Tag "Jerzy Domański"
Siać, a będzie plon
Teksty Włodzimierza Wysockiego nuciło przed laty wielu Polaków. I choć nie brakowało spraw, które nas z Rosjanami dzieliły, to akurat Wysocki łączył. Fascynacja jego poezją przekraczała granice państw i poglądów politycznych. Przypomniały mi się tamte klimaty, gdy wśród wielu analiz po wizycie prezydenta Miedwiediewa przeczytałem także komentarz prof. Andrzeja de Lazariego, wybitnego znawcy Rosji, który przypomniał słowa Wysockiego: Kto powiedział: „Nie wzejdzie tu plon po co siać, przecież Ziemia umarła!” To nieprawda! Zanurzcie w niej dłoń
Ręce brudne, choć umyte
Człowiek nie żyje. I tylko to jest pewne. Od tragicznego kwietniowego poranka, gdy w podejrzanych okolicznościach zginęła bardzo popularna posłanka lewicy Barbara Blida, minęły ponad trzy lata. A zamiast wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego, co się wówczas wydarzyło w Siemianowicach Śląskich, przybywa tylko wątpliwości. Wychodzi na to, że jedynym sukcesem trwających dochodzeń i prac komisji, a zwłaszcza śledztw dziennikarskich jest to, że sprawcom nie udało się tej tragedii schować pod dywan. Na łamach „Przeglądu” wielokrotnie pisaliśmy o atmosferze politycznej, jaką wówczas tworzył
Dobry krok prezydenta
Wreszcie pojawił się prawicowy polityk dający nadzieję, że i u nas nadrzędną wartością będzie polska racja stanu. Nie bitewki na życiorysy, nie zadawnione kompleksy i fobie, ale dobro Polski. Prezydent Komorowski ma do tego dobre papiery. Trudny do zakwestionowania życiorys twardego wobec PRL opozycjonisty. Więzień stanu wojennego i przeciwnik Okrągłego Stołu to na tyle wiarygodna legitymacja wobec własnego obozu politycznego, by rozmawiać z tą drugą, jak sądzę, wcale nie mniejszą wówczas częścią Polski. Jedynym warunkiem takiego dialogu jest
Jałowe ruchy na prawicy
Polityk, jeśli chce nim być na dłużej, niż trwa jedna kadencja, musi być niezwykle czujny. Jak ważka. Musi też być przewidujący i wiedzieć, skąd wieje wiatr, czyli musi umieć odczytywać nastroje społeczne. Tak postępują i ci, którzy dopiero marzą o politycznej karierze, i ci, którzy chcieliby ją kontynuować. Możliwie bez końca. A że wyborcom taki poziom szczerości z pewnością by się nie spodobał, to mamy całe zastępy przebierańców w strojach traktowanych jak sezonowy kamuflaż. W wyborach samorządowych było
Po co mamy kartkę?
Życie wydawcy w Polsce jest coraz trudniejsze. Z jednej strony, tygodnik opinii powinien mieć ambicję pisania o sprawach, które są najważniejsze w dłuższej perspektywie, a z drugiej, wiadomo, że tzw. trudne tematy spotykają się, delikatnie mówiąc, z umiarkowanym wzięciem u czytelników. Coraz większy jest, niestety, rozdźwięk między tym, co się dobrze sprzedaje, np. serialem wdowy, wdowcy i dzieci smoleńskie, a tym, co faktycznie i nieuchronnie będzie wpływało na przyszłość Polski czy kształt naszej demokracji. Byłbym hipokrytą, gdybym na kilka dni
A tak bardzo się starali
Mocno mną tąpnęło, gdy w gazecie do niedawna oficjalnie propisowskiej, a obecnie będącej w sporze z prezesem partii, przeczytałem, że czołowy jej autor, człowiek oczywiście całkowicie niezależny, bo inni tam przecież nie pisują, boi się o naszą demokrację. Tyle razy jego środowisko robiło tej demokracji najgorsze numery, sprawdzając jej odporność na infekcje i nie przejmując się losem tego delikatnego tworu. A tu proszę, sami zaczęli się bać. I to czego? Skutków końca misji (!) Jacka Karnowskiego w telewizyjnych „Wiadomościach”.
Wyboista droga in vitro
Gdy w grudniu 2003 r. redakcja „Przeglądu” wręczała Busole – nagrody dla ludzi, którzy pokazują drogę innym – wśród laureatów był prof. Marian Szamatowicz. Białostoczanin, mistrz polskiej ginekologii, dostał wówczas dyplom za „podarowanie macierzyństwa tysiącom kobiet”. W laudacji na jego cześć powiedziałem wtedy, że „16 lat polskiego in vitro to wielka przemiana społeczna i światopoglądowa. To dzięki także prof. Szamatowiczowi niepłodność nazywa się wreszcie chorobą, a in vitro nie jest już grzeszną metodą”. Siedem lat temu o in vitro
Polska gospodarka pnie się sama
Prof. Marek Belka, prezes NBP To dobrze, że nie jesteśmy w strefie euro, że mamy elastyczność złotego. Ale na dłuższą metę nie da się tego utrzymać – Jakoś ciszej zrobiło się wokół NBP. – Naprawdę? Wciąż nam się zarzuca, że za dużo mówimy – zarówno ja, jak i członkowie Rady Polityki Pieniężnej. – Mówicie, bo dziennikarze was pytają. A powód tych pytań też jest oczywisty – chyba nigdy nie było tak niejasnych uwarunkowań, jeśli chodzi o sytuację
Show zamiast rozumu
Bezradność, znużenie, bezsilność. Tak swój stan ducha opisują czytelnicy „Przeglądu” w listach do redakcji czy do mnie. Skarżą się na coraz większy bezsens tego, co słyszą w telewizji z ust polityków, którzy w szybkich, parozdaniowych komentarzach, bo czas antenowy kosztuje, opisują trudne sprawy metodą show. Nie musi być mądrze. Ale musi być wyraziście, z przytupem, tak by skupić uwagę na mówcy. Po tym jakiś banał wygłoszony przez dziennikarza, który na tę chwilę przyjmuje minę odkrywcy Ameryki i dalej. Kolejny polityk i kolejny Kolumb. I tak przez cały dzień.
Wyłączone sumienia
Najpierw pokasowano zakłady, które dawały ludziom pracę i szansę na jakie takie warunki do życia. Później stopniowo likwidowano regionalne połączenia kolejowe, a autobusy choć zaczęły jeździć coraz rzadziej, były coraz droższe. Ludzie jednak zostali. Zostali, bo musieli. Bo i gdzie mogliby pójść, jeśli podobne problemy miała bliższa i dalsza okolica? Zostali więc w swoich wioskach i miasteczkach. Za mało ekspansywni, by wyjechać za robotą za granicę, trzymali się tego, co znali. Wstydliwi przegrani 20 lat transformacji.






