Po Helsinkach

Po Helsinkach

Od dawna nie wymaga się od dziennikarzy i politologów rzeczowych komentarzy do tego, co się dzieje, ale po konferencji prasowej prezydentów Rosji i Ameryki w Helsinkach stanowczo przesadzili z nagromadzeniem złości i niedorzeczności w swoich komentarzach. Skoro Donald Trump (nie jest on moim ulubieńcem) już od wyborów jest przez media oraz liberałów i neokonserwatystów atakowany w sposób najpodlejszy, jaki można sobie wyobrazić w kraju cywilizowanym, a nawet niecywilizowanym, zarzucających mu głównie zmowę z Rosjanami, to łatwo było przewidzieć, w jakie delirium złości popadną jego wrogowie, gdy on nawiąże bezpośrednie stosunki z samym Putinem i spróbuje z nim negocjować. I rzeczywiście klasa polityczna Waszyngtonu w to delirium popadła. Rzadkie głosy wzywające do opamiętania – były i takie – z pewnością nie dotrą do oszalałych dziennikarzy z „Washington Post”, bo że nie do polityków Partii Demokratycznej, to normalne. Całą tę kocią muzykę w lot przechwytują polscy komentatorzy i wnoszą do niej swój niedorzeczny wkład. Nawet prof. Lewicki, amerykanista, przeważnie rozsądny i w swoich ocenach obiektywny i sprawiedliwy, nie miał tym razem odwagi przeciwstawić się imitacyjnym nonsensom.

Przysłuchiwałem się uważnie konferencji prasowej Trumpa i Putina. Gdyby to była debata przedwyborcza, powiedziałbym, że wygrał Putin. Ale to nie była debata przedwyborcza, w której chodzi o to, kto lepiej wypadnie w oczach widzów. Niczego też podczas konferencji prasowej się nie rozstrzyga. Informują nas ostrożnie, co było przedmiotem negocjacji, i nie zawsze zdradzają, co postanowili, a jeśli spełzły one na niczym, to też tego nie zdradzają. Jakim tematom poświęcą uwagę na konferencji prasowej, to częściowo zależy od dziennikarzy. Nie można więc zarzucać Trumpowi, że mówił o osobistym kłopocie, bo o to pytał go dziennikarz amerykański. Putin był lepiej przygotowany do występu, wypowiadał się precyzyjnie, Trump był nonszalancki mniej niż zwykle, ale jak zwykle liczył na poczucie humoru słuchaczy, w czym się już nieraz przeliczył.

Media amerykańskie głoszą, że prezydent Trump powinien ostro atakować Putina za mieszanie się w amerykańskie wybory. Paradni są ci Amerykanie z tym swoim przekonaniem, że rosyjscy trolle czy hakerzy mogliby wpłynąć na ich wybory. Zapominają, na czym polega mieszanie się do wyborów w obcym kraju. Czy to nie oni wybrali Jelcyna, który miał trzyprocentowe poparcie przed wyborami? A kto wybrał Juszczenkę w trzeciej turze? Czy król czekoladowy Poroszenko bez pomocy amerykańskiej zostałby prezydentem Ukrainy? Czy Janukowycz zostałby obalony bez jawnej ingerencji rządów zachodnich? Putin nic o tym nie mówił, bo sytuacja była nie po temu, wspomniał tylko Sorosa, który podobno wszędzie miesza się do wszystkiego, ale jemu wolno, jest osobą prywatną.

Trump powiedział: „Putin jest odpowiedzialny za ingerencję w wybory amerykańskie” i gdyby na tym zdanie zakończył, w Polsce by się to podobało, ale on dodał: „Tak jak ja jako prezydent jestem odpowiedzialny za to, co w Ameryce zachodzi”.

Wrogowie Trumpa nie myślą, że mogą istnieć rzeczowe argumenty za złagodzeniem stosunków z Rosją, a ponieważ on tego chce, to znaczy, że w Moskwie mają kompromitujące go materiały. Perfidnie pomyślane oszczerstwo, którego nie można sprawdzić. Polski wkład w ten jazgot pohelsiński też wart odnotowania. Radosław Sikorski na gorąco gwałtował, że Trump dopuścił się straszliwej dywersji przeciw NATO, mówiąc, że Czarnogóra ze swoimi bojowymi Czarnogórcami nie jest warta wojny światowej. Sławny punkt 5 ma być poza wszelkimi rozumowaniami, gdyby ktoś zagroził czynnie Stanom Zjednoczonym, na mocy tego punktu Estonia jest zobowiązana natychmiast udzielić im pomocy zbrojnej. Zdaniem Sikorskiego w Helsinkach spotkało się „dwóch szulerów”, Polska znalazła się w niebezpieczeństwie. Były ekspert prezydencki, profesor politologii Uniwersytetu Warszawskiego, ocenia, że obaj prezydenci myślą tak samo „po łajdacku”. Inny ekspert głosi, że jeśli Europa nie zapobiegnie w porę zbliżeniu między Ameryką i Rosją, czeka nas katastrofa. A jeśli te mocarstwa utrzymają się na ścieżce wojennej, katastrofa nas nie czeka. Dać Polakom okazję do wykazania się „bohaterstwem” – oto, czego chcemy.

Wydanie: 31/2018

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy