Operacja Smoleńsk 2.0

Operacja Smoleńsk 2.0

Ta hucpa została starannie przygotowana. To część wielkiego planu

Jeszcze pół roku temu wszelkie wiadomości o raporcie podkomisji Macierewicza były w kierownictwie PiS pomijane. A on sam był synonimem obciachu, w hierarchii politycznej partii rządzącej spychano go coraz dalej. Jego tezy, że w samolocie były wybuchy, że rozpadł się, zanim dotknął drzew, były traktowane jako fantazje emeryta. Nawet członkowie rodzin smoleńskich sugerowali, by poddał się leczeniu. Podkomisja, którą kierował, de facto nie działała. Jej członkowie otwarcie krytykowali Macierewicza, za co on ich wyrzucał. Od jego teorii dystansował się sam Jarosław Kaczyński, a telewizja publiczna kasowała go ze swoich programów.

Co nagle się stało, że tezy Macierewicza, te same, które opowiada od co najmniej dwóch lat, wówczas wyśmiewane, dziś okrzyknięto wielkim odkryciem, a Jarosław Kaczyński ogłosił, że był zamach i była bomba? Przecież i on, i Macierewicz dokładnie wiedzą, że żadnej bomby w samolocie Tu-154 nie było. Że opowieści o zamachu nie trzymają się kupy. Że tych wersji, często wykluczających się, było już kilkanaście. Najnowsza głosi, że piloci nie chcieli lądować (choć lądowali) i że na 100 m przed słynną brzozą (pancerną, jak mówią w PiS) eksplodował ładunek umieszczony w skrzydle. Potem, już bez skrzydła, samolot leciał dalej, przez sześć sekund. Piloci zresztą tego nie zauważyli, kontynuowali manewr zniżania. Potem nastąpił drugi wybuch, wtedy samolot rozpadł się na kawałki, choć na taśmie z czarnej skrzynki tego nie słychać. Aha, te bomby miały zostać podłożone jesienią 2009 r., gdy samolot był remontowany w Samarze. Czyli Rosjanie założyli, że przez pół roku samolot będzie latał z podłożonymi ładunkami wybuchowymi i nikt ich nie znajdzie. I że z dwóch tupolewów, którymi wożono VIP-ów, do Smoleńska poleci ten z bombą.

Tak można się znęcać nad bzdurą i zastanawiać się, jakim trzeba być hucpiarzem, by te kłamstwa wciskać ludziom. Rzecz w tym, że nie o to chodzi.

*

Zwróćmy uwagę, jak cała operacja została przez PiS przygotowana. Jak wcześniej urabiały nas media związane z partią Kaczyńskiego. „Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że Putin mógł zorganizować ten zamach?”, grzmiały dwa-trzy tygodnie temu okładki pisowskich czasopism. Oto więc była ta nowość – Rosja zaatakowała Ukrainę, Putin w polskich oczach pokazał twarz zbrodniarza. A skoro może teraz, to czy nie mógł wtedy?

To chwyciło. Wielu Polaków zaczęło zadawać sobie pytanie, czy Putin był zdolny do zlecenia zamachu. No, był. Czyli… Kaczyński ich wahanie wyczuł znakomicie. Rozpoznanie bojem przyniosło pozytywną odpowiedź, więc rozpoczął medialną ofensywę. „My w tej chwili

bardzo dużo wiemy o tym, co się stało w Smoleńsku, nie mamy wątpliwości, że to był zamach”, przekonywał w „Sygnałach Dnia”.

A jeżeli nie ma wątpliwości, to wszystko jasne, można dać ludziom nawet raport Macierewicza. Ten sam raport, który rok temu był wstydliwie chowany, teraz zyskał rangę świętej prawdy. I tylko trzeba było zrobić wokół tego wielkie halo.

No i zrobiono. 10 kwietnia mieliśmy manifestację w Warszawie. A 11 kwietnia Antoni Macierewicz zaprezentował swój raport. Opowiadał z pasją, przedstawiał „dowody”. Potem rozlała się propaganda.

*

„Gazeta Polska Codziennie” językiem chropawym, jakby z innej epoki, tak wyjaśniała katastrofę: „Głównym i bezspornym dowodem ingerencji Rosji był wybuch w lewym skrzydle samolotu przed minięciem brzozy. Komisja zlokalizowała miejsce i czas eksplozji. Następna eksplozja nastąpiła w centropłacie – powiedział wczoraj Antoni Macierewicz podczas prezentacji ostatecznego raportu z prac podkomisji ds. ponownego zbadania wypadku lotniczego pod Smoleńskiem. Jednocześnie podkreślono, że raport komisji Jerzego Millera z 29 lipca 2011 r. zostaje uznany za nieważny.

Przez lata pewne siły polityczne robiły wszystko, aby ośmieszyć i zaszczuć osoby, które odrzucały tłumaczenie przyczyn katastrofy smoleńskiej forsowane w słynnych już raportach Jerzego Millera i Tatiany Anodiny. Wczoraj ostatecznie zadano kłam tamtym wnioskom”. Bum!

Tygodnikowa wersja „GPC” wykładała kawę na ławę: „Narzędzie zbrodni? Ładunek termobaryczny, czyli klasyczne materiały wybuchowe wzbogacone w paliwo. Ślady? Pozostałości substancji eksplozywnych i charakterystyczne zniszczenia samolotu. Sprawca? Rosyjskie służby specjalne, które remontowały samolot Tu-154, a następnie przejęły śledztwo i niszczyły liczne dowody. Motyw? Chęć likwidacji polskiej elity, która w 2010 r. – podobnie jak dzisiaj władze Ukrainy – stała na przeszkodzie w realizacji imperialnych planów Kremla. Poszlaki? Sfałszowane sekcje zwłok, »samobójstwa« świadków, tajne rozmowy”.

Michał Karnowski w swoim portalu wPolityce.pl zamieścił z kolei taki wpis: „Lech Kaczyński poległ, byśmy nie ginęli jak dziś Ukraińcy. Zginął, bo rozumiał, że za polityczne zdrady narody płacą krwią”.

Ja zaś rozumiem, że czytanie tych głupot i kłamstw czy słuchanie komentarzy na temat tego, co Macierewicz „wykrył”, może co wrażliwsze osoby przyprawiać o ból głowy, ale taki jest pisowski świat. I nic nie dzieje się w nim przypadkowo.

*

Spór o to, jak wyglądała katastrofa smoleńska, nie jest przecież sporem o fakty czy nawet o ich interpretację. Fakty nic tu nie znaczą. Ważna jest atmosfera. Uznanie jakiegoś mitu i wyciągnięcie z tego wniosku.

Jakiego? A to już podpowiedział Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP: „W sensie faktu, że był zamach, i że to była przyczyna katastrofy oraz śmierci 96 osób, w tym prezydenta Polski, a dla mnie brata bliźniaka, nie mam żadnych wątpliwości. Do ustalenia na poziomie procesowym jest jeszcze tylko to, kto za to odpowiada. Tutaj jest jeszcze praca do wykonania”.

Czyli był zamach i teraz szukamy winnego. A właściwie wiadomo, kto jest winien, wiadomo, kto był wspólnikiem winnego, kto ukrywał prawdę. I teraz – tak Kaczyński to opowiada – choć nie mamy dowodów procesowych, trzeba sprawę doprowadzić do końca. Przez prokuraturę, która niestety „się opóźnia”. Albo, już bez opóźniania, wskazując tych winnych palcem. Tusku, drżyj!

„W istocie walka idzie o to, ile procent Polaków uwierzy w teorię PiS. Z tego będą płynąć polityczne konsekwencje” – to słowa Aleksandra Kwaśniewskiego. Zresztą bardzo powściągliwe. Chyba nieoddające grozy intencji Kaczyńskiego.

Otóż zamierza on wokół katastrofy smoleńskiej stworzyć alternatywną rzeczywistość. Wmówić większości Polaków swoją wersję, innych zastraszyć, zaszantażować patriotycznie. Bo kto stał na drodze do pełnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy? Kaczyński odpowiada: „Cała ta akcja po Smoleńsku była w istocie wielkim dziełem agentury rosyjskiej”. Czyli przed ujawnieniem prawdy o Smoleńsku drżała rosyjska agentura. Plus ci, którym grożą z powodu niedopatrzeń i błędów popełnionych przy organizowaniu wizyty potężne wyroki. Wszystko już jasne…

Wszyscy jesteśmy uczestnikami wielkiej socjotechnicznej operacji. Chyba największej w historii III RP. Wmawia się nam kłamstwo na temat katastrofy smoleńskiej. Czy ta operacja, na pierwszy rzut oka szalona, ma szanse powodzenia?

Jak najbardziej ma. W dzisiejszych czasach można ludziom wmówić bardzo wiele. Żeby daleko nie sięgać – Władimir Putin wmówił przecież Rosjanom, że napaść na Ukrainę to operacja specjalna, szlachetna, w której dzielni rosyjscy żołnierze wyzwalają Ukraińców z nazistowskiej niewoli. I kto nie popiera „naszych chłopców”, ten jest wrogiem ojczyzny. Proszę bardzo, 80% Rosjan popiera Putina. Fotografują się z literą Z albo białymi wstążkami. Wierzą, że w Buczy była nazistowska inscenizacja.

W Polsce Kaczyński chce mniej. Ewidentnie zafascynowany jest możliwościami wmawiania ludziom kłamstwa, tego, że żyją w jakiejś innej rzeczywistości. Wykreowania jej. Ale też nie jest jeszcze Putinem. Nie musimy chodzić z literą Z ani unikać słowa wojna. Wystarczy, że uznamy, że był zamach. Bo – jak mówi Mateusz Morawiecki – chyba wszyscy już się przekonali, chyba nie ma wątpliwości. Uznajmy to, żeby Polaków już nie dzielić. Praca podkomisji Antoniego Macierewicza była przecież prowadzona wzorowo.

A gdy uznamy, że był zamach, czy to w imię jedności, tak potrzebnej w wojennych czasach, czy dla świętego spokoju, żeby już się nie kłócić, czy z grzeczności (jak chce, niech tak sobie mówi, to i tak bez znaczenia), to nie będzie koniec, ale dopiero początek. Początek pisowskiego matriksu.

Bo będziemy musieli uznać, że Polska dzieli się na patriotów i zdrajców. W tej czarno-białej dychotomii patriotą był Lech Kaczyński, który powstrzymywał Putina, był zaporą wobec jego ekspansji i dlatego musiał zginąć. Jego śmierć nie była więc przypadkowa – to było skrytobójstwo, zdrada.

Zdrajcą zaś był Tusk, zresztą nie tylko on, ale także ci wszyscy, którzy „wysługiwali się” a to Rosjanom, a to Niemcom, a to Europie, a w Lecha Kaczyńskiego wątpili. I wątpili w wersję zamachu.

Jarosław Kaczyński, jeżeli posłuchamy jego wynurzeń, wobec tych wszystkich ludzi chce postąpić szlachetnie i sprawiedliwie. Oddzielić rosyjskich agentów od tych, którzy albo błądzili, albo ulegli presji środowiska, sprzedajnych mediów itd. Dla agentów ma sąd, tam jest ich miejsce. A tym uczciwym, ale błądzącym – czyli nam, bo przecież nie jesteśmy rosyjskimi agentami – podaje rękę, daje szansę rehabilitacji.

Wiele nie wymaga. Wystarczy, że uznamy bohaterstwo Lecha Kaczyńskiego (dlaczego by nie uznać, tragiczna przecież była jego śmierć), no i nie będziemy przeszkadzać w osądzeniu agentów i wrogów ojczyzny (kto broniłby agentów?). Bo wobec nich litości nie będzie. Zresztą tę twardość Kaczyński zapowiada w wywiadzie dla PAP.

Pada pytanie: „Jaka jest odpowiedzialność polskich władz państwowych z premierem Donaldem Tuskiem na czele, MON, odpowiedzialność komisji badającej katastrofę? Czy ta odpowiedzialność powinna być rozszerzona?”.

Odpowiedź: „To jest kwestia, która musi być ostatecznie w trybie procesowym wyjaśniona. Co do odpowiedzialności politycznej, moralnej, to tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jest pytanie o odpowiedzialność dalej posuniętą. Mówię to ja jako obywatel i jako prawnik – wydaje mi się to rzecz dość oczywista. Ważne jest, żeby w tej chwili widzieć coś innego. To, że nasi przeciwnicy z tamtych czasów, dzisiaj dość cienko piszczący, sprzeciwiają się temu, co zostało w raporcie powiedziane, to jest oczywiste, biorąc pod uwagę ich interesy różnego rodzaju. Dobrze, żeby był przez społeczeństwo zrozumiany sens takiego domagania się, żeby sprawa katastrofy smoleńskiej została zamknięta. Sens jest taki: Rosja ma prawo zlikwidować polską elitę, jeżeli jej się tak podoba, a polskie państwo ma nie reagować – taki jest sens tych żądań, (…) i to jest postawa, którą można określić jako antypaństwową w najbardziej skrajnym tego słowa znaczeniu i trzeba o tym pamiętać”.

W ten sposób Polska podzielona zostanie na patriotów, tych wyższych moralnie, co zawsze mieli rację, i tych, którzy będą sądzeni. Tuskowców, postkomunistów itd. I PiS będzie miało w kieszeni nie tylko najbliższe wybory, ale jeszcze kilka kolejnych.

Czy Polacy dadzą się na to złapać? Czy wejdą w zmyśloną rzeczywistość? Chciałoby się rzec, że Kaczyński tym razem przeszarżował, że matrix będzie matriksem, że nie damy się złapać na kłamstwa, nie wpadniemy w prymitywne pułapki. Że Polacy są na takie rzeczy uodpornieni. Może jesteśmy uodpornieni, ale najpierw proponuję poczekać na wyniki sondaży…


Katastrofa czy zamach?

Kwiecień 2018:
Z badania Kantar Millward Brown na zlecenie „Faktów” TVN i TVN 24 wynika, że 26% Polaków uważa, że katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu. W roku 2017 tak uważało 18% ankietowanych.

Jednocześnie zmniejszył się odsetek badanych, którzy za przyczynę katastrofy uznają wypadek – w sumie jest to 59% badanych (o 6 pkt proc. mniej niż w roku 2017).

Kwiecień 2022:
Pracownia Social Changes na zlecenie portalu wPolityce.pl przeprowadziła badanie, w którym pytano: „Czy bierze Pani/Pan pod uwagę możliwość, że katastrofa polskiego samolotu w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 r. mogła być wynikiem celowego działania osób trzecich, np. zamachu?”. 48% badanych „zdecydowanie” lub „raczej” bierze pod uwagę, że przyczyną katastrofy był zamach. Z kolei 33% badanych odrzuca taką możliwość, a 19% nie ma zdania w tej sprawie.


Fot. Piotr Molęcki/East News

Wydanie: 17/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy