Co Kaczyński chce głęboko schować?

Co Kaczyński chce głęboko schować?

04.06.2022 Marki Konwencja PiS fot Zbyszek Kaczmarek/REPORTER n/z Jaroslaw Kaczynski, Joachim Brudzinski

Prawo i Sprawiedliwość ma być karnym wojskiem „Ogłaszam mobilizację PiS i całej Zjednoczonej Prawicy! To nie jest hasło, to jest objazd kraju!”, wołał podczas konwencji PiS w podwarszawskich Markach Jarosław Kaczyński. Czy to początek kampanii wyborczej? To chyba pytanie niepotrzebne – Kaczyński tak prowadzi politykę, jakby kampania wyborcza trwała nieustannie, nie ma dla niego przerw, chwil oddechu. Cały czas podgrzewa atmosferę, kreuje konflikty, przyciąga uwagę. O co zatem mu chodziło? Konwencje partii politycznych to nie są wydarzenia dla ludu. Trudno sobie wyobrazić, by tłumy z zapartym tchem słuchały godzinnego przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza w pogodną sobotę. Konwencje adresowane są do partyjnego aparatu, działaczy, tych, którzy będą prowadzić kampanię wyborczą. Mają swoją poetykę. Gdy przemawia kilku polityków – partia pokazuje, że jest w niej różnorodność. Gdy jeden – demonstruje zwartość. Tym razem mówił tylko Kaczyński. Ważne jest, o czym się mówi, a co pomija. Ważny jest ton. Taka konwencja to zapowiedź działań na najbliższe miesiące. Cóż więc nam Kaczyński zapowiedział? To już wiemy – rozkazał ludziom PiS ruszyć w Polskę. Spotykać się z wyborcami, rozmawiać. I nie jest to banał – w polityce nie można liczyć na sukcesy, jeśli się nie rozmawia, nie uczestniczy. Kaczyńskiemu bardzo tego brakowało, mówili o tym zresztą jego współpracownicy – że czas pandemii, kiedy zamiast ściskania rąk były kontakty zdalne, via internet, był czasem straconym. Po prostu ludzie, nie kontaktując się bezpośrednio, zaczynają zajmować się swoimi sprawami, obojętnieją na słowa płynące z centrali, zapominają o wyborczym kalendarzu. W ten sposób PiS przekształcało się w partię tłustych kotów, leniwych, zadowolonych z siebie, głównie zainteresowanych konsumowaniem owoców zwycięstwa. Tłuste koty, czyli PiS Strach przed rozleniwieniem partii nie jest rzeczą nową. Był on kłopotem Leszka Millera, który skarżył się, że w SLD uwiło sobie gniazdko różnego rodzaju „ptactwo”. To także był kłopot Donalda Tuska, który nawet wymyślił sposób na poradzenie sobie z tym niebezpieczeństwem – po wygranych przez PO wyborach zostawił (i tym się chwalił) na stanowisku szefa CBA Mariusza Kamińskiego jako tego, który ze szczególnym zapałem będzie patrzył politykom PO na ręce. Skończyło się to skandalem, odwołaniem Kamińskiego itd. Teraz podobne problemy są udziałem Kaczyńskiego. Wyraźnie widać, że nie ma on ani pomysłu, ani siły, by sobie z tym poradzić. Wcześniejsze inicjatywy, typu uchwała antykorupcyjna, umarły śmiercią naturalną. Prezes ma więc inny plan – zamierza partię przeorać, zmienić jej strukturę. Podczas niedawnego, majowego posiedzenia komitetu politycznego ustalono, że PiS składać się będzie nie z 41 jak dotąd, ale ze 100 okręgów, i zostanie wprowadzony zakaz łączenia funkcji partyjnych z ministerialnymi. Pełnomocników okręgowych będzie powoływał sam Kaczyński i ma to zrobić jeszcze w czerwcu. Czyli partia ma być jeszcze mocniej scentralizowana, ma być karnym wojskiem, a jej lokalni liderzy mają bardziej bać się „góry” niż terenowych układów. A skoro o układach mowa – jakiś czas temu głośno było o pomyśle Kaczyńskiego, by lokalne komórki PiS były miejscami, gdzie mieszkańcy mogliby zgłaszać skargi na złą władzę (bo gdzie można dziś się poskarżyć?), by komórki te mogły kontrolować pracę administracji, a także opiniować różne propozycje kadrowe. Podniosły się wówczas głosy, że Kaczyński wprost nawiązuje do modelu partii z czasów minionych, że chce je wskrzesić, i skończyło się na zamiarach. Model doskonały, czyli empatia Taki zresztą model państwa Kaczyński w swoim ponadgodzinnym przemówieniu nakreślił. Przedstawił wizję polskiej wspólnoty. Że tworzy ją naród, „że naród jest połączony solidarnością, że solidarność wiąże się ściśle ze sprawiedliwością, a z kolei sprawiedliwość z równością praw i obowiązków, i wreszcie, że takim lepiszczem dobrze funkcjonującego narodu jest także empatia, szczególnie wobec najsłabszych”. Czyli partia ma być skromna i służyć ludziom. Uporczywe powtarzanie haseł empatia, solidarność, pomoc słabszym nie wzięło się znikąd. Kaczyński stara się je wdrukować w głowy podwładnym z dwóch przynajmniej powodów. Po pierwsze, doskonale wie, że idą trudne czasy i sprawy bytowe będą najważniejsze. Trzeba więc zająć na scenie politycznej takie właśnie miejsce – ugrupowania, które troszczy się o najsłabszych. Ma tę troskę w sercu. Po drugie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2022, 25/2022

Kategorie: Kraj