą przedziwną, jak dalece retoryka polskich władców odbiega od rzeczywistej sytuacji geopolitycznej. Przecież zdawałoby się, że „koń jaki jest, każdy widzi”. Składają się na nią dwa podstawowe elementy. Po pierwsze, po rozpadzie Związku Radzieckiego wydawało się, że Stany Zjednoczone zostaną samodzielnym żandarmem świata. Tak się jednak nie stało. Interwencje w Iraku, Afganistanie, Libii okazały się, bez względu na to, w jakie propaganda ubierać je będzie piórka, żałosnymi porażkami. Irak Saddama Husajna czy Libia

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Do Marii L.

Latem 1969 r. kochałem się na zabój w Marysi Lipok (skądinąd, jak mówi mądrość ludowa: „Stara miłość nie rdzewieje, lecz jak hubka w sercu tleje”). Nie byłem z urody nazbyt odpychający, fizycznie natomiast całkiem sprawny, umiałem założyć elegancki bajer i poszedłbym za nią na koniec świata. Niestety, nie miałem najmniejszych szans. I nawet gdyby dobry Bóg w niezasłużonym kaprysie uczynił ze mnie Apolla, najwspanialszego tancerza epoki, a oczom moim dał powłóczystość spojrzenia nieznaną dziejom, nie poprawiłoby to moich szans na jotę.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Jeszcze o Ukrainie

Zbig Brzeziński powiedział ongiś, że Rosja bez Ukrainy nie może być mocarstwem. Zdanie to powtarzają jak mantrę prawie wszyscy polscy politycy, zakładający, że im Rosja słabsza, tym Polsce lepiej. W konsekwencji popieramy w Kijowie każdy ruch antyrosyjski (a mniejsza z tym, że przy okazji antypolski), żeby wbić kij między Rosję a Ukrainę. Tyle że każdy kij ma dwa końce. Jeżeli my chcemy wykorzystywać Ukrainę antyrosyjsko, jest chyba usprawiedliwione, zrozumiałe i logiczne, że Rosja stara się grać inną kartą

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Ludwik Stomma

Przeciw wszystkim

W dniach porażającego kryzysu na Ukrainie, kiedy gęsto padali zabici, a światowe media wieściły nieuniknioną wojnę domową, przybyła do Kijowa z beznadziejną misją wsadzania goździków w lufy europejska delegacja ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski. Słodkie kluchy do poduchy? Kolejne brukselskie alibi? Laurent Fabius miał, jak to w jego zwyczaju, tysiąc błogich eufemizmów na ustach, a niemieckiego ministra zgoła nie było widać. W tej sytuacji polski minister Radek Sikorski zdobył się na odrzucenie politycznej poprawności

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.