Do ostatniego Ukraińca?

Do ostatniego Ukraińca?

Żadna opinia nie irytuje mnie tak jak ta, powtarzana w kręgach lewicowych: „USA walczą w Ukrainie do ostatniego Ukraińca”. Irytuje mnie nie dlatego, że jest fałszywa. Ameryka rzeczywiście ma interes w osłabianiu Rosji, choć można się spierać, czy interes ten – w obliczu rosnącej potęgi Chin – jest zdefiniowany prawidłowo. A przecież ten interes jest nie tyle amerykański, ile przede wszystkim europejski, a że działania Amerykanów usunęły go w cień, to dlatego, że – z powodu geograficznej bliskości i ekonomicznych powiązań – postępowanie Europejczyków z Rosją jest trudniejsze. Choć i tak komentarze premiera Wielkiej Brytanii nie ustępują w sile podobnym komentarzom prezydenta USA. I nie przypadkiem Finlandia i Szwecja chcą dziś nagle znaleźć się w NATO. Co bowiem jest pierwotne, a co wtórne? Pierwotny jest fakt, że przed wiekami Korona Królestwa Polskiego, Rzeczpospolita, była tym bytem politycznym, z którego wyłoniła się (bynajmniej nie bezkonfliktowo) Ukraina. Ale istotny jest też fakt, że Polska i Rosja przez wieki odmawiały Ukrainie prawa do odrębności. A nawet więcej: Polska i Rosja godziły się ze sobą na trupie Ukrainy. Tak było w „pokoju wieczystym” roku 1686, tak było w pokoju ryskim roku 1921. Pierwotny jest również fakt, że Ukraina, dążąc do niepodległości, dopuściła się – rękami Ukraińskiej Powstańczej Armii – potwornych zbrodni. Ale istotny jest też fakt, że UPA była reakcją na antyukraińską (niechby z konieczności) politykę II RP oraz na ludobójczą (już bez konieczności) politykę Józefa Stalina. A zgniecenie UPA, dokonane zwłaszcza przez ZSRR, także nastąpiło wśród straszliwych okrucieństw. Jest wreszcie istotny (choć mało znany) fakt, że po roku 1945 niektóre odłamy podziemia postakowskiego porozumiały się z niektórymi oddziałami UPA. Czy dziś mamy być bardziej pamiętliwi od ludzi sprzed 77 lat? Odżywająca w Ukrainie symbolika UPA słusznie nas oburza, ale dziwić nie powinna, skoro dla Ukraińców jest apoteozą ich walki o wolność. Bohaterów o tym stopniu (zbrodniczej) determinacji, co nacjonalistyczna UPA, Ukraińcy nie mają, lecz dziś, walcząc o niepodległość, na pewno na nazwę banderowców nie zasługują. Zwłaszcza w Ukrainie wschodniej. Aksjomatem Europy po Jesieni Ludów roku 1989 było poszanowanie granic. Te granice nie zawsze były sprawiedliwe – czy jednak istnieją granice dla wszystkich sprawiedliwe? Państwo niemieckie mogło upomnieć się o Szczecin i Wrocław – czy miało być argumentem, że Niemców tam nie ma, bo zostali wysiedleni? Państwo rosyjskie upomniało się o Krym i Donbas – czy miało być argumentem, że Rosjanie tam są, bo nie zostali wysiedleni? Dzisiejsza Ukraina wyłoniła się z Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, lecz ta republika nie była (jak twierdzi Władimir Putin) wymysłem, lecz przeciwnie, reakcją Lenina na wcześniejsze próby odrębnej ukraińskiej państwowości. W roku 1991 państwo o nazwie Ukraina wyodrębniło się z państwa o nazwie ZSRR, tak jak uczyniły to inne radzieckie republiki związkowe, w tym Rosja. Dziś jednak pretensje terytorialne zgłaszane są tylko wobec Ukrainy. I głównie od niej, napadniętej, oczekuje się pokoju. Rosja (wraz z Białorusią) podpisała z Ukrainą 8 grudnia 1991 r. układ o rozwiązaniu ZSRR, a więc de facto o odrębnych państwowościach. Rosja, w memorandum budapeszteńskim z 5 grudnia 1994 r., zagwarantowała Ukrainie (w zamian za jej rezygnację z arsenału jądrowego) niepodległość i terytorialną integralność. I podpisała to razem z USA i Wielką Brytanią. Dziś Ameryka, uzbrajając Ukrainę, niewątpliwie przedłuża wojnę, lecz zarazem broni zasady pacta sunt servanda (umowy zawarte obowiązują), ładu międzynarodowego, nienaruszalności granic. Czyli broni świata przed niebezpieczeństwem precedensu, przed polityką z pozycji siły, przed powrotem czasów, gdy realizacją politycznych celów były wojna i podbój. Tak, Ameryka angażuje się w wojnę powodowana wielkomocarstwowym egoizmem, lecz przy tym angażuje się powodowana, też przecież znanym z dziejów, swym idealizmem. Tak czy inaczej, zaangażowanie USA nie jest pierwotne, lecz wtórne. I jakkolwiek patrzeć, to one ratują dziś honor świata. Nie jestem człowiekiem lewicy, lecz zawsze mi się wydawało, że akurat ona ma wypisane na sztandarach hasło samostanowienia narodów. Napadu jednego państwa na drugie kto jak kto, lecz lewica nie powinna relatywizować, deklamować o wspólnej winie, odwracać kolejności faktów. Nieważne, czy fraza „Ameryka walczy do ostatniego Ukraińca” jest prawdziwa, czy fałszywa. Ważne, że jest nie na temat. a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2022, 26/2022

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony