Śnięte, a niepojęte

Śnięte, a niepojęte

Rzeka martwych ryb to już jest starotestamentowa apokalipsa w skali jeden do jednego – ja tam nie jestem uczony w piśmie świętym, ale tak się mojemu rozumowi zdaje, że to działa jak katastroficzna biblia pauperum nawet na religijnych analfabetów. Nie, żebym w tym widział znaki boskie i zatrwożony miał padać na kolana, wszak już dawno nieodwołalnie nawróciłem się na ateizm, ale siła obrazu wbija palec w mój metafizyczny pępek. Do zagłady żadnego boga nam nie trzeba, sami sobie gotujemy ten sos, sami siebie dusimy w losie własnym. Od nadmiaru ludzkości i niedoboru wody wkrótce wszystkich nas trafi przyducha, czyli szlag pospolity, na razie zaś niski stan ducha czyni tę ziemię poddaną torturom każdego dnia. Będziemy umierać długo i boleśnie, chyba że psychoputin przyniesie nam błyskawiczną ulgę atomowej eutanazji.

– Moje rybki kochane – lamentuje wędkarz nad martwą Odrą, wyliczając gatunki, podziwiając rozmiary tych, których już nie wyszarpie wodzie, by je odhaczyć. Złorzeczy z bezsilnej wściekłości nieznanym sprawcom. Susza, choć nieustannie leje – wodę zatrutą – rząd kaczystowski. Wielu nie przetrwa najbliższej zimy, ale PiS u władzy będzie trwało, w najgorszym wypadku wprowadzi stan wyjątkowy, aby niepewny wynik najbliższych wyborów nie spędzał snu z powiek prezesa. Pretekstów jest aż nadto, a naród, niezmiennie otępiały, z ulgą przełknie każde wytłumaczenie. Otępiały, a nawet tępy, jak zastępy pisowczyków, sugerujących zwalenie winy na Niemców, choć Odra spływała trupami rybimi już setki kilometrów przed zbiegiem granic.

Polacy to naród zajadłych nieuków, przeto nie należy się dziwić, że poziom podręczników dostosowuje się do ich rozległej niewiedzy, jednakowoż HiTowy bełkot nadwornego historyka czarnkowego nadaje się co najwyżej do wieczorówek podstawowych, by wzmocnić betonowy elektorat. Młodzież wyczuje swąd ideologicznej ściemy i niechybnie uzna elukubracje pana Roszkowskiego za dziaderski krindż, a z tego wygrzebać się już nie sposób. PiS takimi bestsellerami wychowa sobie młodych patriotów w ilości wystarczającej może, by zapełnić 11.11 most Poniatowskiego na całej długości, ale to za mało, by przepotworzyć całe społeczeństwo. To także o wiele mniej niż Polaków poczętych in vitro, a tych sobie kaczystowski szef szkolnictwa niespecjalnie zaskarbił. Tak czy owak, synek mój za kilka dni rozpoczyna swoje lata szkolne w placówce społecznej, tolerancyjnej, promującej edukację wolnościową, i pęka mi serce, że w kraju nad Wisłą to nie norma, lecz przywilej szczęśliwie urodzonych. Dopóki większość populacji tłoczy się w kruchcie, intelekt nie jest mile widziany, otwarte umysły są zagrożeniem dla dogmatów, a nauka, która nie podąża za wiarą, dla władzy wspartej na kościelnych filarach nic nie jest warta. Jeśli pisowscy tytani geografii twierdzą, że Odra jest rzeką graniczną na całym swoim biegu, kaczyści biorą to za fakt i nie widzą powodów, by zajrzeć do atlasu. Ważne, by wiedzieć, gdzie trójstyk granic z Ukrainą i Białorusią, bo poniżej pomoc uchodźcom jest dobrym uczynkiem, powyżej czynem godnych potępienia durniów i zdrajców. Ważne, by umieć fristajlować na okoliczność wizyt gospodarskich – ojczyzna miodem i mlekiem płynie, Odra od rtęci nie zginie, ogólnie jest fajnie i cacy, a rządu nie obalą rybacy, jak tylko prezes każe, wesprą go i wędkarze. Ważne, by znać kalendarz świąt i hojnie dawać na tacę – inna wiedza nadobowiązkowa.

Z przerażeniem patrzę na zdjęcia ton martwych ryb ciągniętych nurtem do Bałtyku i wyobrażam sobie, że reprezentuję „obóz propolski”, jak to zwą media rządowe. Przywdziawszy odzież wszechpolską („hwała bohaterom!”), siadam przy brzegu i wyobrażam sobie, że to dryfują martwe ławice wrogów ojczyzny. Rozkosz patriotyczna koi żal po brzanach i boleniach, „wina Tuska” jest plastrem na zranioną duszę, „Wiadomości” przypominają, że Matka Boska wygrała nam Bitwę Warszawską, więc i teraz dopomoże w razie potrzeby. Hosanna na wysokości.

Wydanie: 35/2022

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy