Wyłazi szydło z worka

Wyłazi szydło z worka

Polska ma swoją politykę historyczną, ale polskiemu premierowi nie przyszło do głowy, że Izrael także może mieć swoją politykę historyczną. Dobrze mu zrobi, że zderzył się z rzeczywistością, ale zdaje się, że na krótko. Jest to taki człowiek, który myśli, zamiast się dowiadywać, i w rezultacie mało wie. Oburzył się, że politycy izraelscy, jeden po drugim, powiedzieli coś, co należy do ich polityki historycznej i o czym polski premier mógł był wiedzieć, gdyby tak dużo nie myślał.

Polska polityka historyczna, pełna bzdur, została podniesiona do podniebnych wysokości religii narodowej i w tym charakterze chce czy to współzawodniczyć, czy się przyjaźnić – to na jedno wychodzi – z żydowską już nie tylko polityką, ale religią historyczną. Trzeba mieć głowę pełną kłębiących się myśli, żeby nie zdawać sobie sprawy, że żydowska religia jest najstarsza i najżarliwsza na świecie, że żadna inna z nią nie wygra, a już najmniej na to szans mają polskie ciepłe kluchy.

Co miał zrobić polski premier, gdy odrobina izraelskiej polityki historycznej do niego dotarła? Nic nie robić, bo wszystko, co by potrafił, byłoby nadaremne. Skorzystać z okazji do milczenia.

POPiS-owcy zamienili politykę historyczną w pole walki, gdzie występują wrogowie i sojusznicy. Polscy politycy umyślili sobie, że zaprzyjaźnią się z Izraelem i daj Bóg z Żydami amerykańskimi na gruncie polityki historycznej, bo to nic nie kosztuje, a przyniesie, jak im się zdawało, wymierne korzyści. Właśnie robią rachunki korzyści, co idzie niełatwo, bo są to rzeczy nieważkie, a ważkimi stają się z pewnym opóźnieniem.

Główna różnica, jaka zachodzi między izraelską i polską polityką historyczną, dotyczy poglądów na II wojnę światową. Polacy, w tym także polscy Żydzi wyznania antykomunistycznego, jednym tchem wypowiadają: Holokaust i Katyń. Można to przeczytać także w „Gazecie Wyborczej”. Jeśli to nie jest relatywizacja Holokaustu, to co nią jest? Polak wyedukowany historycznie przez IPN nie zrozumie, czego ja się czepiam.

Żydzi mają wystarczająco dobrą pamięć, by wiedzieć, że gdyby armia radziecka nie pokonała Niemców, dziś zwanych nazistami, wszyscy europejscy Żydzi zostaliby wymordowani. Premierzy izraelscy uczestniczą w moskiewskich uroczystościach Dnia Zwycięstwa i okazują Rosjanom wyrazy wdzięczności. Także w Izraelu 9 Maja jest świętowany. Ordery radzieckie z dumą się nosi. W Polsce pomniki i inne symbole ku czci armii radzieckiej są niszczone, groby profanowane, wizerunki bohaterów sowieckich obalane, jak pomnik gen. Czerniachowskiego, Polaka po matce, nawiasem mówiąc. Według polskiej polityki historycznej, na straży której stoi IPN, w czasie wojny Polacy znajdowali się po innej stronie frontu niż Żydzi. Czemu więc, do cholery, oburzają się, gdy z kręgów establishmentu amerykańskiego słyszą, że Żydzi walczyli z nazistami i polskim reżimem faszystowskim? Kto tę „prawdę” objawił światu, jak nie rządy polskie, pisowskie i platformerskie? Polski rewizjonizm dotyczący II wojny światowej zaszedł bardzo daleko i należy się obawiać konsekwencji poważniejszych niż powiedzonko o wyssanym mleku. Tak głupiego rządu Polska jeszcze nie miała. W czasach gdy miała jakiś rząd.

Sekretarz stanu Pompeo, który czuje się w Polsce jak u siebie w domu, przypomniał polskiemu rządowi postanowienie amerykańskiego parlamentu o konieczności przekazania przedwojennego, wojennego i powojennego mienia żydowskiego organizacji (czy instytucji) działającej na terenie USA, która tego żąda. Tym razem polski rząd skorzystał z okazji do milczenia. W Polsce uważa się, że na mocy umowy polsko-amerykańskiej wszelkie roszczenia obywateli amerykańskich mają być kierowane do rządu USA, a już nie do Polski. Polacy, czy to zwykli przechodnie, czy figury rządowe, żyją sobie spokojnie, pewni, że ta umowa przed czymś chroni. Nie wytrwają jednak w tym błogim przekonaniu, gdy się dowiedzą, że ze strony polskiej umowę podpisał Józef Cyrankiewicz. Jeżeli za milczącą zgodą całego narodu dekrety Bieruta uznano za nieważne, to dlaczego umowa Cyrankiewicza miałaby być ważna? Jak nas poinformował premier Morawiecki, a przed nim hurma innych polityków rządzącego duopolu, państwa polskiego w czasach Bieruta i Cyrankiewicza nie było. Według Tuska i jego muzealników nastało dopiero wraz z rządami Solidarności, a według Macierewicza i Kaczyńskiego z kolan się zerwało dzięki prawu i sprawiedliwości pisanym dużą i małą literą.

Wydanie: 9/2019

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy