Praca – tak, wyzysk – nie

Praca – tak, wyzysk – nie

Jak naprawić polską politykę?


Waldemar Witkowski – przewodniczący Unii Pracy


Unia Pracy podpisała umowę o współdziałaniu z Polską Partią Socjalistyczną, Wolnością i Równością oraz Socjaldemokracją Polską.
– To jest porozumienie czterech partii politycznych, ale do współpracy mogą się włączyć także inne podmioty. Chociażby Stowarzyszenie Lewicy Demokratycznej czy Inicjatywa Feministyczna. W naszych obradach brał też udział przedstawiciel związków zawodowych.

Jaki jest sens takiej umowy?
– Demokratyczna lewica szuka innego rozwiązania, bardziej uwzględniającego interesy pracowników.

To znaczy…
– Mnóstwo ludzi słyszało o Ignacym Daszyńskim jako o tym, który wprowadzał ośmiogodzinny dzień pracy. Ponad sto lat temu! I tak zostało. My, Unia Pracy, chcemy siedmiogodzinnego dnia pracy, żeby mieć więcej czasu dla siebie, dla rodziny, nie być tylko trybikiem w maszynie najbogatszych na świecie. Inna sprawa – wielu publicystów, polityków dyskutuje na temat rozwiązania problemu mieszkaniowego. Chciałbym przypomnieć, że to właśnie PPS przed II wojną zajęła się   sprawą mieszkań dla zwykłych ludzi. To działacze PPS zakładali pierwsze spółdzielnie.

Pan zna się na tym świetnie jako prezes różnych spółdzielni.
– Na co dzień jestem spółdzielcą, jestem też wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Spółdzielczości. Mogę więc mówić: po co komu własność? Już po transformacji w naszej spółdzielni budowaliśmy mieszkania lokatorskie i ludzie chcieli w nich mieszkać. To bardzo wygodne rozwiązanie. Spółdzielnia bierze na takie mieszkanie kredyt, a ponieważ jest dość dużym podmiotem, nie musi się martwić, że odsetki poszły w górę, bo wie, że za trzy-cztery lata one spadną. Natomiast człowiek, który ma co miesiąc płacić odsetki od kredytu i nie wie, jak wysokie będą one za rok czy dwa, czuje obawę. Bo za moment może się okazać, że te odsetki go zrujnują.

A gdy straci pracę…
– To jest sytuacja niemoralna. Podobnie jak pomysły polityków – zamrozić raty kredytów bankowych czy nie zamrozić. To do niczego nie prowadzi. Bank jest instytucją, która ma zarabiać. Choćby dla bezpieczeństwa lokat ciułaczy, którzy trzymają w nim oszczędności. To są naczynia połączone. Biedy nie da się podzielić, zera też nie da się podzielić. Natomiast są zdrowe mechanizmy, które można skopiować. W całej Europie Zachodniej są spółdzielnie i potrafią to robić.

Wszyscy teraz mówią o mieszkaniach…
– Aktywna rola państwa czy samorządu powinna polegać na tym, że na budownictwo mieszkaniowe władza powinna dawać grunt za darmo. Bo to jest realizowanie celów ogólnospołecznych.

Kiedy spółdzielnie budowały, to na osiedlach były sklepy, szkoła, przychodnia i inne obiekty użyteczności publicznej.
– Zmianę w podejściu do mieszkań widać, gdy porówna się osiedla PRL-owskie z tymi budowanymi przez deweloperów. Spółdzielnie, które budowały 50 lat temu, stawiały nie tylko bloki, ale też szkoły, pawilony handlowe, wszystko, co potrzebne. Oczywiście były patologie, drogi budowano z opóźnieniem. Ale generalnie można było na tych osiedlach mieszkać, robić zakupy, wypoczywać.

To smutne, że w imię antykomunizmu ileś świetnych rozwiązań z tamtych czasów po prostu podeptano.
– Dodam jeszcze jedno: wtedy łatwiej było odnieść sukces. Na studiach intelekt był ważniejszy niż pieniądze rodziców. Pod wieloma względami był to dużo bardziej sprawiedliwy system niż obecny. Nie był do końca ekonomicznie wydajny, to każdy wie. W czasach PRL moglibyśmy szybciej się rozwijać, gdyby pozwolono na więcej inicjatywie prywatnej, pozwolono ludziom działać.

Ale to, co teraz robi PiS ze spółkami skarbu państwa, prowadzi do kłopotów, one powoli przestają być wydolne gospodarczo. I za chwilę mogą stać się kulą u nogi państwa.

PiS uważa, że wspaniale nimi zarządza.
– Poziom intelektualny tych, którzy trafiają do polityki, jest coraz częściej beznadziejny. To ludzie, którzy wcześniej nie mieli żadnych osiągnięć. Jedynym ich sukcesem było załapanie się na jakiś stołek, na którym siedzą za publiczne pieniądze. I to wszystko, co chcą robić – dalej za te pieniądze sobie żyć. Nie tak powinno być. Najpierw ktoś powinien mieć jakieś osiągnięcia, zawodowe, naukowe, i dopiero wówczas aspirować do spraw publicznych. Byłem trzy kadencje w sejmiku. I widziałem, że wielu radnych nawet nie czytało materiałów na sesję. A Sejm? Po co 460 posłów, skoro kilku decyduje o wszystkim, a reszta automatycznie podnosi rękę?

A krzewiąca się korupcja polityczna?
– Ludzie nie mają twarzy. Obserwowałem posłanki z moich okolic – poza polityką klepałyby biedę. A jak już się załapały, to się cieszą, że jest wysoka pensja, przejazdy za darmo… A ważne problemy państwa? To z doskoku. Z roku na rok jest gorzej.

Porozumienie czterech partii lewicowych jest więc pomysłem, by lewica zaczęła głośniej mówić o sprawach społecznych?
– Chcemy przede wszystkim skupić się na sprawach socjalnych, pracowniczych. Ale żeby była jasność – o sprawach wolności, równości nie zapominamy. One są oczywiste. Byliśmy na Paradzie Równości… W roku 2022 w cywilizowanej Europie o tym w ogóle nie powinno się mówić! To jest tak oczywiste! Natomiast rozwiązania pracownicze – to jest temat do rozmowy.

Dlaczego?
– Nie ma już tej wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, z wielkich zakładów. A związki zawodowe zbyt często zanadto serwilistycznie nastawiają się do aktualnych władz. Trzeba wzmacniać pozycję związkowców.

A nie obawia się pan, że mówiąc o rozwiązaniach socjaldemokratycznych, europejskich, zostaniecie przelicytowani? Teraz Tusk też tak mówi.
– Był w strukturach unijnych ileś lat. Więc trochę się dziwię, że dopiero teraz tak mówi. Może dopiero wyczuwa, jakie jest nastawienie społeczeństwa? W Europie też odchodzi się od pojęcia globalizacji, wolnego rynku itd. Bo okazuje się, że globalizacja się nie sprawdziła. W sytuacjach kryzysowych wyszło na jaw, że pomysł na pomnażanie kapitałów najbogatszych jest przeciwko społeczeństwom.

Zatem co zamiast globalizacji?
– Większość rzeczy powinniśmy wytwarzać blisko siebie, zwłaszcza żywność. Żeby takie kryzysy jak teraz nie dotykały nas częściej. Bo nie wierzę, że kryzys w Ukrainie będzie ostatnim. Na świecie co chwilę wybuchają kryzysy, tylko do tej pory nie dotykały nas one bezpośrednio.

I nie były nagłaśniane.
– Mam o politykach, niezależnie od opcji, złe zdanie. Przypomnę, że minęło 50 lat od pierwszego szczytu w Davos. Zawsze spotykają się tam najważniejsi światowi politycy z najbogatszymi tego świata. Zawsze dyskutują, jak pomóc najbiedniejszym. Hasła szczytne – a z roku na rok coraz większa część światowego majątku jest kontrolowana przez coraz mniejszą grupę ludzi. I coraz więcej ludzi żyje poniżej średniej. Najbogatsi nadal się bogacą, zwłaszcza różne finansowe korporacje. A tym, którzy zasuwają od rana do wieczora, poziom życia nie poprawia się proporcjonalnie do ich zaangażowania. Jednocześnie eksplorujemy naszą planetę w taki sposób, że pewnie za 20-30 lat ciężko będzie na niej żyć. Mówimy o gazach cieplarnianych, o dwutlenku węgla. Ale znacznie bardziej niebezpieczna jest hodowla bydła. Metan jest dużo gorszy dla otoczenia niż dwutlenek węgla. Pamiętam pewien wykład wygłoszony kilka lat temu na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu – wskazywano tam, co ma największy wpływ na ocieplenie klimatu. Otóż średniolitrażowy samochód przejeżdżający 30 tys. km rocznie wytwarza tyle samo gazów cieplarnianych, ile rocznie jedna krowa w przemysłowej hodowli. I tyle samo wytwarza F-16 w ciągu godziny lotu wznoszącego. Takie są relacje. Czyli wojna w Ukrainie to nie tylko zniszczenia, ale i ogromne szkody dla atmosfery.

Czy będziecie przeciwwagą dla Nowej Lewicy?
– Część działaczy PPS czy Stowarzyszenia Lewicy Demokratycznej została w dość drastyczny sposób usunięta z Nowej Lewicy. I pewnie noszą oni w sobie chęć pewnego rewanżu. Ja tego nie odczuwam. Bliskie jest mi myślenie Aleksandra Małachowskiego, który swego czasu proponował wszystkim na lewicy Drzewo Oliwne na zasadzie, że nie ma wroga na lewicy. Poglądy mamy podobne.

A że w Nowej Lewicy mają problemy z wewnętrzną demokracją… Natomiast dzisiaj szans na współpracę zbyt wielu nie widzę. Choć uważam, że im bliżej będzie wyborów, tym więcej będzie zaproszeń do współpracy. I zarówno Tusk, jak i kierownictwo Nowej Lewicy będą szukać możliwości porozumienia. Nie będzie to łatwe. Ale w polityce nie takie rzeczy się dzieją. A czy to oznacza jedną listę, czy wiele list? My chcemy w 41 okręgach być na tyle silni, by zebrać podpisy i samodzielnie startować.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 28/2022

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy